ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2024 nr 306

Pro Medico luty 2024 15 – Ja z kolei, przyglądając się pani obra- zom, ulegam urokowi tych mniej reali- stycznych. Mam swoje ulubione trzy obrazy. One sprawiły, że bardzo chcia- łam poznać ich autorkę. Pierwszy z nich, to wystawiony na licytacji internetowej, obraz z cyklu „Body painting”. Na brą- zowym tle nagie sylwetki tańczących (?) ludzi za siecią niebiesko-błękitnych nici/ wstążek/a może pajęczyny. Jest w nim coś pierwotnego. – Inspiracją do namalowania obrazów z tego cyklu były dla mnie obserwacje tkanki łącznej, moja fascynacje jej strukturą, układem. Pomyślałam wtedy, że przecież to co widzę w skali mikro, znajduje swoje odbicie w skali makro. Oplata nas ta sama „sieć”. Zresztą nasza cielesność to zarówno społeczne, jak i intymne zwyczaje, rytu- ały. W nie także jesteśmy uwikłani. Zmiana perspektywy spojrzenia odkrywa niezau- ważane do tej pory piękno, ukazuje pew- ną powtarzalną prawidłowość. Tak też jest w tańcu, ciało tworzy figury, układy. Dynamizm, zmienność to paradoksalnie (co zresztą też zauważał prof. Bauman) sta- łość naszych czasów. – No właśnie, współcześnie ciało, o któ- rym rozmawiamy, coraz częściej staje się materiałem sztuki performatywnej. Np. znana para Eve&Adele, to artystki, którew1991 roku pojawiły się na otwar- ciu wystawy „Metropolis” w Berlinie i od tamtej pory są obecne na najważ- niejszych wydarzeniach kulturalnych, takich jak np. Biennale w Wenecji. One ze swoich ciał tworzą żywe rzeźby. Co Pani sądzi o tego typu twórczości? – To też jest sztuka. Wszystko, co rodzi się z potrzeby kreacji, sztukąmoże być. Chociaż współcześnie bardzo wiele zależy od tego, kto i jakwypromuje dzieło oraz jego twórcę. – A skoro padło już słowo „metropo- lis”. Jest pani autorką obrazów z cyklu „Miejskie opowieści”. Wśród nich jest ten drugi, który szalenie podoba mi się i który daleki jest od mimetycznego odzwierciedlania przestrzeni miejskiej. Przedstawiabowiemkolorowe, bajeczne wręcz domki niczym statki powietrzne. To pani marzenie o idealnymmieście czy przechowanywpamięci obrazopowieści z dzieciństwa? – Owszem, to zachowany w pamięci obraz, ale nie z dzieciństwa, tylko z podró- ży do Indii. Byłam widzem niezwykłego spektaklu. Ulicami przechodził barwny korowód, ludzie nieśli małe, kolorowe budowle. Urzekła mnie ta scena, jej kultu- rowa odmienność, spontaniczna radość. Inspiracją do obrazów z tego cyklu faktycz- nie były podróże ale także moja fascynacja powieścią Italo Calvina, zawierającą fikcyjny opis spotkania włoskiego wędrowca Mar- ca Polo z Kubilaj-chanem, wnukiem Czyn- gis-chana. Każdemu obrazowi przypisany został cytat z tej opowieści, swoiste motto, a może wskazówka interpretacyjna. Styli- stycznie starałam się, by obrazy te nawiązy- wały do tradycji szkoły Ecole de Paris. Mam nadzieję, żemi się to udało. – Przez stulecia miasto było tematem dzieł sztuki, a może już czas najwyższy by stało się przestrzenią sztuki? By było miejscem, gdzie tworzy się piękno, ale i pięknem jest? Takie Bilbao jakże zmie- niło się, gdy„oddano” je artystom. – Bilbao także mnie zafascynowało, dlate- go sportretowałam je, tak jak i kilka innych intrygujących mnie miast. Zauważyłam, że gdy jestem w obcym mieście, zamie- niam się w widza spektaklu; dostrzegam kolory, myślę o historii tego miejsca. Moje obrazy to może nieco nostalgiczna opo- wieść o miastach, które zachwyciły mnie swoją odmiennością, bo niestety coraz więcej współczesnych metropolii zdomi- nowanych jest przez znaki korporacyjne, agresywne reklamy, dysmorficzne for- my architektoniczne. Tu też dostrzegam tę „płynną nowoczesność”, o której już wspominałam. Może nasze miasta to odbi- cie tych neurotycznych czasów, o których mówił prof. Bauman i może stąd moja próba zatrzymania w czasie energii miej- sca. Miasta potrzebują artystów, by stały się przestrzenią, w której piękniej żyje się i dlatego łatwiej o dobre, międzyludzkie relacje. – Mówi pani o tym, jak ważne są relacje. Może zatemracjęma JerzyKalinapisząc, że malarstwo to zjawisko plastyczne, ale jeszcze bardziej psychiczne? – Ależ oczywiście. Obraz rodzi się z emo- cji, pokazuje je, ale i wywołuje je w odbior- cach. To komunikat. Malowanie jest cięż- ką, fizyczną pracą, ale rodzi się z potrzeby wypowiedzi. Jednocześnie może być for- mą dialogu, bo z kolei oglądanie obrazów wywołuje w nas refleksje. – Takim Pani obrazem, który przycią- gnął moją uwagę, jest też „Kamelon”. Od razu przyszedł mi na myśl tzw. efekt kameleona. O to chodziło? – Niezupełnie. Kameleony są po prostu śliczne. Rysowałam je ze swoimi wnuka- mi. Zresztą to ciekawe, jak wiele wrażli- wości, świeżości w portretowaniu świa- ta mają dzieci. Są autentyczne. Ale fakt, psychologia zna takie pojęcie jak „efekt kameleona”. Dotyczy ono ludzi, którzy (często dla prestiżu) próbują upodobnić się do celebrytów i w tym celu poddają się operacjom plastycznym. Wtedy trafiają do takich klinik, jak moja. Ale to oczywiście nie oznacza, że za każdym razem chirurg plastyk podejmie się takiej pracy. – Sądzę, że w odróżnieniu od mody (w tym mody na ciągłe udoskonala- nie swojego ciała) sztuka uwalnia nas od obsesyjnego dążenia do ideału, bo pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak idealnywygląd lub rozmiar. – Tokorzystajączokazji,zapraszamnamoją kolejną wystawę. Już w kwietniu, w Zamku w Bytomiu-Miechowicach zaprezentowane zostanąmojeprace zainspirowanewystawą „Arkadia” odbywającą się w Muzeum Naro- dowymwWarszawie. Ja jednak na tę krainę szczęśliwości spoglądam z innej perspekty- wy, kosmicznej.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5