ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2025 nr 324
10 Pro Medico listopad 2025 Postanowiłam zapisać się na studia podyplomowe z prehabilitacji – temat szalenie lubię i kiedy prof. Banasiewicz ogłosił powstanie kierunku – plan na nadchodzący rok akademicki był jasny. Ale po chwili „Gała”, tj. Marcin Gałkiewicz, ogłosił powstanie nowego kierunku na ŚUM: medycyna pola walki. No sorry, prehabilitacjo, musisz poczekać. I zgłosiłam się na studia, których koordyna- torem jest Marcin, a to już wróży bardzo dobrze. Renata Popik chirurgwSzpitaluMiejskim wRudzieŚląskiej.Jako lekarz uczestniczyławmisjach medycznychm.in. wUgandzie,Mjanmie, Tanzanii iwKamerunie Żeby wiedzieć, co robić Dostałampotwierdzenie o przyjęciu. Nawet nie wiedziałam, że było tak wielu chęt- nych na debiutujący w Polsce kierunek. A po chwili zadzwonił red. Biernat z pyta- niem: po co lekarzowi medycyna pola wal- ki? Na pytanie odpowiedzi miałam udzielić tutaj. Zatem spróbuję, choć pewnie będzie trochę chaotycznie, bo pisane z doskoku i nie bez wątków osobistych, za co z góry przepraszam. Jestem ostatnim albo przedostatnim rocz- nikiem kobiet, których na wydział lekarski Wojskowa Akademia Medyczna nie przyj- mowała. Stąd po części pewnie i dlatego prehabilitacja przegrała z medycyną pola walki. TCCC i CUF śledzę z zainteresowa- niem, ale do niedawna głównie w teorii. Chcąc nie chcąc, żyjemy – i to od lat – w sta- łej obecności konfliktów zbrojnych. Obec- nie na całym świecie jest ich ponad sto. Wydarzeniem, które w sposób namacal- ny uświadomiło wielu istnienie wojny i wszystkiego, co niesie ona ze sobą, była agresja Rosji na Ukrainę. Dla mnie, patrząc przez pryzmat miejsca urodzenia – nie- mal za drzwiami domu rodzinnego. Nagle zaczęły się pojawiać w Polsce tak doniesie- nia o pacjentach, jak i sami pacjenci, o któ- rych większość lekarzy mogła do tej pory tylko czytać. Zjawili się pacjenci z ranami wojennymi – wymagający tak doraźne- go zaopatrzenia, leczenia, jak i późniejszej rehabilitacji. Znaleziono na terenie Polski rosyjskie drony, a w 2022 rokuw Przewodo- wie, blisko moich stron rodzinnych, zginęły wwyniku eksplozji rakiety dwie osoby. Myślę jednak, że wojna nie jest jedynym argumentem i wytłumaczeniem dla podję- cia edukacji w zakresieTCCC. Uważam, że te umiejętności nie powinny być zarezerwo- wane dla lekarzy czy medyków wszelkiej maści, ale powinny być w adekwatnym zakresie dla każdego. Podobnie jak odróż- nianie sygnałów alarmowych. Nie trzeba przecież wojny, żeby doszło do strzelani- ny czy rąbanki maczetą „na mieście”, albo jakiejś eksplozji, pożaru. I byłoby wspaniale, gdyby w każdej z wymienionych sytuacji człowiek – medyk czy niemedyk – potrafił się odnaleźć, potra- fił pomóc innymalbo i sobie. Piszę te słowa z własnego punktu widzenia, tj. czynnego zawodowo chirurga, z baga- żem doświadczeń pracy w sytuacjach nagłych, zagrożenia życia, pracy w mniej czy bardziej sterylnej sali operacyjnej, w pracy bez dostępu do wody, prądu czy ograniczonego do minimum instrumenta- rium oraz pracy z osobami, które pomagają lub chcą pomóc, ale nie potrafią, albo nie- stety pomocą zainteresowane nie są. Mam też doświadczenia pracy, w której okolicz- ności wymogły na mnie znaczne wykra- czanie poza zakres wyuczonej specjalizacji i co za tym idzie, poza zakres przypadają- cych jej czynności. Każdy i każda z nas kończy studia, a potem staż podyplomowy z pewnym zasobem wiedzy i umiejętności podstawowych, jakie POWINNY towarzyszyć nam do końca życia zawodowego. Na przykład umiejętność przeprowadzenia wywiadu i badania fizy- kalnego, a to jest przecież obowiązkowe i dla lekarza pierwszego, i ostatniego kon- taktu; chirurga i dla balneologa, dla każdej specjalności bez wyjątku, na użytek zawo- dowy oraz własny, rodzinny. Dla każdego jest też niejako w pakiecie pewien zakres podstawowych czynności ratujących życie, dla których podjęcia nie ma znaczenia wyuczona czy będąca w trak- cie nauki specjalizacja. I z tej wiedzy i umiejętności należy korzy- stać. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła zadzwonić po pulmunologa, aby przyszedł osłuchać kaszlącego pacjenta, bo przecież ja jestem chirurgiem i po co badać pacjen- ta dwa razy. Sytuacja żywcem przeniesiona z życia, choć niepulmunologbył drugą stro- ną i nie o płuca chodziło. Teraz czas na umiejętności szczegółowe, zdobywane w trakcie szkolenia specjaliza- Wojna dotyka nie tylko żołnierzy. Ranny może zostać każdy i o każdej porze. Rannemu trzeba pomóc natychmiast. Trzeba wiedzieć, jak. Trzeba nie tylko mieć, ale i umieć użyć dostępnego sprzętu – opatrunków hemostatycznych czy stazy taktycznych. Jeśli tego nie ma – trzeba będzie umieć improwizować.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5