ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2021 nr 276
Pro Medico • luty 2021 24 Wysokie stężenie frustracji i żalu kapało z każdego akapitu i zebra- ła się go niemała czarka. Ciężko mi w sposób merytoryczny odpo- wiedzieć na absurd tez zawartych w artykule, więc jak La Fontaine będę musiał uciec się do opowiedzenia bajki, by na taką fantasty- kę stosownie odpowiedzieć. Dawno temu był sobie okręt. Nazywał się „Ochrona Zdrowia”. Zwyczajem panujących władców było, że funkcja admirała była karą za prawdziwe i domniemane przewiny. Siłą rzeczy okręt podupadał więc powoli. Im mniej admirał i rządzący się nim inte- resowali, tym częściej zadawali sobie pytanie, czemu on w ogóle służy. Z pomocą przyszli doradcy, którzy nigdy nawet kałuży nie widzieli i doszli do wniosku, że okręt porusza się sam z siebie, siłą wiatru, a nie siłą rąk marynarzy, więc zaniechano ich przyuczania, terminowania i zatrudniania. Po wielu latach okazało się, że nie ma kto kotwicy podnieść i marynarzy obecność na pokładzie jest niezbędna. Zaczęto więc na gwałt szukać ochotników, przymykać oko na możliwości kształcenia morskich akademii, a kandydatom z chorobą morską wciskać do ręki aviomarin do kieszeni. Ilość głów na statku w końcu się zgadzała. Jednak wraz z tym ilość obowiązków, rozkazów, nakazów wydawanych przez rządzących również. Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że na statku jest kapitan, starszy oficer oraz 10 majtków. Po wielu latach kiedy sta- tek sam się napędzał – zastęp oficerów, wachtowych, marynarzy – awansował wyżej, lub – odsłużywszy wartę – odszedł na stały ląd. Siłą rzeczy pracę dla 30 osób wykonywało więc dwunastu, a kapitan i zastępca musieli mieć na wszystko oko, dwoić się i tro- ić, by okrętu nie zatopić. W takich to warunkach nieraz dochodziło do scen kłótni i wzajem- nych oskarżeń tak głośnych, że słyszeli je nawet rządzący w swo- ich ciepłych zamkach. Po cichutku modlili się, by marynarze nie zauważyli, że to oni tak naprawdę odpowiadają za stan statku. Gdy na pokładzie załoga uwijała się jak w ukropie, pod pokładem siedział skryba. Najstarsi marynarze nie znali powodu jego obecności na statku. Chyba jedynie przez tradycję utarło się, że zamknięty na najniż- szym pokładzie skrzętnie opisywał swoje obserwacje. Jako, że zza swojego biurka nie wychodził, to jedyne, czego doświadczał, to nudności i wilgoć. Wiedzą o żegludze dysponował na tyle mier- ną, że uważał, że to marynarze na złość mu statkiem trzęsą, a nie przetaczający się właśnie szkwał. Gdy pomiędzy zwojami skryba zamyślił się dłubiąc w nosie, pech chciał, że nagły podmuch ude- rzył w statek, wskutek czego zranił się boleśnie. Rozgniewany wyskoczył na pokład, ubliżając wszystkim na oślep. Znał z opowiadań dziesiątki morskich wilków i w swoim mniema- niu z niejednym mógłby stanąć w szranki. W żadnej mierze nie znając żeglarskiej materii, wskazywał palcem, co mu się na stat- ku nie podobało, a wszystko, co wskazał, było jeszcze bardziej przykre od zawartości pozostałej na palcu. Marynarze nie mogli zajmować się i sztormem i natarczywym utyskiwaniem, więc na szybko sklecili z biurka skryby skromną tratwę. Jego samego poklepali na zachętę po plecach, życząc powodzenia, i wyprawili w samodzielną podróż, gdzie będzie mógł testować swoje racje i mądrości poza dolnym pokładem. Morały z tej opowieści płyną następujące: 1. To sztorm miota statkiem, a nie marynarze. 2. Na dolnym pokładzie sztorm jest mniej odczuwalny tylko dzięki marynarzom powyżej. 3. Zanim wskażesz cudzy błąd, upewnij się najpierw, że własny palec jest w nienagannym stanie. Krzysztof Musialik PrzewodniczacyKomisji ds.MłodychLekarzyŚIL POLEMIKA Lekarz jak marynarz w czasie sztormu Poprzedni numer naszego lekarskiego Pro Medico zaskoczył wielu. Dochodząc do ostatnich stron, gdzie znajdował się artykuł „Kiedy mistrz wskazuje na słońce, uczeń patrzy na palec”, sprawdziłem ponownie, jaką gazetę czytam. Kolejne spojrzenie na okładkę rozwiewa wątpliwości – to nie „Fakt” czy „Super Eks- pres”, ale nasz wspólny, samorządowy periodyk. LIST DO REDAKCJI Wnumerze majowymubiegłego roku w„Pro Medico”ukazał się arty- kuł p. dr n.med. Agnieszki A. Pawlik (wdziale„Artykuł Dyskusyjny”) pt.: „Rosyjska ruletka, czyli stomatologiawczasach zarazy”.Wodpowiedzi na ten tekst, w kolejnym numerze„Pro Medico” (czerwiec 2020) uka- zała się moja polemika. Z perspektywy czasu i dramaturgii zdarzeń stwierdzam, że w mojej polemice użyłem niewłaściwych sformuło- wań. Zapewniam, że nie byłomoim zamiarempoddawanie wwątpli- wość, ani tym bardziej podważanie kompetencji Autorki w temacie, jaki zawarła w swoim artykule. Ubolewam nad zaszłością i Autorkę artykułu Panią Doktor Agnieszkę Pawlik, jak i wszystkich, którzy moją polemiką poczuli się dotknięci, serdecznie przepraszam. Prof. dr hab. n.med. JarosławMarkowski W sprawie artykułu „Rosyjska ruletka, czyli stomatologia w czasach zarazy”
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5