ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2025 nr 316

Pro Medico luty 2025 18 Rozmowa z dr. n. med. Andrzejem Kupilasem, ordynatorem Oddziału Urologii i Urologii Onkologicznej Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach. Męska sprawa – Czy nie ma pan wrażenia, że nama- wiając od lat do badań profilaktycz- nych wykonujemy syzyfową pracę, bo wciąż ponad 23% mężczyzn w Pol- sce uważa, że badania profilaktyczne są całkowicie zbędne? – Nie do końca. Nie chodzi o to, aby przekonać 23% mężczyzn, tylko żeby utrzymać w świadomości 77%, którzy się badają, że to ma sens i warto to robić nadal. Myślę, że gdyby zrobić badania sta- tystyczne o tym, kto wierzy, kto nie wierzy w szczepionki, wyszłoby jeszcze gorzej. Tak to jest z tą naszą profilaktyką. – W województwie śląskim każdego roku kilka tysięcy mężczyzn słyszy diagnozę – rak prostaty lub pęcherza moczowego i nadal wielu się nie bada. – Pracuję w zawodzie od dwudziestu lat i kiedy tylkomogę, staram się szerzyć wie- dzę o konieczności profilaktyki. To bardzo ważne, aby zajmować się tym zagadnie- niemna co dzień, a nie tylko podczas akcji np. w listopadzie. – Gdy zaczynał pan pracę, osób regu- larnie się badających było dużo mniej? – Zdecydowanie mniej. Ostatnie dziesięć lat to przepaść wobec tego co było wcze- śniej w ochronie zdrowia. Teraz widzę, że o wiele bardziej dba się o swoje zdro- wie zwłaszcza w przedziale mężczyzn 40+. Ci, którzy nie uwierzyli w te badania i ich nie robili regularnie, trafiają do nas na stół operacyjny. Często za późno na wyzdrowienie. – W ramach programu 40 plus upraw- nionych w Polsce do badań profilak- tycznych są 23 mln osób, a przebadało się ledwie 3 miliony. To sukces? – Mogę mówić tylko o urologii. Nasi pacjenci chętnie korzystają z tych progra- mów. Widać, że program działa, zwłasz- cza, gdy kierujemy pacjentów na nasze konkretne badania, a oni pokazują nam także cały szereg innych. W ciągu ostat- nich lat takich świadomych pacjentów przybyło i myślę, że wcale niemało. – To co właściwie stało się wśród mężczyzn, że postanowili częściej się badać? – Zaczęli myśleć, wzrosła ich wiedza i świadomość o potencjalnych zagroże- niach dla ich zdrowia. Myślę, że uwierzyli, iż badania mają sens. I dlatego nie uwa- żam, że to syzyfowa praca, ale bardzo konkretna, przynosząca zyski i wyraźne zmiany zachowań mężczyzn. Oczywi- ście do sukcesu bardzo daleka droga, bo mogliby się badać częściej i dokład- niej. – Ma pan swój pomysł, aby nakłaniać mężczyzn do częstszych badań i unika- nia nowotworów? – Mówię im, że mogą żyć dłużej i w dobrej kondycji. Staram się jak naj- więcej ich informować o tym co ich cze- ka. Nie wystarczy powiedzieć: musi się pan badać. To nie zadziała, nie dotrze do nikogo. Gdy w telewizji mamy konku- rencję z tańcem z gwiazdami, wiadomo, że taniec wygra. Zatem trzeba pacjentów zachęcić, umieć ciekawie i mądrze opo- wiedzieć, jakie mogą być konsekwencje choroby, której warto uniknąć. Że można coś z tym zrobić, zanim choroba zacznie siać spustoszenie. – Może trzeba np. aby w takim tańcu wystąpił lekarz promujący zdrowie, wyszedł ze swej strefy komfortu tak jak pacjent, który musi to zrobić idąc na badania. – Generalnie wyznać publicznie, że ktoś leczy się urologicznie już jest wstydem, bo to najczęściej oznacza kłopoty z odda- waniem moczu albo problemy w strefie intymnej. Kobiety mają swoich ginekolo- gów, badają się mammograficznie, robią wymazy, cytologie. U mężczyzn jest jesz- cze duża pusta przestrzeń, aby uświada- miać ich, że warto bariery wstydu przeła- mywać. Wprawdzie uważam, że choroba- mi przesadnie nie ma co się chwalić, ale większość mężczyzn wręcz ukrywa cho- dzenie do urologa. – Wygląda na to, że urolog ma słaby PR, o wiele gorszy niż kardiolog, inter- nista albo nawet stomatolog. – To prawda, łatwiej jest powiedzieć, że mam własnego kardiologa, stomatolo- ga, ale nie urologa. Jestem pewny, że nie tylko mężczyźni tak mają. Gdyby obser- wować kobiety, które w towarzystwie roz- mawiają o badaniach, założę się że żadna nie przyzna się do trudności z utrzyma- niem moczu, choć na pewno trzy z nich to mają. – Gdy w towarzystwie pan przyznaje, że jest urologiem to jak inni reagują? – Zwykle urologia kojarzy się wielu ludziom z badaniem per rectum i przez kolejny kwadrans żartujemy sobie z tego. Potem jednak przychodzą pytania – co mam zrobić, jak coś się dzieje. Nie spo- tkałem się, aby w towarzystwie, po prze- łamaniu lodów, jakiś problem urologiczny nie wypłynął. – Z lekarskiej perspektywy, które nowotwory urologiczne są najczęstsze u mężczyzn i dlaczego powinny być wykrywane jak najwcześniej? – Popularnym nowotworem po 50. roku życia u mężczyzn jest rak prostaty. Nie- stety z każdym dziesięcioleciem zacho- rowalność na ten nowotwór się zwiększa. Najczęstszym jednak jest rak pęcherza moczowego. Zabiegów resekcji pęche- rza robimy miedzy 400 a 500 rocznie, a prostaty około 200. Mówimy tu o nowo- tworach wcześnie wykrytych z szansą na leczenie. To odpowiedź na pytanie, dlaczego należy jak najwcześniej wykry- wać nowotwory. – Jak często do pana gabinetu wcho- dzą inni lekarze? – Dobre pytanie. Nieczęsto to fakt. Może dlatego, że w pracy widzimy się często i nie musimy spotykać się w gabinecie. – Nie jest tak, żeszewcbezbutówchodzi? –  Po prostu się tym nie chwalą. Ale często zaczepiają mnie koledzy i mówią: popatrz Andrzej coś jest nie tak. To dużo, bo w ten sposób można wyłapać początki choroby. Mam dużo kolegów, którzy się konsultują, nawet nie mając objawów. – Czy jest jakaś różnica w podejściu do badań lekarzy ze względu na spe- cjalizacje? Na przykład, czy zabiegow- cy badają się równie często jak inni? – Wydaje mi się, że zabiegowcy bardziej frywolnie podchodzą do badań profilak- tycznych. Nie wiem czy to wynika z natu- ry chirurgów, czy z charakteru specjalno- ści, ale na pewno coś w tym jest.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5