ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2022 nr 286

27 Pro Medico • luty 2022 O istnieniu Profesora po raz pierwszy dowiedziałem się w 1991 roku, gdy objął po Profesorze Janie Sroczyńskim Katedrę Chorób Wewnętrznych w Zabrzu. Studio- wałem na wydziale zabrzańskim i nasze drogi wcześniej się nie skrzyżowały. Poja- wienie się nowego szefa spowodowało istną rewolucję. To była nie tylko zmiana pokoleń, ale także stylu działania. Władysław Grzeszczak, wówczas 38-letni doktor habilitowany, zburzył w pozytyw- nym sensie spokój panujący w tej jed- nostce uczelni. Pamiętam jaki „popłoch” wywołał wśród pracowników katedry, gdy zapraszał ich na indywidualne roz- mowy dotyczące planów rozwoju nauko- wego. Stabilną i przewidywalną rzeczywi- stość zajęły wizje dynamicznego rozwo- ju, kreowane przez nowego kierownika. Nie wszyscy ówcześni pracownicy kate- dry byli gotowi do wskoczenia na tory tego nowego sposobu myślenia i działa- nia. Ale ci, którzy w nauce upatrywali swą życiową szansę, w pełni ją wykorzystali. Profesor stworzył dynamiczny, ambitny zespół naukowy. Nie było rzeczy nie- możliwych, nie było wyzwań, których nie należało podejmować. Ten okres znam tylko z opowieści, gdyż wówczas nie byłem pracownikiem uczelni i pracowałem na etacie szpitalnym w dru- giej katedrze interny w Zabrzu kierowanej Był osobą wybitną przez Profesora Rogalę. Gdy w 2000 roku uzyskałem stopień doktora habilitowa- nego, powstał pomysł, by założyć pierw- szy na polskich uczelniach medycznych zakład chorób metabolicznych. Umówiłem się z Profesorem Grzeszcza- kiemna spotkanie i przedstawiłemMu swą wizję dalszego rozwojunaukowego. Zosta- ło to przyjęte z entuzjazmem, dosłow- nie w ciągu paru minut ustaliśmy zasady współpracy. „Panie docencie, jutro w spra- wie powołania zakładu pójdzie pismo do rektora” – oznajmił Profesor na koniec spotkania. I tak się stało, szybko powsta- ła nowa jednostka i od 2001 r. zacząłem nowy rozdział życia zawodowego. To był cały Profesor; ta rozmowa odda- je kwintesencję Jego cech: błyskotliwej inteligencji, umiejętności komunikowa- nia się, szybkości podejmowania decyzji i skutecznego działania. To bardzo rzadko spotykany zestaw cech obecnych u jed- nego człowieka, stąd określenie Profe- sora, osobą wybitną jest jak najbardziej trafne. W życiu Profesora wszystko toczyło się swym trybem aż do wiosny 2019 r., gdy w wyniku masywnego procesu zapalne- go doszło do powstania niewydolności oddechowej. Sprawy wyglądały bardzo źle, ale los dał Mu drugą szansę. Nieba- wem po udanej transplantacji nowe płu- ca podjęły pracę i już jesienią Profesor wrócił do pracy, tak samo dynamiczny i aktywny, jak dawniej. Powstał na nowo jak Feniks z popiołów. Cały On, nigdy się nie poddawał, zawsze wierzył w swą dobrą gwiazdę. Życie Profesora było pasmem niezli- czonych sukcesów, czego efektem jest fantastyczna spuścizna naukowa. I choć to pewnie jest najważniejszy wkład Pro- fesora w rozwój myśli ludzkiej, nie nale- ży zapomnieć, że pozostawił po sobie wspomnienie wspaniałego, przyjaznego innym ludziom człowieka. Człowieka, który nie znał słów zazdrość czy zawiść, wolnego od jakiejkolwiek małostko- wości. Poprzeczka została powieszona wysoko, nie będzie łatwo w przyszłości sprostać tak wysoko postawionym stan- dardom. Profesora żegnało wiele osób, w tym rek- tor Uczelni, Profesor Tomasz Szczepański, przyjaciele i współpracownicy. Poże- gnaliśmy wybitnego naukowca, lekarza i wspaniałego Człowieka. Żegnaj Profesorze! Dziękuję za wspólnie spędzone lata! Profesor Wojciech Pluskiewicz Byłem uczniem Pana Profesora. Poznaliśmy się w grudniu 1991 r., kiedy objął Klinikę Chorób Wewnętrznych i Zawodowych, w któ- rej od 1983 roku pracowałem. W czasie pierwszej rozmowy przed- stawił mi wizję rozwoju Kliniki, wskazując na swoją ambicję, aby stała się najlepszym ośrodkiem naukowym w Polsce z zakresu diabetologii i nefrologii. Zaproponował wizję mojego rozwo- ju naukowego krótkim stwierdzeniem „widzę Pana za pięć lat do habilitacji”, a pamiętać należy, że byłem wtedy świeżo po dok- toracie i specjalizacji z diabetologii. Dzisiaj to stwierdzenie nie budzi takich emocji, ale wówczas, gdy nagminną, na szczęście znikającą, praktyką, było wstrzymywanie rozwoju młodych naukowców, było czymś z zupełnie innej rze- czywistości. Była tym bardziej niecodzienna, że słowa te skiero- wał do świeżo upieczonego adiunkta raptem o pięć lat starszy docent. Pan Profesor potrafił zaszczepić entuzjazm do pracy naukowej i silne pragnienie sukcesu swoim pracownikom, tym których zastał w Klinice, jak i nowo przybyłym, przyciągniętym wiadomo- ściami o nowym, prężnym ośrodku. Profesor nie tolerował jedynie bierności w pracy. Osoby, które nie włączały się czynnie w ten sposób funkcjonowania, po pro- Profesor nie tolerował bierności w pracy stu ignorował, choć każdemu starał się znaleźć obszar, w którym mógłby się realizować, czy to w pracy naukowej czy leczniczej. Liczba publikacji naukowych wychodzących spod kurateli Pana Profesora była tak imponująca, że corocznie była przedmiotem awantur z władzami uczelni, która wymagała corocznego wyka- zu dorobku. Wydruk samej listy opublikowanych artykułów, ksią- żek według doniesień zjazdowych zużywał niemal cały przydział papieru przeznaczonego na potrzeby Kliniki. Pan Profesor nie tylko na moim przykładzie, ale także następnych wypromowanych profesorów i docentów, pokazał rzecz w Polsce wówczas mało spotykaną, że jest możliwy szybki i efektowny roz- wój naukowy. Należy znaleźć ambitnych zdolnych, kreatywnych współpracowników i stworzyć im możliwości działania i rozwoju. Zawsze wytyczał sobie ambitne cele. Realizował je z żelazną kon- sekwencją i powodzeniem. Do ostatnich dni kipiał pomysłami i planami ich realizacji. Niestety, nagła śmierć przerwała ambitną i pełną sukcesów drogę życiową Pana Profesora. Pozostanie na zawsze w mojej wdzięcznej pamięci. Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Strojek Konsultant krajowy w dziedzinie diabetologii Uczeń Pana Profesora

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5