ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2024 nr 314

Pro Medico listopad 2024 25 Ironia losu, czyli „odruch Semmelweisa” POTYCZKI Z HISTORIĄ Katarzyna B. Fulbiszewska koordynatorOśrodka DokumentacjiHistorycznejŚIL Pewnego lutowego dnia 1846 r. wesoły i beztroski, młody lekarz Ignaz Philipp Semmelweis (1818-1865) objął stanowisko asystenta I Kliniki Położniczej Szpitala Powszechnego w Wiedniu. Był synem bogatego kupca – Węgra pochodzenia niemieckiego i zgodnie z życzeniem ojca miał zostać prawnikiem. Przypadkowa wizyta w kostnicy i przyglądanie się sekcji zwłok przeprowadzanej przez młodego wiedeńskiego prof. Karla Rokitansky’ego (prekursora anatomii patologicznej) spowodowały, że sprzeciwił się woli rodzica i zmienił kierunek studiów. Zapewne przekraczając próg Kliniki nawet nie przypuszczał, że trwale zapisze się w dziejach medycyny i jako pierwszy lekarz zrozumie problem„infekcji kontaktowej”, a nawet rozwiąże to zagadnienie w praktyce. Nie wiedział też, że to zadanie stanie się dla niego życiową tragedią. Gdyby żył w dzisiejszych czasach, byłby faworytem do Nagrody Nobla. Fot. K. B. Fulbiszewska/K. Dąbrowska Gdy dr Semmelweis zaczynał pracę w Kli- nice, była ona typową wylęgarnią gorączki połogowej, a w jej salach w latach 1840- 1846 wskaźnik śmiertelności wynosił 98,4 na 1000 urodzeń. Dyrektor kliniki prof. Kle- in, człowiek o wyjątkowo ograniczonym umyśle, zaliczał przywożone tu pacjentki do „przypadków ubogich” (samotne mat- ki, kobiety z nizin społecznych) i trakto- wał problem gorączki w sposób obojętny. Widok umierających matek, bezradnych wdowców oraz płacz osieroconych dzie- ci odcisnął ogromne piętno na psychice dr. Semmelweisa. Gdzieś ulotniła się jego wesołość i beztroska, a uwidoczniło drę- czące go sumienie. Przez swoją dociekli- wość coraz bardziej denerwował i zrażał do siebie prof. Kleina, naruszając istniejące dogmaty, że tej choroby niemożna uniknąć i podważając jej epidemiczny charakter. SŁODKAWOŃ KOSTNICY Oddział, na którym pracował Semmelweis był podzielony na dwa sąsiadujące ze sobą oddziały. Przez pierwszy, na którym pra- cował nasz bohater, przewijały się całe rzesze studentów kształcących się w położ- nictwie i tu była największa umieralność. Na drugim studenci się nie pojawiali – był przeznaczony na potrzeby kształcenia położnych. Gdyby gorączka była epidemią to zachorowalność na nią byłaby podob- na na obu oddziałach. Metodycznie wraz ze studentami badał w kostnicy zwłoki Medale z kolekcji Muzeum Historii Medycyny i Farmacji – od lewej: rewers medalu poświęconego pamięci fundatorów Wydz. Medycznego Uniwersytetu w Budapeszcie; awers medalu okoliczno- ściowego na 25-lecie Uniwersytetu Medycznego im. I. Semmelweisa w Budapeszcie z wizerunkiem naszego bohatera; podmedalami miedzioryt Josepha i Petera Schafferów (1793 r.). „Widok na Szpi- tal Ogólny wWiedniu”, w którym zaczęła się ta historia (ze zbioró w MuzeumWiedeńskiego – sam- mlung.wienmuseum.at) . kobiet i nieustająco znajdował ten sam obraz: ropienie i stany zapalne nie tylko macicy, ale i wwątrobie, śledzionie, otrzew- nej, nerkach, gruczołach limfatycznych, oponach mózgowych. Po każdej sekcji razemze studentami udawał się do sal chorych, starannie badał kobiety najpierw te, które miały dopiero urodzić, potem rodzące i na końcu te, które były już po porodzie. Kilkanaście par rąk pachnących jeszcze słodkawą wonią kostnicy dotyka- ły i badały te kobiety, jedna po drugiej… Śmiertelność rosła zastraszająco (osiągnęła 11,4 procent, na oddziale drugim wynosiła zaledwie 0,9 procent) i wywoływała panikę u tych wszystkich pacjentek, które nie miały domu, w którymmogłyby urodzić i pozostać w połogu przez tydzień. Wolały rodzić na uli- cy niż dostać się na oddział pierwszy.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5