ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2021 nr 276

25 Pro Medico • luty 2021 – Czy jest pan zadowolony z tego co napisał w książce, która, zanim na dobre zaistniała na rynku, już wzbu- dziła kontrowersje? – Oczywiście, że jestem zadowolony, choć i tak nie wszystko napisałem, co widziałem przez tych kilkadziesiąt lat pracy w różnych szpitalach. Starałem się przedstawiać fak- ty, choć czasami dodawałem mój komen- tarz. W końcu podtytuł książki brzmi„moje przygody z medycyną i anestezjologią”. – Nie oszczędził pan środowiska lekar- skiego na kartach swej książki. Nie oba- wia się pan, doktorze, że narobi sobie wrogów? – Do napisania tej książki namówili mnie moi asystenci. Stwierdzili, że warto przy- pomnieć, jak wyglądała medycyna przez ostatnie 75 lat, a anestezjologia przez lat 50. Pisałem o faktach, o zjawiskach, a nie głównie o ludziach. Oczywiście z pewnymi wyjątkami, bo jak inaczej nazwać Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii, jak nie towarzystwem wzajemnej adoracji. Szlag mnie trafił, gdy członko- stwo honorowe przyznano profesor, która 10 lat składek nie płaciła, a pominięto tych, którzy naprawdę się zasłużyli. Wie pan co mnie najbardziej denerwuje w naszym środowisku? Zupełne zatracenie auto- rytetu i powinności mistrza w zawodzie. Takiego, który powinien po sobie zostawić uczniów i to lepszych od siebie. Tymcza- sem, zwłaszcza w zabiegowych oddzia- łach, wciąż panują feudalne stosunki. Jak szef kogoś polubi, to da mu szanse na roz- wój, jak nie, to taki młody chirurg siedzi i marnuje się, opisując pacjentów z dale- ka od sali operacyjnej. Widziałem wiele zazdrości, zawiści w naszym środowisku i np. hamowania habilitacji. – Dlatego nie został pan chirurgiem? – Chciałem, dlatego miałem staż kierun- kowy z chirurgii, lecz byłem najmłodszy, a miałem ambicje, chciałem decydować, operować, być dobrym, a tu trzeba było czekać na swoją kolej. Ale ja nie chcia- łem czekać. Chciałem szybko decydować i być niezależnym, a tylko anestezjologia mi to umożliwiła. – I to mimo słynnego określenia pani prof. Dyaczyńskiej, że chirurgmadoczy- nienia z przytomną rodziną, a aneste- zjolog z nieprzytomnym pacjentem, czyli jest jakby odcięty od możliwości dodatkowego zarabiania. – A wie pan, że ja też brałemod ludzi pie- niądze. Ale zawsze publicznie, w sekreta- riacie i nigdy nie wziąłem koperty do ręki. Mówiłem, że jak rodzina chce się nam odwdzięczyć, to proszę zostawić pie- niądze na funkcjonowanie oddziału, na zakup papieru, kalek, tuszu do druka- rek itp. Pewnie, że nie wszystkim mogło się to podobać. Na Zjeździe Izb Lekarskich w Mikołaj- kach postulowałem nawet, aby zapisać, że pacjent ma prawo wyrazić wdzięcz- ność w formie, jaką sam wybierze, przy czym uzależnienie jakichkolwiek działań medycznych od korzyści jest korupcją i za to powinno się pozbawiać prawa wykonywania zawodu. Niestety w głoso- waniu nie przeszło. – Za ostro powiedziane? – Nie wiem, ale temat zamieciono pod dywan. Teraz obchodzi się to tak, że przyj- muje się w prywatnych gabinetach pacjenta za pieniądze, a potem leczy się go na oddziałach i operuje nawet poza kolejnością. – Może tą książką otworzy pan publicz- ną dyskusję o stosunkach panujących w środowisku lekarskim? – Możliwe, choć wątpię w to. Raczej sądzę, że tematy te nie wyjdą nigdy poza szpital- ne korytarze i dyżurki. To sprawy wstydliwe i skrywane. – A pan nie żałuje, że naruszył to tabu? – Nie zmieniłbym w książce ani jedne- go zdania. Może trochę więcej historii dopisałbym, jakieś szczegóły. Opisałem to, co widziałem przez 75 lat oczami pacjenta, studenta, stażysty, lekarza i spe- cjalisty anestezjologa. – Gdzie można kupić tę książkę? – Liczę na wsparcie i pomoc Okręgowej Izby Lekarskiej w Katowicach, która zaku- piła pewną partię książek i ją rozprowadzi wśród członków Okręgowej Rady Lekar- skiej. Można się też kontaktować ze mną bezpośrednio. Książka powstała z moich prywatnych środków. Dlatego tym, którzy chcą przyjrzeć się medycynie widzianej od kuchni, proponuję moje przemyślenia. Niektóre opisywane rzeczy pewnie zasko- czą czytelników. Ale to dobrze. Rozmawiał: Piotr Biernat Wsadzam kij w mrowisko Rozmowa z Włodzimierzem Majewskim, autorem książki „Polska anestezjologia od kuchni…” Lek. med. Włodzimierz Majewski, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii. Fot. Wiki Kot

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5