ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2022 nr 286

21 Pro Medico • luty 2022 do bismarkowskiego – ubezpieczeniowego. Duże państwowe zakłady opieki zdrowotnej lub zakłady lecznictwa ambulatoryjne- go zaczęto prywatyzować, przekształcać w mniejsze NZOZ-y lub praktyki zawodowe. W województwie śląskim kilka gmin prowa- dziło pilotaż i wzięło udział w eksperymencie. NAPIERWSZYOGIEŃPRYWATYZACJI POSZŁASTOMATOLOGIA Wcześniej funkcjonowały już niezbyt liczne prywatne gabine- ty dentystyczne, więc nie było wielkiego zaskoczenia. Zaczęto likwidować nasze miejsca pracy i musieliśmy stworzyć sobie sami nowe. Skończyły się praca na etacie, płatny urlop oraz możliwość pójścia na zwolnienie lekarskie bez trwogi, że po rekonwalescen- cji popadniemy w długi. Jedni byli zachwyceni nowymi możli- wościami finansowymi i niezależnością, inni przerażeni, bo nigdy wcześniej nie pragnęli być przedsiębiorcami i o prowadzeniu dzia- łalności gospodarczej nie mieli bladego pojęcia. Wtłoczeni na siłę do nowej rzeczywistości (nie wszyscy mogli samodzielnie wybie- rać), budowaliśmy nową stomatologiczną rzeczywistość. Ci z nas, którzy wcześniej mieli gabinety prywatne, zaprosili ,,Kasę Chorych” do swoich placówek, inni musieli najpierw zbudować własne miej- sca pracy od ,,zera’’w nowych podmiotach lub na bazie rozpadają- cych się ZOZ-ów. Ale wszyscy musieli zainwestować własne pienią- dze, aby się samozatrudnić. Po niełatwym okresie przemian, okupionym stresem i wieloma wyrzeczeniami, oczekiwaliśmy stabilizacji, która jednak nigdy nie nastąpiła, a o satysfakcji też czasem trudno mówić. Zakończył się pierwszy okres przekształceń, czyli prywatyzacji stomatologii. Podsumowując: wzięliśmy sprawy w swoje ręce; za własne pienią- dze stworzyliśmy miejsca pracy dla siebie; utraciliśmy ciepłe posa- dy; staliśmy się przedsiębiorcami. Gdyby pozostawiono nam alter- natywę, zapewne część stomatologów wolałaby zostać na etacie, a nie prowadzić działalność gospodarczą, być zaopatrzeniowcem, sekretarką, księgową, pracodawcą, a czasem konserwatorem i sprzątaczką jednocześnie. Większość z nas podpisała umowy z ówczesną Kasą Chorych. Po krótkiej chwili kasy chorych zlikwido- wano, przekształcając je w nowego płatnika – Narodowy Fundusz Zdrowia. Mieliśmy odetchnąć, a zafundowano nam kolejną reformę. NFZ zaczął ciąć punkty i regularnie zmniejszać liczbę podmiotóww sys- temie. Zamiast rozwijać się zawodowo, zaczęliśmy konkurować między sobą o kontrakty. Nasze placówki musiały jakoś przetrwać kolejne burze, wszak zainwestowaliśmy w nie własne oszczędno- ści, często kosztem zaciskania pasa lub kredytów. CZĘŚĆ MUSIAŁA ZAMKNĄĆ GABINETY, SZCZĘŚLIWCY DOCZE- KALI EMERYTURY NFZ w dalszym ciągu prowadził skuteczną politykę redukcyjną zmniejszania liczby etatów lub doprowadzając do konkursów, gdzie jedynym sposobem przejścia przez poprzeczkę było maksy- malne obniżenie ceny. Cały czas wmawiano nam, że są inne, waż- niejsze działy medycyny, albo pilniejsze potrzeby lecznicze, głów- nie straszono kardiologią. Zaczęto wszystkim wmawiać, że sto- matologia to kosmetyka. Ta destrukcyjna polityka doprowadziła lekarzy dentystów do odchodzenia od nurtu ubezpieczeniowego, część musiała zamknąć gabinety, szczęśliwcy doczekali emerytury. Kolejne cięcia i konkursy doprowadziły do całkowitego braku ren- towności pracy na kontrakcie. Placówki od dłuższego czasu zaczęły kompensować sobie straty świadczeniami komercyjnymi. Bez nich nie mógłby się utrzymać żaden gabinet dentystyczny. Podejmu- jąc trud samodzielnej pracy, stworzyliśmy także miejsca pracy dla asystentek, higienistek oraz pomocy stomatologicznych. Jesteśmy w naszych placówkach odpowiedzialni za los drugiego człowieka, bo trzeba wypracować pensję dla pracowników, opłacić im ZUS, zasiłek chorobowy w razie niedyspozycji, zapewnić bezpieczne warunki pracy. Niesiemy ogromny ciężar zobowiązań finanso- wych, odpowiadamy za nie często całym swoim majątkiem. Roz- wój zawodowy jest możliwy głównie w oparciu o własne finanse, liczba miejsc specjalizacyjnych niewystarczająca i dla większości niedostępna. Szybko zmieniające się przepisy są niedostosowane do potrzeb mikroprzedsiębiorców, jakimi są dentyści, cały czas pogłębia się impas w naszym zawodzie. Narzucenie norm szpitalnych niewiel- kim placówkom ambulatoryjnym, bez uwzględnienia ich odmien- ności, implikuje kolejne problemy w branży stomatologicznej. AWYKONALNE ZALECENIA SANITARNE SPARALIŻOWAŁY BRANŻĘ Brak zrozumienia decydentów każdego szczebla dla specyfiki naszego zawodu pogłębia frustrację środowiska. Apogeum sytu- acji stała się pandemia koronawirusa. Awykonalne zalecenia sani- tarne, gwałtowny wzrost cen, brak dostępu do środków dezyn- fekcyjnych, sparaliżowały branżę na jakiś czas. Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku i przeliczeniu kosztówpracy wnowej rzeczywi- stości, dla świadczeniodawców bilans okazał się ujemny. Wiele placówek zrezygnowało z umowy z NFZ. Tak staliśmy się marginalnym produktem rozliczeniowym publicznego ubezpie- czyciela – tak dokonała się stomatologizacja. Od reformy, poprzez marginalizację, aż po instytucjonalne wypchnięcie z systemu. Sto- matologia jest częścią medycyny, nauką o jamie ustnej i okolicach przylegających jej funkcjonowaniu, patologiach i leczeniu. Lekarz stomatolog to lekarz pierwszego kontaktu, który nie tylko dba o zdrowie zębów, ale i o zdrowie całego organizmu. Bywa, że ratuje życie, wykrywając wczesne objawy patologii ogólnoustrojowych. Jeśli jama ustna jest pierwszą częścią przewodu pokarmowego, a przewód pokarmowy częścią układu pokarmowego człowieka i pacjenta jednocześnie, to stomatologia jest nieodłączną częścią medycyny i systemu opieki zdrowotnej. Podsumowując: stomatologizacja (nomen omen fenomen) topewienproces polityki zdrowotnej, który doprowadził doprywa- tyzacji całego działu pionu leczniczego, żeby następnie wypchnąć go poza system, przerzucając tym samym ciężar odpowiedzialno- ści i finansowania na pacjenta. Fundusz zdrowia wydatkuje w cią- gu roku, per capita, 53 zł na leczenie zębów. Pozorne oszczędności materialne w jednej dziedzinie dały niepoliczalne straty w innych działach. Rozpoznane zbyt późno nowotwory twarzoczaszki, nie- ustabilizowana powikłana chorobami przyzębia cukrzyca, pacjenci cierpiący z powodu infekcji zębopochodnych. Stomatologizacja mogłaby być pozytywna, gdyby wszyscy nasi pacjenci byli bogaci i świadomi, zadbani i zhigienizowani oraz miłujący profilaktykę, ale jest jak jest. AŻ TU NAGLE ALARM Stomatologizacja fizjoterapii! Upada rehabilitacja na NFZ, bo płat- nik słabo wycenił procedury! Boom na leczenie prywatne, bo cho- ry, który cierpi, nie może czekać miesiącami w kolejce, aż ktoś przy- niesie mu ulgę! Pacjenci psychiatryczni czują się także zagrożeni „stomatologizacją”! – gdyż, aby uzyskać poradę i zaopatrzyć się w szybką pomoc, muszą płacić. Niedoszacowanie procedur dane- go działu powoduje, że problemy się nawarstwiają, a jedynym roz- wiązaniem jest odpłynięcie poza system i leczenie out-of-pocket. We wszystkich przytoczonych artykułach odnalazłam treści, że dana branża nie chce „stomatologizacji”, a co ze stomatologią? Dwadzieścia lat wstecz żaden stomatolog nie przewidział stoma- tologizacji. Czy dentyści się z tym oswoili? Chyba częściowo tak. Najważniejsze, że społeczeństwo trochę się wzbogaciło i dorosło do stomatologizacji. Dzięki temu możemy jakoś funkcjonować, choć osobiście wolałabym, aby to hasło oznaczało wzrost świado- mości prozdrowotnej i dbałości o zdrowie wśród nas.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5