ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2021 nr 276

Pro Medico • luty 2021 12 Na OIOM-ie w szpitalu covidowym w Ochojcu było już dramatycznie. – Wiedziałam, że respirator daje szansę na życie tylko dla niewielkiej części pacjentów. Reszta umiera. Zanim mnie zaintubowano powiedziałam koledze – doktoro- wi Pawłowi Dubikowi, który wprowadzał mnie w stan śpiączki, żeby pamiętał, że mamdzieci. Już nie mogłam nic zrobić, wierzyłamw ich lekarskie umiejętności – tak po wszystkim powie dziennikarzom pani profesor. W tym samym czasie prof. Aleksander Sieroń – jeden z filarów polskiej medycyny, który od lat leczy skrajne przypadki, teraz, gdy pacjentem w stanie zagrożenia życia jest jego córka, nie może biernie czekać. Porusza niebo i ziemię, żeby zdobyć oso- cze dla córki z rzadką grupą krwi. Przydaje się też publiczny apel pacjenta posła Jerzego Polaczka i wielu innych pacjentów, których profesor wyleczyła i zdążyła sobie zasłużyć na miano lekarza – symbolu walki z COVID-19. Przez osiem dni śląski świat medyczny wstrzymuje oddech. Wielu modli się o zdrowie profesor Karoliny Sieroń. I udaje się. W czwartek 19 listopada z trudem wystukuje pierwszego SMS-a do dzieci. Pisze tylko jedno słowo:„Wróciłam”. – Otrzymałamdrugie życie – powie w jednym z wywiadów. – Choć po wybu- dzeniu poczułam straszną bezsilność. Sama nie potrafiłam zrobić zupełnie nic. Człowiek jest tak słaby, że nie ma mowy, żeby utrzymać w rękach malut- ką butelkę wody. Płakałam wtedy jedyny raz, bo dla osoby takiej jak ja, która była wcześniej bardzo aktywna – przecież trenuję, ćwiczę boks – to duży cios. Po tym przeżyciu myślę też, że będę potrafiła lepiej zrozumieć moich pacjen- tów. Nie mówię, że dotąd nie byłam empatycznym lekarzem, bo wydaje mi się, że byłam, ale teraz na pewno będę lepiej rozumiała, jak wielkimwysiłkiem dla pacjenta jest choćby wzięcie w rękę kubka i napicie się. ROZMOWA OJCA Z CÓRKĄ Może to źle, że skazaliśmy Cię na medycynę? Prof. dr n. med. Aleksander Sieroń i prof. dr n. med. Karolina Sieroń Aleksander Sieroń: Po tym wszystkim, co spotkało Ciebie i nas, myślę, czy nie skazaliśmy Ciebie na medycynę, czy był to Twój świadomy wybór? Bo ojciec – profesor medycyny, matka – znakomity lekarz, brat – lekarz w szwajcarskim Ber- nie. Czy wiedziałaś, na co się decydujesz, czy uległaś rodzinnej presji? Może to źle, że poszłaś naszą drogą? Karolina Sieroń: To był mój świadomy, ale trudny wybór, który podjęłabym jeszcze raz. W okresie, kiedy pracowaliśmy razem zTobą,Tato, często nie byłomi łatwo.Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że to, gdzie jestem i kim jestem zawdzięczam także Tobie, mojemu wieloletniemu niełatwe- mu Szefowi, Nauczycielowi, a przede wszystkim Przyjacielowi. A. Sieroń: Jak pamiętasz rodzinny dom? Tylko medycyna i nauka? Dlatego wybra- łaś tę długą i trudną drogę pod górkę i postanowiłaś zostać lekarzem? K. Sieroń: Rozmów rodzinnych nie pamiętam. Ale doskonale pamiętam przy każdej możliwej okazji przyjazdy do Kli- niki Chorób Wewnętrznych w Bytomiu na Batorego, również w weekendy, wra- cając z konnych wypadów. Pamiętam, jako kandydatka na studentkę, a potem także jako studentka medycyny. Było to wtedy dla mnie miejsce magiczne, w którym się działy rzeczy niezwykłe. A. Sieroń: I właśnie dlatego interna? Bo królowa jest tylko jedna? K. Sieroń: Generalnie świat medycyny klinicznej dzieli się dla mnie na zabie- gowców i niezabiegowców. Ale w mojej opinii faktycznie królowa jest tylko jedna. To faktycznie INTERNA! Dla niej spędza- łam większość wolnego czasu na stu- diach oraz w trakcie specjalizacji. Dalej, mimo, że jestem nie tylko internistą, ale i gastroenterologiem, interna dla mnie zawsze była, jest i będzie „Królową Nauk Medycznych”. Jest wszechstronna i uczy pokory. Tzw. „bytomska szkoła interny” z Batorego, z której wywodzi się wielu świetnych profesorów i lekarzy, umożli- wiła kolegom oraz mnie objęcie stano- wisk kierowniczych nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. Oczywiście, wisienką na moim prywatnym torcie interny jest ukochana gastrologia. A. Sieroń: Lekarz leczy, a pacjent jest leczony. Los rzucił Cię na stanowisko prowadzącego oddział covidowy, gdzie potem zostałaś jednym z ciężkich przy- padków jako pacjentka. Pacjentka, która otarła się o śmierć... K. Sieroń: Prowadzenie oddziału covi- dowego oczywiście nie jest łatwe. Robi to w tej chwili w Europie i na świecie wie- lu lekarzy. Jednak w momencie zmiany pozycji – ze stojącej przy łóżku, na leżącą w łóżku, zmienia się dużo. Początkowo, będąc jeszcze w szpitalnych początkach choroby, mogłam obserwować, jak pra- cuje personel oddziału. Niestety, mój stan szybko się pogarszał. W momencie, kiedy zapadła decyzja, że wymagam leczenia w Oddziale Intensywnej Terapii, uświado- miłam sobie grozę sytuacji. Pamiętałam Fot. archiwum prywatne prof. K. Sieroń.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5