ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2023 nr 296
9 Pro Medico luty 2023 – Możeniema komu skuteczniebronić interesów lekarzy? Może 120-tysięcz- na grupa zawodowa to dla polityków żadna grupa wyborców, ale dobra tar- cza do ostrzeliwania i robienia sobie elektoratu? – Jako szef Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, dążyłem do tego, aby powstawały izby lekarskie. I tak się stało. Samorządy lekarskie pełnią teraz istotną rolę, ale jakoś nie mogą przebić się w sfe- rze publicznej jako obrońcy godności i statusu lekarza. Trochę wsparł takie dzia- łania w tym kierunku Związek Zawodowy Lekarzy, ale to wciąż za mało. Musimy wreszcie uświadomić ludziom, że leka- rze to naprawdę grupa elitarna. Tak jest na całym świecie, tylko nie w Polsce. U nas łatwo lekarzy wystawić do „bicia”, oskarżać o błędy, wzięte z księżyca kwoty wysokich zarobków i wiele jeszcze innych grzechów. Jakież to populistyczne, sensa- cyjne i jak bardzo media to lubią i dają się na to złapać. Nie dziwię się, że wielu mło- dych nie chce w takiej atmosferze oddy- chać, żyć i pracować. – Nie pomaga nawet, gdy lekarze sta- ją się politykami? – A nawet bywa gorzej. Jakby wsiąkali w politykę i wtedy wielu nie chce przy- znać się do lekarskiego dyplomu. Czasem może to i lepiej... – No właśnie: młodzi lekarze. Czy moż- na powiedzieć, że chociaż oni są otwar- ci i gotowi na medycynę XXI wieku? – Jestem członkiem Kapituły Stypen- diów Tygodnika „Polityka” dla młodych naukowców. Co roku spośród wielu zgło- szeń wyławiamy najlepszych ludzi medy- cyny i zaręczam, że oni – podobnie jak ich koledzy – sprawdzą się w każdym miej- scu na świecie. Obserwuję już od kilku lat, że pokolenie młodych to ludzie nie tylko świetnie znający języki obce, ale też pełni pasji, ciekawi nowych rozwiązań, poszu- kujący wiedzy i chcący być najlepsi. Czy będą? To zobaczymy. Niestety, codzien- ność wielu z nich niszczy. – Jest pan uznanym na świecie eks- pertem od prowadzenia multidyscy- plinarnych badań, wiążących medycy- nę z biologią i techniką. Autorem wie- lu wynalazków leczących np. trudne rany, stopy cukrzycowe, ból, a nawet schorzenia psychiatryczne. Tylko że te wynalazki rzadko kiedy trafiają do Pol- ski, a w wielu polskich placówkach medycznych chyba nawet o nich nie słyszano. – To niestety prawda. Moje wynalazki pracują w szpitalach całego świata, ale u nas jakoś im trudno się przebić. Aby przejść przez polskie przepisy umoż- liwiające ich zastosowanie, potrzeba często kilku lat, to jest o wiele dłużej niż na Zachodzie. Stworzyłem na przykład aparat, który można zastosować w wielu gabinetach, służący lepszemu utlenowaniu kończyn. Metoda stosowana przy jego użyciu to hiperbaria, wykorzystuje także ozo- noterapię. Stosując ją u pacjenta, można oddalić w czasie amputację lub nawet czasem doprowadzić do jej uniknięcia. Inny patent to aparatura wykorzystująca zmienne pole magnetyczne i laser (lase- robaria), pozwalająca na łagodzenie bólu u pacjentów z chorobami naczyń. Moim wynalazkom przyświecał pomysł, żeby mogły być wykorzystane w warunkach nawet POZ. Zwiększenie ciśnienia tle- nu nad kończyną umożliwia wzrost jej utlenowania nawet o 20 procent. Zmien- ne pole magnetyczne powoduje efekt przeciwbólowy. Ta metoda umożliwia w 80 procentach przypadków reduk- cję bólu. Przy zastosowaniu tych metod leczenia udaje się uratować kończyny u 30-40 procent pacjentów. Czyli możli- wości są, tylko trzeba obliczyć, na pozio- mie NFZ, czy bardziej opłaca się stosować tego rodzaju technikę, czy też ponosić koszty powrotu do normalnego życia okaleczonego pacjenta po amputacji. Tego jednak u nas nadal się nie robi. – Cała pańska rodzina to lekarze. Czy czasem zastanawiacie się, czy warto było tyle poświęcać się temu zawodo- wi? Bo, zwłaszcza pan, który ma kil- ka zawodów, równie dobrze mógłby realizować się gdzie indziej. – Może nie wszyscy się do tego przyzna- ją, ale dla nas medycyna to taka dziedzi- na, która wymaga całkowitego oddania i jak jej się spróbuje, nikt już nie pomy- śli, że mógłby robić coś innego. Nawet jak wyjeżdżamy na urlop, to myślimy o pacjentach. Niektórzy lekarze uprawia- ją sporty, rzeźbią, śpiewają albo malują obrazy. Ale nawet w takich momentach nie pytają siebie, czy warto być lekarzem. A jak tak mówią, to niech pan im nie wie- rzy. Medycyna to nie jest zwykły zawód, to charakter, sposób patrzenia i przeży- wania świata, to styl życia. – Czy taki lekarz jak pan – ogarnię- ty fascynacją zastosowania techniki w leczeniu – może powiedzieć, że jest jej granica w medycynie? Już teraz chorego operują komputery, za chwilę awatary przyjmować będą pacjentów. Czy pańska dusza odkrywcy nowych technologii cieszy się, że nadchodzi wmedycynie nowa era? Bez lekarzy? – Tak samo myślano, gdy pojawiły się badania laboratoryjne i pierwsze bada- nia obrazkowe. Zrobiła się nawet moda, że ordynator na obchodzie nie dotykał pacjenta, tylko zaglądał w jego wyniki. Nie sprawdziło się. Potem pojawiły się komputerowe anali- zy EKG i wszyscy myśleli, że to cud, ale nic takiego nie nastąpiło. Jestem przekonany, że żaden komputer, sztuczna inteligencja, awatary, nie zastąpią lekarza i jego mózgu, który jest w stanie połączyć wiele danych naraz. Nawet słynny PET ma ograniczenia i czułość tylko w 96 procentach, a nie w 100 procentach. Uważam więc, że medycyna ma to do sie- bie, że –wbrewpozorom–wdalszymciągu jest sztuką i dalej otwartą książką, i można wniej naprawdę bardzowiele zapisać. Dzię- ki temu lekarze mogą zrobić coś więcej dla pacjentów, bo jedno spojrzenie doświad- czonego lekarza, jedno pytanie podczas wywiadu z pacjentem, może wywrócić ustalenia najlepszego komputera. I jestem pewien, że tak zostanie. Musimy wreszcie uświadomić ludziom, że lekarze to naprawdę grupa elitarna. Tak jest na całym świecie, tylko nie w Polsce. U nas łatwo lekarzy wystawić do„bicia”, oskarżać o błędy, wzięte z księżyca kwoty wysokich zarobków i wiele jeszcze innych grzechów. Jakież to populi- styczne, sensacyjne i jak bardzo media to lubią i dają się na to złapać. W tej chwili brakuje kilkudziesięciu tysięcy lekarzy, nie tylko specja- listów. W poradniach nierzadko pracują lekarze po siedemdziesiąt- ce, a nawet starsi. Oni ratują ten system nie tylko dlatego, że trudno im żyć za małe emerytury, ale także z poczucia obowiązku pomocy chorym.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5