ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2025 nr 324
8 Pro Medico listopad 2025 ścią, ale studiów podyplomowych na ten temat nie było. Teraz, jako pierwsi w kraju, otwieramy nowy kierunek z ponad 350 godzinami nauki i treningów o tym, jak medycymają się zachować na polu walki. – Po co lekarzowi wiedza o tym, co dzieje się na polu walki, skoro nawet generałowiemówią, że jeśli będzie woj- na, to nie będzie taka jak na filmach o II wojnie? – A co dokładnie mówią ci generałowie? – Że w nowej wojnie główną rolę ode- grają drony, lotnictwo, daleka artyleria i cyberataki. – Ale zawsze będzie front. Mimo że będą latały drony, to ziemię zdobywa człowiek, nie maszyna. Dron może torować drogę, ale za nim zawsze idą żołnierze. Dalej więc będą miejsca agresji, punkty oporu, dalej lać się będzie krew. Czy to będzie wybuch drona, czy rakiety, poszkodowani i ranni będą zawsze. Wtedy wkracza chirurgia polowa, której nikt na studiach medycz- nych do tej pory nie uczył. Medycyna pola walki opiera się na systemie priorytety- zacji czynności i pokazuje, na co kładzie- my nacisk, w jakiej kolejności i jak ratu- jemy rannych. Gdyby nie uczestnictwo w misjach w Afganistanie i Iraku naszych medyków wojskowych razem z Amery- kanami, myślę że dalej opaska uciskowa, opatrunki hemostatyczne, metody fizycz- nej okluzji dużych naczyń w przypadku krwotoków zewnętrznych byłyby dla nas czymś nieznanym. Tymczasem właśnie na podstawie doświadczeń wojennych opracowuje się nowe techniki działań, czy to polowego przetaczania krwi, czy polo- wego oznaczania grup krwi, systemów autotransfuzji. Tego trzeba się nauczyć, bo w cywilnych warunkach, w szpitalach nie ma ani takich przypadków, ani takich potrzeb. A przynajmniej są niezmiernie rzadkie i na etapie badań. – Będziecie czerpać wiedzę z doświad- czeń wojskowych medyków w Ukra- inie? – Śląski Uniwersytet Medyczny współpra- cuje z Jednostką Wojskową Komandosów z Lublińca, którzy przekazują wiedzę pola walki głównie od Amerykanów. Dzięki współpracy z ukraińskimi medykami woj- skowymi ta wiedza wciąż jest poszerzana. Na przykład okazuje się, że największa różnica między wcześniejszymi konflikta- mi zbrojnymi a wojną w Ukrainie to kwe- stia ewakuacji medycznej. W czasie wojny w Afganistanie lub Iraku, gdy żołnierz był ranny, leciały po niego dwa śmigłowce, obstawa medyczna i wojskowa. I ewa- kuacja trwała godzinę lub dwie. Teraz w Ukrainie ewakuacja odbywa się od kilku godzin do nawet kilku dni. Dlatego duży nacisk kładzie się na tzw. przedłużoną opiekę nad rannym. Medyk wojskowy uczy się więc nie tylko zaopatrywania ran, ale wręcz intensywnej terapii polo- wej, czyli jak żywić rannego pacjenta, jak zadbać o jego rany, o profilaktykę zakażeń, o nawodnienie, cewnikowanie. Wszystko, aby poszkodowanego jak najdłużej utrzy- mać przy życiu do czasu ewakuacji. Bywa, że to czekanie z rannym lub rannymi, ukry- wając się w ziemiance, trwa bardzo długo. – To, że na wojnie, na pierwszej linii frontu, potrzebni będą chirurdzy i ane- stezjolodzy to wiadomo, ale jak przy- dadzą się lekarze innych specjalności albo... dentyści? – Cała idea polega na tym, żeby uczyć każdego medyka rozszerzania swoich umiejętności. Nieważne, czy specjalnością lekarza jest ginekologia, dermatologia albo radiologia, to jeśli będzie taka potrze- ba na froncie, w punkcie stabilizacyjnym, będzie zszywał rany czy drenował klat- Dla lekarzy na polu walki ważne jest też doświadczenie taktyczne oraz znajomość wojskowych procedur i zasad współpracy z żołnierzami. Ta część studiów będzie prowadzona przez komandosów. Fot. archiwum SUM
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5