ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2023 nr 296

25 Pro Medico luty 2023 sząca z tego tytułu korzyści finansowe, była zobowiązana do wypłaty praktykantom skromnego wynagrodzenia lub zabez- pieczenia im mieszkania i utrzymania. W efekcie młodzi lekarze odbywali prakty- ki na zasadach wolontariatu za wikt i dach nad głową. W czasie praktyki przyszły medyk musiał obowiązkowo przejść przeszkolenie w zakresie ratownictwa i obrony przeciw- gazowej na kursach organizowanych przez Ministra Spraw Wojskowych. Słuchacze, którzy uczęszczali na wszystkie wykłady i ćwiczenia, nie mieli obowiązku zdawania egzaminu, pisali jedynie referat na określo- ny przez kierownika kursu temat. W gor- szej sytuacji byli ci, którzy nie uczęszczali na kurs regularnie, albo napisali referat z oceną niedostateczną. Ci mieli obowiązek zdać egzamin ustny teoretyczny i praktycz- ny oraz pisemny (referat na żądany temat) przed specjalnie powołaną wojewódzką komisją egzaminacyjną. GWIAZDY DLA ZUCHWAŁYCH Wydawać by się mogło, że już nic nie stoi na przeszkodzie do otwarcia praktyki lekar- skiej. A jednak... Przed rozpoczęciemwyko- nywania praktyki lekarskiej, młody lekarz musiał zarejestrować się „u wojewódzkiej władzy administracji ogólnej”. Do tego potrzebne mu były: dyplom lekarza, dowo- dy odbycia jednorocznej praktyki i wspo- mnianego kursu, poświadczenie obywa- telstwa polskiego, własnoręcznie napisany życiorys, dwie fotografie, ewentualnie zgo- da Ministra Opieki Społecznej (gdy wyma- gało tego prawo wykonywania zawodu w określonych przypadkach) i, oczywiście, okrągła sumka na opłacenie stosownych opłat. I tak, za podania i zaświadcze- nia po 5 złotych, od każdego załącznika po 50 groszy, za stwierdzenie zgodności z oryginałem – 1,50 złotego. Po wpisaniu go do tzw. „księgi sanitarnej”, lekarz otrzy- mywał „zaświadczenie o uprawnieniu do wykonywania praktyki lekarskiej”, z któ- rym to udawał się do właściwej Izby Lekar- skiej, celemwpisania go na listę członków. W tym momencie pozwolę sobie na małą dygresję. Niekiedy na tym etapie koń- czyły się marzenia o zawodzie. Dotyczy- ło to kobiet lekarek, które wyszły za mąż za cudzoziemca. Na mocy obowiązującego prawa (ustawy o obywatelstwie), kobieta wychodząca za obcokrajowca traciła oby- watelstwo polskie, pomimo że dalej nie zmieniała miejsca zamieszkania. Traciła też prawo do stałego pozwolenia na wykony- wanie praktyki lekarskiej. Mogła się starać jedynie o tymczasowe pozwolenie, wyda- wane z reguły na pół roku bez prawa pro- longaty. Wracając do młodego, pełnoprawnego lekarza. Od dnia zgłoszenia do izby, teo- retycznie mógł praktykować. Wystarczyło wynająć lokal na gabinet, fabryka narzę- dzi Jodłowskiego w Warszawie oferowała pełen zestaw narzędzi, u Makowskiego można było zamówić wyposażenie, a rodzi- na – dumna z takiej nobilitacji społecznej swojego członka – nadal była skłonna wysupłać odpowiednie sumy na ten cel. Niestety, rzeczywistość nie była tak optymi- styczna. Młodego lekarza czekał jeszcze rok służby wojskowej i dwuletnia praktyka... na wsi! W 1938 roku ustawowo zmieniono Roz- porządzenie Prezydenta o wykonywaniu praktyki lekarskiej. Co prawda utrzymano wmocy obowiązek dwuletniej pracy na wsi lub wmiastach poniżej 5000 mieszkańców, ale dano lekarzom wątpliwe prawo wybo- ru. Zamiast na prowincji mogli przez 5 lat oddać się czynnej służbie wojskowej w cha- rakterze lekarza wojskowego lub przez 5 lat poddać się studiom teoretycznym i prak- tycznym w jednej z klinik, zakładów uni- wersyteckich, w Państwowym Zakładzie Higieny lub szpitalach wyznaczonych przez Ministra Opieki Społecznej. Tak więc adept medycyny w latach 30 musiał studiować 6-7 lat, odrobić rok sta- żu szpitalnego, służbę wojskową i dwa lata praktyki wiejskiej, czyli swój zawód mógł wykonywać samodzielnie dopiero po 10-11 latach. Najczęściej przyjmował nisko płatną pracę w klinice, prowadził pry- watną praktykę z różnym skutkiem i dora- biał w znienawidzonych przez lekarzy, a uwielbianych przez pacjentów, Kasach Chorych (na skutek likwidacji ambulato- riów we własnym gabinecie, we własnym mieszkaniu) i walczył z brakiem pieniędzy, długami i komornikami, pracując od świtu do północy, kosztem swojej rodziny. Ale nie poddawał się! POST SCRIPTUM W przededniu wojny państwo polskie stać było na wykształcenie lekarzy, ale nie było go stać na ich utrzymanie. Pod koniec lat dwudziestych nastąpiła pogłębiająca się pauperyzacja zawodu lekarza. Według statystyk, 40% lekarzy zarabiało poniżej potrzeb życiowych, 50% ledwo zaspokajało potrzeby swoje i swoich rodzin, a zaledwie 10% było dobrze sytuowanych. Jednak pomimo znacznych przeszkód, związanych z liczbą miejsc na uczelniach, długich procedur i kosztów, które ponosili lekarze za doskonalenie zawodowe, liczba lekarzy z 5548 w 1921 r. (pierwsza oficjalna statystyka) wzrosła do 16278 (w tym leka- rze dentyści) w 1939 r. Może w tym momencie warto zadać sobie pytanie, co skłaniało ówczesnych do wyko- nywania tego zawodu? Czy zawód lekarza był dla nich sposobem na „dorobienie się” i awansu społecznego, czy wręcz prze- ciwnie: wynikał rzeczywiście z powołania i potrzeby pomagania innym? Co cieka- we, czytając pamiętniki przedwojennych lekarzy, nie wyczułam w nich goryczy tych początkowych niepowodzeń, a raczej dumę z wykonywanego zawodu. Niewątpliwie „ciernista droga do gwiazd” opłaciła się. Wielu z przedwojennych leka- rzy zapisało się złotymi zgłoskami w historii medycyny. Było też wielu bezimiennych bohaterów, którym zawdzięczamy chociaż- by walkę z epidemiami, jakie bezlitośnie dziesiątkowały miliony chorych. Gdyby nie ich upór i determinacja, być może nie było- by nas. Adept medycyny w latach 30 musiał studiować 6-7 lat, odrobić rok sta- żu szpitalnego, służbę wojskową i dwa lata praktyki wiejskiej, czyli swój zawód mógł wykonywać samodzielnie dopiero po 10-11 latach. Naj- częściej przyjmował nisko płatną pracę w klinice, prowadził prywatną praktykę z różnym skutkiem i dorabiał w znienawidzonych przez lekarzy, a uwielbianych przez pacjentów, Kasach Chorych. Czytając pamiętniki przedwojennych lekarzy, nie wyczułam w nich gory- czy początkowych niepowodzeń, a raczej dumę z wykonywanego zawo- du. Niewątpliwie„ciernista droga do gwiazd” opłaciła się. Wielu z przed- wojennych lekarzy zapisało się złotymi zgłoskami w historii medycyny. Było też wielu bezimiennych bohaterów, którym zawdzięczamy chociaż- by walkę z epidemiami, które bezlitośnie dziesiątkowały miliony chorych. Gdyby nie ich upór i determinacja, być może nie byłoby nas.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5