ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2025 nr 324

25 Pro Medico listopad 2025 Może na emeryturę, doktorze? Anna Wójtowicz Lekarzrodzinny Pamiętam, że pracując po stażu w reno- mowanej klinice, bywałamtakzmęczona nadmiarem wrażeń i współprzeżywa- niem ludzkiego cierpienia, że regularnie, na dyżurach, nawiedzały mnie marze- nia o emeryturze. Wydawała mi się ona błogim, odległym czasem, gdzie życie ma szansę na nowo zwolnić tempo, a jawreszcie odpocznę i przemyślę sobie spokojnie wszystkie szpitalne i osobiste wydarzenia. To było już przygotowanie do emerytury, zauważanie od młodości dobrych stron zakończenia pełnowy- miarowej pracy. Wspominam to obec- nie z uśmiechem, ponieważ emerytura lekarska może mieć nie tylko blaski, ale i cienie. Dotyczy to zwłaszcza osób, które przezwiele lat całkowicie identyfikowały się z naszą profesją. Moja bardzo szacowna koleżanka wspomi- na piękny początek swojej emerytury, gdy nagle zorientowała się, że wszystko może, ale nic niemusi koniecznie, ale siły już jej nie dopisywały. Myślę, że o te siły i zdrowiewar- to zadbać wcześniej. Jest to jeden z podsta- wowych warunków cieszenia się jesienią życia. Oby szewc nie chodził bez butów, a lekarz bez badań okresowych, szczepień, diagnostyki i leczenia! Będąca na emeryturze przyjaciółka dora- dzała mi od dawna wczasy zdrowotne z dietą, gimnastyką i zabiegami fizykote- rapii w zdrowym klimacie. Zapewniała, że co najmniej raz w roku, od dwudziestu lat, jeździ wraz zmałżonkiemwpięknemiej- sce, do Bąblina, a efekt zdrowotny takiego wypoczynku jest znakomity. Chociaż turnus miał trwać tylkodziesięć dni, tobardzo trud- no byłomi się na niego zdecydować. Ciężko było zrezygnować z picia kawy, jedzenia wedługwłasnych przekonań oraz pewnego domowego bezruchu. Podjęcie wysiłku oderwania się od ruty- ny i pobyt w zielonych okolicach naszego kraju, bardzo mi się opłaciły. Wyleczyłam na wyjeździe nie tylko bieżące infekcje, ale i niektóre nawracające dolegliwości. Ponadto pośmiałam się, dowiedziałam spo- ro o zdrowym trybie życia, no i nabrałam ochoty na powtórzenie tego doświadcze- nia wprzyszłości. Myślę, że warto już teraz pielęgnować takie zamiłowania, które łączą się z ruchem fizycznym i przyjaznymi kontaktami mię- dzyludzkimi. Można też angażować się w wolontariat, podjąć działalność w izbie lekarskiej, uczyć innych, pisać, podróżować. Z ciekawą ofertą występują Uniwersytety TrzeciegoWieku,któreproponująróżnorod- ne zajęcia sportowe, językowe czy wykłady z różnych dziedzin. Jedynym warunkiem wymaganym od uczestnika jest otwartość i ciekawość świata. Specyfiką lekarskiej emerytury jest oczy- wiście sposobność kontynuowania pra- cy. Można nadal przyjmować w poradni na część etatu. Znam wielu takich kolegów i koleżanki, którzy wspaniale to realizują, ceniąc sobie możliwość pełnienia waż- nej społecznie roli, bycie nadal aktywnym i potrzebnym zawodowo. Jest w tym jednak konieczność samokry- tycyzmu, roztropnego wyważenia, ile i jak długo mogę jeszcze pracować? Czy siły i zdrowie na topozwalają? Czy jestemwsta- nie sprostać zawodowej roli? Czy umiem, co bardzo ważne, rozgraniczyć wyraźnie profesjonalne zajęcia od mojej prywatno- ści? Czuję, że takie roztropne rozeznanie może być z biegiem lat bardzo trudne. Wiele lat temu, będąc młodą lekarką i mamą, miałam do czynienia na wcza- sach z pewną panią doktor, specjalistką, która nadal świadczyła porady medyczne wdużymmieście,mimomocnopodeszłego jużwieku. Spacerywciszy ze śpiącym, kilku- miesięcznym synkiemwwózku, były wtedy dla mnie cennym odpoczynkiem w ciągu dnia. Dla mojej sędziwej koleżanki byłam zaś stałym celem uwag i porad odnośnie zdrowia mojego i niemowlęcia. Stopniowo zaczynałam stanowczo unikać jej towarzy- stwa, na co pani doktor się obrażała. Nieste- ty nie umiałam jej wytłumaczyć, jak dalece potrzebuję spokoju i ciszy w prywatnych okolicznościach. Do dziś pamiętam tę nie- zręczną sytuację i trudność w komunikacji. Zaplanowałam sobie jednak, że w godnym wieku, jeśli dane mi będzie go dożyć, znaj- dować będę sobie wmiaręmożliwości inne zajęcia niż udzielanie porad medycznych, zwłaszcza, gdy nikt ich ode mnie nie będzie oczekiwał. Na koniec chciałabym zacytować irlandz- kiego noblistę, Wiliama Butlera Yeatsa, któ- ry stoicki dystans do losu, do przemijania wyrażał następująco: Chłodnymokiemspójrz na życie i śmierć. Niewstrzymuj konia, jedź! Mam nadzieję, że świadomość nieuchron- nego zakończenia pracy zawodowej pomo- że namprzejść je łagodnie, bez podważenia poczucia celu i sensu życia.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5