ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach listopad 2025 nr 324

9 Pro Medico listopad 2025 kę piersiową. To są sytuacje kryzysowe i na nie musimy być przygotowani. Nikt wprawdzie w kilka godzin nie zrobi chi- rurga z ginekologa lub dermatologa, ale nie o to chodzi. Pewne podstawy radzenia sobie w sytuacjach ratowania życia są nie- zbędne. Medycyna pola walki zakłada gradację działań. Ma przede wszystkim przerwać łańcuch umierania na danym poziomie. Żołnierz w okopie nie zrobi czynności takich jak w pierwszym punkcie stabilizacyjnym, ale ma przeżyć, żeby tam dotrzeć. Czyli na miejscu, w okopie, trze- ba odbarczyć odmę prężną, zatamować krwotok, udrożnić drogi oddechowe itp. Podstawowy cel – ewakuować rannego do punktu wyżej, gdzie czekają specjaliści i ich rola polega na zaopatrzeniu medycz- nym pacjenta, zrobieniu np. laparotomii czy torakotomii lub poradzić sobie z hipo- termią i umieć przetoczyć krew, aby bez- piecznie przekazać go transportem spe- cjalistycznym do poziomu wyżej. Tak już to działa w Ukrainie. Jest medyk polowy, ewakuacja medyczna, punkt stabilizacyj- ny, gdzie przeprowadza się chirurgię polo- wą i poszkodowany żołnierz przekazywa- ny jest dalej aż do rehabilitacji. – Adentyści też się przydadzą? – Jest przecież stomatologia polowa. Pierwsza pomoc stomatologiczna jest bardzo ważna, bo jeśli jej nie ma, to ostry stan stomatologiczny wyklucza żołnierza z działania. Będziemy więc uczyć znieczu- lania w warunkach polowych, stosowania szybkiej antybiotykoterapii, zmniejszania bólu itp. To nie jest tylko nasz pomysł, ale to właśnie Amerykanie naciskają, aby prze- dłużona opieka nad rannymbyła jak najbar- dziej kompleksowa. Zatem dentyści będą na polu walki tak samo niezbędni, jak oku- liści, laryngolodzy i inni specjaliści. Celem medycyny polawalki jest nie tylko uratowa- nie życia człowieka, ale także jak najszybsze przywrócenie żołnierza do walki. – Podobnomedykcywilnynie jestwsta- nie, bez odpowiedniego przeszkolenia, szybko odnaleźć się w środowisku pola walki. Czego imbrakuje? – Uczestniczyłem w misjach humanitar- nych i nieraz w różnych częściach świata ratowaliśmy ludzi powojnach, katastrofach, zdarzeniach z masowymi ofiarami. I wiem, że nie każdy lekarz nadaje się do pracy w ekstremalnych warunkach. Zresztą już na studiach można zaobserwować, kto ma jaki temperament i w jakiej specjalizacji się dobrze odnajdzie. W sytuacjach szybko zmieniającego się stanu zdrowia pacjen- ta, w trudnych warunkach zewnętrznych, gdy trzeba podejmować błyskawicznie decyzje, praca lekarza ratownika różnić się będzie od np. spokojniejszej pracy radio- loga. W trakcie symulacji medycznej widzę wśród studentów osoby, którym takie dzia- łania szybko i łatwo przychodzą i takie, któ- rych to przerasta. I to normalne. Dla lekarzy Zawsze będzie front. Mimo że będą latały drony, to ziemię zdobywa człowiek, nie maszyna. Dron może torować drogę, ale za nim zawsze idą żołnierze. Dalej więc będą miejsca agresji, punkty oporu, dalej lać się będzie krew. Czy to będzie wybuch drona, czy rakiety, poszkodowani i ranni będą zawsze. Wtedy wkracza chirurgia polowa, której nikt na studiach medycznych do tej pory nie uczył. na polu walki ważne jest też doświadczenie taktyczne oraz znajomość wojskowych procedur i zasad współpracy z żołnierzami. Ta część studiów będzie prowadzona przez komandosów. W warunkach bojowych bowiem, w strefie czerwonej pod ostrza- łem, najważniejsze jest zrealizowanie celu. Nigdzie tam nie jest bezpiecznie, a punkty stabilizacyjne daleko i wtedy znajomość wojskowej taktyki, umiejętność zachowa- nia sięw trakcie ataku jest niezbędna i wiele razymoże uratować życie. – Myśli pan, że lekarze z dyplomami uniwersyteckimi, swoimi lekarskimi osobowościami i często niełatwymi charakterami, będą chcieli pokornie uczyć się od komandosów? – To kwestia świadomości i gotowo- ści przygotowania się do tego, co może nadejść. Wszystko zależy od ego człowie- ka. To są studia podyplomowe, fakultatyw- ne. Zapisują się na nie osoby dobrowolnie, wiedzą, czego się spodziewać, są przygo- towane na różne sytuacje nawet niekom- fortowe. Przecież nikt nie babrałby się w błocie, gdyby nie istniało potencjalne zagrożenie. Zatem lepiej swoje ego scho- wać do plecaka i nauczyć się tego wszyst- kiego teraz, niż ad hoc w trakcie wojny. – Po zachwytach, że Śląski Uniwersytet Medyczny wprowadził pierwsze w kra- ju studia medycyny pola walki, może przyjść rozczarowanie, gdy okaże się, że to nie będą wygodne studia, że trze- ba będzie się nieźle spocić na poligonie. – To jest wyzwanie dla obu stron. Dla uczelni i jednostki wojskowej to olbrzymie wydarzenie, potężne logistyczne zadanie. Zajęcia odbywać się będą na poligonie, w górach, w trakcie zimy z pełnymoporzą- dzeniem, w kamizelkach kuloodpornych. Medyk polowy musi umieć „rozpakować” rannego żołnierza, czyli wiedzieć, jak się zdejmuje jego ekwipunek, jak go roz- broić prawidłowo i bezpiecznie, jak zdjąć hełm lub mundur. Jak się nie zna zasad „rozpakowania” żołnierza, to aby dotrzeć do jego ciała marnowany jest cenny czas. Dlatego lekarze będą musieli poznać te warunki. Zwieńczeniem studiów będzie kilkudniowa symulacja medyczna, pod- czas której studenci będą prowadzić dzia- łania zarówno z medycyny pola walki, jak i przedłużonej opieki medycznej. Będą działać pod okiem instruktorów w dzień, w nocy, w śniegu, deszczu, w miejscach trudno dostępnych, w reżimie światła. Nie zakładamy, że ktoś nie zaliczy tych zadań. Zresztą tu nie o oceny i zaliczenia chodzi. Te umiejętności przydadzą się nie tylko na wypadek wojny, ale także podczas katastrof, wydarzeń z masowymi ofiarami. To będą sprawdzeni i przeszkoleni medy- cy z wojskowymi umiejętnościami. Fot. Chroma Sotck

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5