ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2024 nr 314

Pro Medico listopad 2024 26 „MORDERCY”KOBIET Dr Semmelweis zmienił się jeszcze bar- dziej. Zaczął unikać ludzi, coraz bardziej zagłębiał się w pracy i z coraz większą zaciętością podważał opinię prof. Kleina, że gorączkę połogową powodują „atmos- feryczno-kosmiczno-telluryczne fluidy” i często opisywany w podręcznikach „lęk porodowy”. W rozwikłaniu zagadki dopomógł mu tragiczny przypadek. Jego przyjaciel prof. medycyny sądowej Jackob Kolletschka podczas sekcji zwłok został przypadkowo skaleczony skalpelem przez studenta. Zlekceważył draśnięcie, następ- nego dnia dostał wysokiej gorączki i kil- ka dni później zmarł. Dr Semmelweis nie widział objawów choroby, ale czytając protokół z sekcji z przerażeniem odkrył, że ten dokument pokrywa się z protokoła- mi, które pisał sam. Wyniki były identycz- ne, a Semmelweis niemiał już wątpliwości, że przyczyną gorączki połogowej i śmierci kobiet są cząstki gnijących substancji przenoszonych ze zwłok na rękach stu- dentów i jego własnych. Wiele lat później dr Semmelweis napisał w swoim dzien- niku, że „tylko Bóg wie, ile kobiet przeze mnie zeszło przedwcześnie do grobu”. WYBAWCAMATEK Na własną odpowiedzialność, bez zgody konserwatywnego prof. Kleina, na bramie kliniki przybił zarządzenie o obowiązku mycia rąk „w stojącej przy wejściu do klini- ki miednicy z chlorowaną wodą”, a mydło, szczotka do paznokci i wapno chlorowa- ne stały się obowiązującymi rekwizytami na jego oddziale. Część studentów pode- szła do zarządzenia ze zrozumieniem i bez sprzeciwu, ale większość jednak uważała tę „bezsensowną pralnię” za uciążliwą. Dr Semmelweis obsesyjnie i konsekwentnie pilnował przestrzegania tej zasady, przez co zmienił się w znienawidzonego tyrana. Po jakimś czasie okazało się, że w jednej z 12-osobowych sal wszystkie pacjentki są chore. Zawsze jako pierwsza badana była kobieta z ropiejącym nowotworemmacicy, a lekarze i studenci nie myli rąk i narzędzi przed kolejnymbadaniem. Doktor zorientował się wtedy, że sub- stancje zarażające można też przenieść z chorych, u których stwierdzono procesy gnilne i ropne, na zdrowych. W tej sytuacji wprowadził, znowu samowolnie, kolejne zarządzenie o myciu rąk przed każdym badaniem oraz dokładne mycie i odka- żanie każdego narzędzia, które do tej pory wycierano głównie o poły surduta lub w fartuch. Zarządził także, by chore z symptomami zapalnymi umieszczać w izolatce. W efekcie naraził się na falę jawnego sprzeciwu. Studenci i pielęgniar- ki (w owym czasie symbol niechlujstwa) doniosły na niego Kleinowi, który posta- nowił przy pierwszej okazji pozbyć się fanatycznego i uciążliwego asystenta. SUKCES RODZI ZAZDROŚĆ W końcu Semmelweis osiągnął sukces: w 1848 r. na 3556 rodzących zmarło tyl- ko 45. Wynikami badań zainteresowali się prof. Joseph Škoda (patolog) oraz prof. Hans Hebra (twórca dermatolo- gii). Nalegali na pisemne sprawozdanie, ale Semmelweis czuł wyjątkową awer- sję do pisania i przemawiania. Dlatego też prof. Hebra w 1847 r. w grudniowym numerze czasopisma c.k. Wiedeńskiego Towarzystwa Lekarskiego opisał jego eksperymenty. Po apelu prof. Škody do wykładowców Uniwersytetu Wiedeń- skiego została podjęta uchwała do zbada- nia odkrycia Semmelweisa. Ta sytuacja przerosła zawistnego prof. Kle- ina, który zdał sobie sprawę, że wydrwio- ny przez niego asystent być może dokonał przełomu w medycynie. Będąc człowie- kiem wpływowym, Klein doniósł wła- dzom, że Semmelweis, z pochodzenia Węgier, sympatyzował i oficjalnie popierał powstanie na Węgrzech przeciwko rządo- wi wiedeńskiemu (1848 r.), co zresztą było prawdą. W efekcie donosu rząd zakazał przeprowadzenia ekspertyzy badań Sem- melweisa i po zakończeniu dwuletniego kontraktu asystenckiego nie przedłużono mu umowy na dalszy okres. BUDAPESZT Po ośmiu miesiącach, mając poparcie prof. Škody, dostał angaż uniwersytec- ki, ale nie wolno mu było łączyć nauki z praktyką kliniczną – podczas wykładów mógł jedynie posługiwać się rozkładanym modelem kobiecym. Pełen rozgoryczenia w ciągu jednej nocy, bez pożegnania, opu- ścił Wiedeń i osiadł w rodzinnym Peszcie (obecnie dzielnica Budapesztu). Po wielu perypetiach i ośmiu latach utrzymywa- nia siebie i rodziny z praktyki prywatnej ginekologa i położnika, a także całkowi- tej rezygnacji z pracy naukowej, został honorowym (bezpłatnym) ordynatorem oddziału położniczego w Szpitalu św. Rocha w Budapeszcie... i zaczął wszystko od nowa. W ciągu sześciu lat ciężkiej pracy i wprowadzeniu zasad z kliniki wiedeń- skiej zmniejszył śmiertelność do mniej niż jednego procenta. Przy okazji dokonał trzeciego odkrycia, a mianowicie, że brud- na pościel także może przenosić zarazki. ULECZYĆ ŚWIAT W 1855 r. został w końcu profesorem położnictwa, ale nominował go uniwer- sytet stojący trochę na uboczu wielkie- go świata nauki, z którym nikt się nie liczył. Ta profesura obudziła w nim stare pragnienie „uleczenia świata” oraz ode- zwało się głęboko zakorzenione w jego umyśle samooskarżenie się o śmierć wielu pacjentek. Coraz częściej przery- wał wykłady, wybuchał spazmatycznym płaczem, godzinami chodził w kółko po pokoju. Zaniepokojona jego stanem żona, z pomocą prof. Hebra zawiozła go do Wiednia na leczenie do zakładu dla obłąkanych. W momencie kiedy w prze- błysku świadomości zdał sobie sprawę z tego gdzie się znajduje, dostał ataku sza- łu. W trakcie szarpaniny z dozorcami został skaleczony przez jednego z nich. Druga wersja mówi o przypadkowej ranie odnie- sionej przy sekcji zwłok. Zmarł w gorączce, 14 sierpnia 1865 r. mając tylko czterdzieści siedem lat. Sekcja zwłok wykazała dobrze znany mu obraz: stany zapalne i ropne w całym organizmie! Ironia losu sprawiła, że zmarł na to z czym walczył całe swoje życie. POST SCRIPTUM Prof. Ignaz Semmelweis dokonując swoich odkryć nie wiedział, że sprawcami gorącz- ki połogowej i ropnych chorób pocho- dzących od zakażonych ran są bakterie. Na to odkrycie medycyna musiała jeszcze poczekać, ale odkrył tajemnice ich przeno- szenia na rękach i narzędziach, co później stało się podstawą antyseptyki. Niestety wówczas świat charakteryzował się tym, iż znakomitego chirurga poznawało się po skali zabrudzenia fartucha – imbardziej brudny tym„lepszym” był lekarz, a atrybu- tem pracowitych, mających wyniki nauko- we anatomów była słodkawa, trupia woń na ich rękach. „Odruch Semmelweisa” – fraza ta oznacza odrzucenie odkrycia naukowego prze- ciwstawnego powszechnej wiedzy, bez rozważenia lub zbadania faktów, z obawy o zachwianie własnej pozycji lub dobre- go imienia. Myślę, że dzisiaj bez względu na profesję, nie powinno się bagatelizo- wać nawet najprostszych i najbardziej prymitywnych rozwiązań, bo mogą mieć kolosalne znaczenie oraz nie należy ogra- niczać nikomu dostępu do badań, nawet jeżeli jest się przekonanym o swojej racji. Przykład sekowanego profesora jest doskonałą ilustracją zachowań ludzkich, które nie zmieniają się i są stałe nieza- leżnie od epoki. Zawiść, zazdrość, pycha a przede wszystkim brak odwagi głosze- nia poglądów, gdy nie są zgodne z ogól- nie przyjętymi dogmatami, to najczęstsze grzechy ludzkości. Wzorem do naśladowania dla współcze- snych powinien być prof. Sammelweis, któ- ry dzięki swojemu samozaparciu uratował życie tysięcy kobiet. Historia uczy, że każda nowa idea początkowo ma przede wszyst- kimprzeciwników. Badajmy więc wątpliwo- ści, a nie szykanujmy ludzi, którzy je mają. Wszystkim współczesnym inkwizytorom warto przypomnieć słowa Isaaca Newtona: „Co my wiemy, to tylko kropelka. Czego nie wiemy, to cały ocean”, abymogli sami zadać sobie pytanie:„amoże sięmylimy?”

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5