ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2025 nr 324
23 Pro Medico listopad 2025 FELIETON Zostałem żołnierzem Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowej RadyLekarskiej WPolskę pojechałem. Reflektory cięły noc, która sprawiedliwie otuliła Suwałki i niedaleki Królewiec. Zaparkowałempod wskazanymadresem. Przedemną wielkimnapisem„Lewiatan”ogłaszał się sklep spożywczy. Znak jakiś, pomyślałem, i ciarki mnie przeszły. Na siedzeniu obok leżała książka o takim samym tytule. „Lewiatan” Thomasa Hobbsa to potężny smok – Państwo, które tworzymy, oddając mu cząstkę swej siły i wolności. Lewiatan silny milionami, staje się niepokonany. Hobbes twierdzi, że nie ma na nas rady. Ludzkość jest zbyt drapieżna, by żyć w pokoju. Sąsiad sąsiadowi lupusem. Jedynym więc rozwiązaniem jest powołać do życia jego: Lewiatana, instytucje Państwa, ze swoim prawem, które ograniczając wolność jed- nostkom, zapewni bezpieczeństwo ogó- łowi. Szyld sklepu, niczym napis na bramie Dan- tego, obwieszczał mi, czyją gościnę przy- jąłem. Przywołał mnie tu On. Mityczny, acz najrealniejszy teraz, Lewiatan. Rzadko stoję gdzieś godzinami niczego nie robiąc, ale tego dnia tak się właśnie zdarzyło. Stałem grzejąc się wrześniowym słońcem, które niedawno wstało i... myślałem. Po pierwsze – myślałem – skoro w miesz- kaniu obok wybuchł pożar, to udawanie, że nie wybuchł jest głupie. Ergo: powi- nienem tu być. Udawanie, że to mnie nie dotyczy, po to, by nie przerywać ogólno- narodowej uciechy z grilla lub promocji na parówki (kup dwie otrzymasz trzecią gratis), jest boleśnie fałszywe. Parówy sta- ją potem w gardle i nawet puszkowany etanol sprawy nie załatwi. Nie trzeba być strażakiem, bywiedzieć, że ogień, który pło- nie za ścianą, może spopielić nasze piękne sklepy z ciuchami, komórki i samochody w leasingu. Historycznie patrząc, wrzesień to słaby czas na udawanie, że wszystko jest wporządku. Po drugie – myślałem – Hobbes pisze, że w układzie z Lewiatanem obowiązuje pakt: posłuszeństwo za bezpieczeństwo. Jeżeli Lewiatan„nawala” i nie chroni, mamy prawo z układu się wypisać. Często mam wrażenie, że ten nasz ojczysty potyka się o własne łapy i jak antyMidas, czego się nie tknie, w fekalia zamienia. Zamiast groźnego ryku, wydaje on z siebie raczej pocieszne beknięcia. Tu popuści, tamnie utrzyma. Taki to już on jest. Ot, patrząc na rzeczy małe i codzienne (jak mówią mądre księgi, od nich trzeba zacząć, by o wielkich sądzić), weźmy sym- bol naszego losu: polskie drogi. Nie trzeba nam wojny, by sparaliżować komunika- cję na Śląsku. Ktoś mógłby sądzić, że dro- ny zbombardowały moją aglomerację. Autostrada A4 w remoncie, średnicówka w remoncie, dojazd do lotniska faluje, Ligo- ta odcięta, mosty PKP zamknięte na lata, droga na Sosnowiec – lepiej się nie nara- żać. Aby katastrofy dopełnić, chorzowianie drogę krajową blachą przesłonili, estakadę zamknęli i fertig! Radź sobie człowieku sam. Państwo nie koordynuje niczego i pozwala na chaos. Do pracy dojeżdżam 60 minut osiągając prędkość do 30 km/h. Spalam tyle ropy, co czołgi (ekopodziękowania dla miasta ogrodów), a do auta przyjdzie mi zabie- rać żywność i pampersa. Jeśli tak działamy w czasie pokoju, to gdyby doszło co do cze- go, co by było? Obecnie jesteśmy raczej bli- scy samowykończenia się. Albo weźmy taki wczorajszy prowiant, w który mnie zaopatrzono. Spałem w lesie, w namiocie wraz z ośmioma kolegami, a do jedzenia otrzymałem trzy zupy. O ile miałemdo wyboru pomidorową w proszku lub żurek w proszku i ogórkową w proszku, o tyle nigdzie nie było wody. Mogłem się co najwyżej nimi posypać. Nie jest jednak łatwo wykończyć internistę. My, ostatni Mohikanie medycyny, łączymy bowiem spryt lisa, odwagę lwa i instynkt szczura. Dlatego wieczorem w środku lasu napawa- łem się zdobyczną kiełbaską pieczoną nad ogniskiem (zupy natomiast mam do dzisiaj na pamiątkę logiki nieklasycznej). Ale, tak na poważnie Lewiatanie, gdyby doszło co do czego, co to by było? Byłbym głodny? Myślałem też o sprawach wielokrotnie waż- niejszych np. o Buczy i o minach celowo podkładanych pod ciała ciężko rannych, których trzeba nam ratować. I to zmienia perspektywę. Dlatego ostatecznie zdecydowałem że stanę tu, na placu apelowym jednostki wojskowej, w mundurze batalionu wspar- cia medycznego i gdy padła komenda „do przysięgi”, regulaminowo zdjąłem woj- skowy beret, a potempodniosłempalce. Stałem się żołnierzem. Rezerwy wprawdzie, ale zawsze, jakby co... Nie zawiedź mnie, Lewiatanie, jak to masz w zwyczaju. Fot. Freepik
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5