ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2025 nr 324
24 Pro Medico listopad 2025 Dr n. med. Andrzej Wojcieszek No i mamy problem Czesanie łysego Ledwo miesiąc temu opisałem SRO, czyli samodzielnego robota operacyjnego, który wszystko namw brzuchu i nie tylko, naprawi. Jeszcze tusz z drukarki nie wysechł, a tu rewolucja obyczajowa w społeczeństwie na tle technologii nam grozi. Obejrzałem jakiś pakiet informacyjny i ze zdener- wowania paznokcie zacząłem obgryzać niczym sztubak. A było to tak. Jeden zdolny doktor siadł sobie na krzesełku w Trójmieście i zopero- wał pacjenta w Warszawie. Nie to, że miał długie ręce. Również nie użył jeszcze SRO. Pan doktor był mózgiem, który narzędzia- mi robota sterował. To potwierdza moje wnioski, że za chwilę mózg też się zastą- pi. Chirurdzy to nerwowi ludzie i kiedy maszyny ich zastąpią, to mogą, niczym luddyści z początków wieku XIX, zacząć je niszczyć. Postępu to nie zatrzymało i kapitalizmu też, ale tkaczy ręcznych wyeliminowano. Nawet w „Polszcze czyli nigdzie”też do tego doszło. Krew się pola- ła. Myślę, że chirurdzy pójdą po rozum do głowy. Najlepsi zamieszkają na Hawa- jach. I z domowej konsoli będą operować bogatych na całym świecie. To pozwoli im przetrwać w dobrej kondycji. Pozostaje problem LUJA. Lekarskiej Ubezpieczającej Jednostki Asekuracyjnej. To ofiary tego systemu. Będą siedzieć na sali operacyjnej i czekać na jakiś krwo- toczek w polu, aby zadziałać. Widzicie te znudzone miny kolegów z nożami w gar- ści czekających na wpadkę kolegi zza oceanu? Ja widzę. Na sali jedyną pracu- jącą osobą będzie anestezjolog lub -żka. Tak jak od 100 lat, będzie grał(a) na „kob- zie” własnoręcznie lub mechanicznie. Intubował(a) albo rurkę wyjmował(a). Zapłacą mu/jej 100%. Chirurgom tyl- ko za gotowość do pracy (trudno płacić za siedzenie, picie kawy itp.). NFZ nie da kasy, a dyrektor szpitala tym bardziej. Jest jeszcze inny problem, że tak powiem moralny i etyczny oraz socjologiczny zarazem. Podstawą zaufania narodu do lekarza jest właściwe odwdzięczenie się. Jak w takiej sytuacji pacjent ma się odwdzięczyć operatorowi? Koniaku „nie ma jak zanieść”, a trudno liczyć, że ktoś na te Hawaje lubMazury pojedzie i koszty spore. Z kopertą (czytaj gotówką), jeszcze gorzej. Przelew zostawia ślad, a zawsze jakiś minister na „Z” może się pojawić. Zespół LUJA zostanie w tym scenariuszu pominięty. Nie jest to jeszcze mój naj- straszniejszy sen. Położnicy ostaną się troszeczkę dłużej. Oni, póki co, muszą ręcami, ale dzieci może być za mało dla wszystkich. Może też pojawić się dodatkowy efekt ekonomiczny i dydaktyczny. Chirurdzy zaczną zanikać liczebnie, a wszyscy będą chcieli zostać anestezjologami. To prze- cież oni, a raczej one, zapewniają prze- życie pacjenta. I będąc przy chorym te kubany mogą przyjąć. Co to są kubany? Zacytuję Mistrza, świętej pamięci profe- sora Antoszewskiego. Ilekroć mnie zapra- szał na spotkanie robocze, to starannie nakazywał, abym mocno kopał w drzwi. Dlaczego? Bo jak wyjaśniał mniej inteli- gentnym: Słabo słyszę, a on (czyli ja) ręce będzie miał zajęte trzymaniem kubanów dla mnie. Ileż to jeszcze mam pomysłów w związku z tym postępem? Poczekajcie, to zno- wu jakieś upiory wyjdą z mojej głowy. Kolegom Chirurgom i Chirurżkom albo -giniom, życzę ciekawych dyskusji nad tym zagadnieniem. Osobiście pilnuję ostatnich liści na jabłonce. Czynność tę wykonuję miejscowo. Bez wsparcia robotycznego. Siedzę ciepło ubrany, ze szklaneczką z płynem zabezpiecza- jącym przed zamarznięciem w dłoni. Na tarasie. Mam co obserwować. Kilka listków jeszcze zostało. Za oknem ponu- ry świat listopadowej pluchy. Po ciastach domowych pełnych jabłek, pachnących masłem i cynamonem powoli zapomi- nam. I nie martwię się szczególnie postę- pem. Jestem emerytem. Raczej mam bli- żej niż dalej. ChatGTP
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5