ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2024 nr 306
Pro Medico luty 2024 19 Komisja ds. Emerytów i Rencistów ORL Zaprasza na SpotkanieWielkanocne dla Seniorów Lekarzy i Lekarzy Dentystów, które odbędzie się 21 marca 2024 r. o 14.00 w siedzibie Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach. Zapisy w Klubach Lekarza Seniora (Katowice, Bytom, Rybnik i Jaworzno); dzwoniąc pod nr 32 60 44 287 lub e-mailowo: uniwersytet@izba-lekarska.org.pl . Zgłosze- nia przyjmowane są do 14 marca 2024 r. „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmywszystko”, Toma Phillipsa to tytuł, który bardzomnie zaintry- gował.„Od pijanej wsztok armii austriackiej, która przypuściła atak na samą siebie, do supermocarstwa, które na prezydenta wybrało gospodarza programu z serii reality show. Można dość bezpiecznie stwierdzić, że jako gatunek z wiekiemwcale nie stajemy się mądrzejsi.” FELIETON W rękach e-szaleńców Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowej RadyLekarskiej Przykłady zbiorowego zidiocenia można mnożyć. Weźmy taki: Klaudiusz Ptolemeusz. Wcisnął nam powszechnie uznawany przez 1600 lat kit o Ziemi w centrum wszechświata (Campo di Fiori do dzisiaj pamięta losy zwolenników innych teorii, zadziwionych chyba do śmierci, że ktoś, dla „swoich przypuszczeń, człowieka każe upiec żywcem”). Podobne bzdury o konieczności używania do wszystkiego kom- puterów i internetu „wciśnięto” nam w ostatnich 10 latach (zdaje się, że jedynie diureza i defekacja odbywają się obecnie bez zalo- gowania). Kupuję zapałki, a w kasie pytają mnie o aplikację. Pralka chce komunikować się zdalne z moim telefonem. Mam wrażenie, że otaczają mnie niebezpieczni e-szaleńcy. Uwierzyliśmy w komputery, niepomni filmu „Dekalog”, starej, że aż wstyd przypominać klasyce Kieślowskiego. Ojciec matema- tyk oblicza w nim programem wytrzymałość lodu, syn bierze łyż- wy i wychodzi na zamarznięte jezioro. Zakończenie znamy. Nauczyliśmy komputery wszystkiego, a teraz przyszedł czas, gdy trzęsiemy gaciami przed sztuczną inteligencją (która pozbawi czę- ści z nas, oby tylko pracy). Wyjedziemy na tym kulcie mikrochipów nogami do przodu czy też, jak powiedział pewien półinteligent – „Zawadzki” – na mydle. Kto żyje w sieci, doczeka się pająka. Przyjdzie i wyssie z nas w pierwszej kolejności mózg (zapotrze- bowanie na psychiatrów wśród uzależnionej od internetu części ludzkości już rośnie lawinowo). Niestety nawet proces leczenia pacjentów jest tą informatyczną zarazą dotknięty. Środowy (późny) wieczór. Był diabelnie zimny marznący deszcz, który sprawiał, że ja i mój samochód mieliśmy różne pomysły na pokonywanie zakrętów. Ja brałem je ciaśniej, on jakby szerzej. Summa summarum, do apteki dotarłem szczę- śliwie. Potrzebowałem antybiotyku dla dziecka i to bardzo. Nie wiedziałem, że między mną a małym pacjentem stanie kompu- ter, a dokładnie informatyk. Czasy, gdy leczyłem bez ich udziału, minęły bezpowrotnie. Uruchomiłem w komórce stronę gabinet.gov by wystawić recep- tę. Następnie proces logowania prowadził przez stronę banku i tu niespodziewanie się zakończył. Melonik spadłby mi z gło- wy gdybym go nosił. Zamiast numeru recepty na ekranie mojej komórki wyświetlił się robocik z napisem, że bank właśnie nie działa bo się zepsuł i recepty wystawić nie mogę. Mijała godzina za godziną, a robocik wesoło machał do mnie z ekranu. Bardzo dawnymi czasy słowo bank i„rządowe”(gov od goverment) budzi- ły zaufanie. Wychodzi na to, że teraz to wszystko błazeństwo. A o podaniu choremu leku nie decyduje już lekarz. Decyduje ban- kowy informatyk. 28 listopada doniesiono że„grupa hakerska”włamała się do kom- puterów sieci znanych laboratoriów i opublikowała w internecie dziesiątki tysięcy danych osobowych i wyników badań. Każdy na świecie mógł sobie sprawdzić np. cudzy PESEL czy wynik HIV. Gdyby z mojej lekarskiej szafki ktoś buchnął takie dane choć jed- nego pacjenta, nie wyszedłbym z sądu ani cały, ani zdrowy. RODO, GIODO, Quasimodo i Bóg wie kto jeszcze, rzuciliby się na mnie i żądali niebotycznych kar za braki w zabezpieczeniu informacji wrażliwych. Ciekawe czy podobną wrażliwością na ujawnienie danych wykażą się prawnicy orzekający o karze dla informatyka, któremu uciekły tysiące takich informacji. A może po prostu stwierdzą – „Upss... coś poszło nie tak” i dalej będziemy na całym świecie płacili hor- rendalne pieniądze wszechobecnym programistom – bezkarnym kapłanom nowej religii. PS. nie mogę wysłać tego felietonu do Redakcji, bo pojawia się komunikat„błąd tymczasowy”. Nazewnictwo dziwaczne (są błędy stałe?), charakterystyczne dla nowomowy programistów. Może zastąpić nim nieprzyjemny termin „błąd w sztuce”? Brzmi milej i jakby bardziej ulotnie.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5