ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2024 nr 314

Pro Medico listopad 2024 9 Anna Wójtowicz Lekarzrodzinny Lekarz jako pacjent Ostatnio w „moim” gabinecie, w przychodni lekarza rodzinnego, ufundowano nowocześniejszy fotel dla lekarza: z profilowanym oparciem, na kółkach. Do użytku pacjentów są dwa zwyczajne, tapicerowane krzesła na metalowych nogach, po drugiej stronie biurka. Z punktu widzenia lekarza rodzinnego Wzeszłym tygodniu, w czasie wizytymat- ki z nastoletnim synem, tak się przejęłam rolą lekarza, że aż ujechałam na medycz- nym fotelu, odpadło mu jedno z kółek, a ja straciłam równowagę i wylądowa- łam na ziemi, pod biurkiem. Wtedy nagle nasze role się odwróciły. Pacjenci mnie podnieśli, usadzili ostrożnie na jednym ze swoich krzeseł, a uszkodzony lekarski fotel oraz kółko luzem odstawili w kąt, aby nikt już z niego nie spadł. Troskliwie pytali, jak się czuję. Czułam się głupio, jak wysadzona z siodła, trochę ośmieszona niespodziewanym upadkiem. Jednocze- śnie byłam uradowana tym, że na chwilę mogę wyjść z mojej profesjonalnej roli, a pacjenci okazali się tak życzliwi i goto- wi do pomocy. Rola pacjenta wydaje mi się trudna, szczególnie dla lekarza. Można się prze- konać, jak trudno jest niekiedy zdążyć na wizytę, cierpliwie wysiedzieć w kolej- ce, jak krępujące może być opowiada- nie o swoich bolączkach, potrzebach, a nawet przyjęcie pomocy koleżanki czy kolegi po fachu w sprawach własnego zdrowia. Jestem przekonana, że trudne wydarze- nia z mojego prywatnego życia miały i mają znaczący wpływ na to jakim jestem lekarzem. Osobiście przebyte doświad- czenia bólu i choroby, różne kontakty ze służbą zdrowia w roli pacjentki czy przeżycie żałoby po stracie bliskich osób, pomagają mi trochę lepiej rozumieć, jak mogą czuć się pacjenci. Wiem teraz, że samo wysłuchanie w takiej sytuacji bardzo pomaga i nawet niekonieczne muszą to być słowa współczucia. Moja wspaniała koleżanka po fachu, po niedawnym przejściu dwóch zabie- gów operacyjnych, wróciła do pracy, ale skarży się, że teraz trudniej jest jej przyj- mować chorych, bo…współcierpi z nimi. Ostatni mój występ w roli pacjentki poradni rejonowej miał miejsce tydzień temu. Jego celem było zaszczepienie się na grypę. Niestety młody lekarz, który nie wiedział kim jestem, poprzestał na zebra- niu ode mnie pobieżnego wywiadu. Ani nie zajrzał mi do gardła, ani nie osłuchał, a zakwalifikował do szczepienia. Byłam z dorosłym synem, który został potrakto- wany podobnie. Przeżyłam rozczarowa- nie. Uważam osobiście, że trzeba badać pacjentów przy takich okazjach. W pracy pediatrycznej lekarza rodzinnego bar- dzo pomagają mi osobiste doświadcze- nia z wczesnego macierzyństwa. Przez wiele lat z małymi dziećmi regularnie uczęszczałam do specjalisty pediatry. Pamiętam, że miałam już dwoje dzieci, kiedy pani doktor zaleciła mi podawanie starszemu, 3-letniemu synkowi trzy razy dziennie, do buzi, odmierzonych 25(!) kropli homeopatycznych. Okazały się one kosztowne, dziecko wcale nie chciało ich brać, zaś trudności techniczne z podawa- niem ich w powyższej dawce uciekają- cemu stale maluchowi były dla mnie nie do pokonania. Przeczytałam wtedy wiele na temat homeopatii, której sama nie sto- suję u pacjentów. Zrozumiałam stopnio- wo, że warto zapisywać małym chorym tylko te konieczne leki, możliwie smacz- ne, w takich dawkach, aby ich podawa- nie było w ogóle możliwe dla rodziców. Od czasów, kiedy nasze dzieci często chorowały, praktyczne wydaje mi się też zalecenie, aby nie budzić spokojnie śpiącego nocą malca do mierzenia tem- peratury ani do podawania leków. Młode mamy przyjeżdżające w nocy na dyżur opieki świątecznej z przeziębionymi tyl- ko dziećmi, często przyznają, że spani- kowały, wyolbrzymiając sobie objawy chorobowe malucha. Rozumiem to, choć przyjmowanie rodziców z dziećmi nocą, z banalnych powodów, jest po prostu bardzo trudne dla obu stron. Pamięć o własnych lękach i popełnionych dawniej błędach pozwala mi spokojniej rozmawiać z młodymi rodzicami, nawet jeśli jest to nieuzasadniona kolejna pora- da w tym tygodniu u ich ząbkującego, zdrowego niemowlęcia. Warto więc, aby lekarz niekiedy doświadczył blasków i cieni bycia pacjentem. Jest to szan- sa zobaczenia rzeczywistości instytucji medycznych z zupełnie innej strony, ale i pomyślenia o sobie jak o kruchej istocie, która też bywa w potrzebie. Fot. Adobe Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5