ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2023 nr 296
7 Pro Medico luty 2023 Ordery i polityka Z prof. dr. hab. n. med. dr. h. c. multi AleksandremSieroniemrozmawia Piotr Biernat – Prezydent RP przyznał panu za wybitne osiągnięcia w medycynie, za osiągnięcia w pracy naukowo-ba- dawczej i dydaktycznej – Krzyż Oficer- ski Orderu Odrodzenia Polski, jedno z najwyższych polskich odznaczeń. Czy można się z tego cieszyć, jeśli to wysokie wyróżnienie zbiega się z kolejną falą hejtu i krytyki skierowa- nej na środowisko lekarskie, kolejną, zresztą, jak poprzednie, od socjalizmu począwszy, podsycaną przed wybo- rami przez polityków aktualnej partii rządzącej. Nie ma pan z tego powodu mieszanych uczuć? – Każdy lekarz wie, że pacjent któ- ry trafia do niego, chce być młodszy, zdrowszy i bogatszy, ale ponieważ nie jest to u wszystkich możliwe ( śmiech ), dlatego, nie tylko zresztą w Polsce, jeste- śmy hejtowani. Wyróżnienie lekarza za jego działalność medyczną, zwłasz- cza w naszym kraju, jest rzadkie, dlatego mam nadzieję, że poprzez docenienie mnie została, przynajmniej po części, doceniona szeroko pojęta realizowana w Polsce medycyna. A w moim przypad- ku myślę, że otrzymałem odznaczenie za to, co udało mi się osiągnąć w dziedzi- nie połączenia medycyny, fizyki i techniki. Moje wynalazki pracują w Polsce, krajach Europy i wUSA. Dlategomam satysfakcję, bo wierzę, że to gremiummoich kolegów lekarzy i naukowców orzekło, iż zasługu- ję na to wyróżnienie. Natomiast politycy chyba nawet nie wiedzą dokładnie, jaką rolę moje wynalazki odegrały w rozwoju medycyny, bo to nie ich świat. – Zastanawiał się pan kiedyś, dlacze- go medycy, skoro tyle dobrego robią dla innych, są tak łatwymi „chłopcami do bicia”? Najpierw w czasie pandemii obwiniano ich za całe zło, teraz Jaro- sław Kaczyński dolał oliwy do ognia i podpalił emocje, mówiąc, że „tłucze- cie pieniądze kosztem pacjentów”. – Nie były to słowa skierowane do leka- rzy, tylko do elektoratu wyborczego. My dostajemy rykoszetem. Wykonujemy taki zawód, że zawsze jesteśmy na szpicy i każdy, wcześniej czy później, do nas trafi jako pacjent. Większość od razu chcia- łaby dostać jedną tabletkę na wszystko i znów być młodym i zdrowym, powta- rzam się (śmiech ). Kiedy to niemożliwe, albo z różnych powodów trudne, rodzą się frustracje i złe emocje, kierowane, oczywiście, najpierw w nas. Łatwo przy- pina się nam etykiety, że gonimy za pie- niędzmi, że jeździmy drogimi samocho- dami, że biegamy między szpitalami a przychodniami itp. Tylko że z takiego szczucia nic nie wyniknie. Nie znam leka- rza, który by z przyjemnością biegał mię- dzy przychodniami, żeby godnie zaro- bić. Pracujemy więcej niż powinniśmy, bo takie są warunki pracy i lekarz, który ma swą misję do spełnienia, nie zostawi pacjentów bez opieki. Z drugiej strony ciekawi mnie, czy ci, co mówią o czeka- niu na taborecie w gorączce 40 stopni na SOR-ze, czekali kiedyś na lekarza, czy lekarz czekał na nich? – Czy naprawdę, gdyby lekarze praco- wali tylko w jednym miejscu po osiem godzin, to nasz system ochrony zdro- wia mógłby się zawalić? – Nie tylko mógłby, ale na pewno by się zawalił. W tej chwili brakuje kilkudziesię- ciu tysięcy lekarzy, nie tylko specjalistów. W poradniach nierzadko pracują leka- rze po siedemdziesiątce, a nawet starsi. Oni ratują ten system nie tylko dlatego, że trudno im żyć za małe emerytury, ale także z poczucia obowiązku pomocy chorym. „Pięknie” wykorzystuje to Izba Lekarska, każąc pracującym emerytom płacić niebotyczne składki. Brakuje leka- rzy nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach. Moj syn, który wrócił po kilku latach z pracy w Szwajcarii, potwierdza, że i tam każdy lekarz jest na wagę złota. Tylko że w krajach, o których mówimy „zachodnie”, starają się tak zorganizować pracę, aby w jednym miejscu lekarz mógł zarabiać dostatecznie dużo i nie musiał gonić, żeby dorabiać. Tam pracuje się spokojnie, sumiennie i nie na wyścigi. – Dlaczego u nas tak nie można? – To pytanie nie jest do lekarzy, ale do decydentów i... studentów. Czy pan wie, że 1/3 studentów medycyny dekla- ruje, że zaraz po studiach chce wyjechać za granicę? Dlaczego? Przecież nie tyl- ko dla pieniędzy. Budowana, nie tylko ostatnio, negatywna atmosfera wokół medyków oczywiście tylko potęguje braki sprzętowe, organizacyjne i ludzkie. Publiczne wyciąganie jakimś anonimo- wym lekarzom afer z kopertami, zaglą- danie im do garaży, czy ciągle pamięta- na, słynna sprawa doktora G., któremu w biurku znaleziono kilka piór i koniaki. To wszystko składa się na medialnie prze- kazywany obraz polskiego lekarza. Młody lekarz z lekarskiej rodziny od wczesnych lat mówi sobie, że nie chce, jak jego rodzi- ce, biegać z poradni na dyżur, a ze szpi- tala na kolejny dyżur, nie mając czasu na nic innego i rozwalając sobie życie osobiste czy rodzinne. Moja córka, profe- sor medycyny z dwójką dzieci, wychodzi do pracy o 6 rano i wraca zwykle oko- ło 20. Naprawdę nie ma już sił i czasu na cokolwiek innego. A dlaczego niektóre oddziały i szpitale nagle opuszczają leka- rze? Bo nie chcą tak dalej żyć. Tymczasem organizatorzy systemu publicznej ochrony zdrowia wydają się bezradni, wciąż panuje u nas archaiczny model, że lekarzowi nie trzeba dużo płacić za jego pracę i wiedzę, bo ma przecież swoją misję do spełnie- nia i to ma mu wystarczyć. Jak to pięknie powiedział jeden z naszych przywódców: ma być jak ksiądz. Łatwo przypina się nam etykiety, że gonimy za pieniędzmi, że jeź- dzimy drogimi samochodami, że biegamy między szpitalami a przy- chodniami itp. Tylko że z takiego szczucia nic nie wyniknie. Nie znam lekarza, który by z przyjemnością biegał między przychodniami, żeby godnie zarobić. Pracujemy więcej niż powinniśmy, bo takie są warunki pracy i lekarz, który ma swą misję do spełnienia, nie zostawi pacjen- tów bez opieki.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5