ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2025 nr 316

Pro Medico luty 2025 24 FELIETON Król jest nagi! Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowej RadyLekarskiej Obecna sytuacjawNaczelnej Izbie Lekarskiej przypominami nieco starą historię pana hrabiego, który wyjeżdżając z hotelu oznajmił portierowi: -„Zasłałem łóżko”. „To bardzo dobrze” – odpowiedział por- tier.„Oj nie bałdzo”– ze smutkiem skonstatował pan hrabia. Dziwny to był dziś obiad... posypałem się zupą (niczym goście Szymborskiej, którym rozdawała ją w formie „instant”) i najadłem się wstydu. Dowiedziałem się bowiem z krajowej prasy, że władze NIL, tworząc samorząd lekarzy, zamierzają w nim używać szabel oraz... napalmu (o ile te szable bym jeszcze wytrzymał, to z napalmem gorąco przesadzają). Opinie innych, jak przeczytałem, trzeba „uwalać”, a ich samych, jak to kunsztow- nie ujęto, „wyje... w kosmos” (mieliśmy już Hermaszewskiego więc sensu nie widzę). Oto dalej w krótkich żołnierskich słowach pisze się też do lekarzy, jak mają głosować dodając, że „nie ma tu miejsca na myśle- nie”. Najpewniej dlatego, w naszej lokalnej ślą- skiej prasie pojawiło się skromne ogłosze- nie: „Szukam miejsca na myślenie”. Trudno się dziwić. Są miejsca parkingowe, są miej- sca dla matki z dzieckiem (pytanie czemu nie dla ojca?), są miejsca modlitwy, a miej- sca na myślenie nie ma nawet w samorzą- dzie lekarskim.„Wot” elita... Fot. archiwum autora Wolnomyśliciele są akceptowani, lecz tylko, gdy oznaczają osoby o niskiej prędkości przetwarzania. Na myślenie szybkie i nieza- leżne – miejsca, zdaje się, brak. Nihil novi sub solis – myślenie bywa, jak wiemy z historii – niebezpieczne. Można na przykład wymyślić coś, co, zdaniem zwierzchnika, miało nie być wymyślone. Można też po prostu myśleć, ot tak sobie – a to, gdy zwierzchnikowi myślenie nie idzie, sprawia mu przykrość. Taka sytuacja staje się jedną z najgroźniejszych dla myślącego, bo zwierzchnik klasyczny reaguje wtedy intuicyjnie, waląc głową myślącego w mur (metoda ta jest skuteczna, o ile ma się wystarczająco dużo siły i pod dostatkiem muru – gdy jednak liczba głów do roz- walenia w jednostce czasu przypadająca na metr muru okaże się zbyt duża, pojawia się problem rewolucji). Takie zarządzanie ludźmi niesie więc pewne ryzyko. Władza podobno deprawuje. Dlatego wła- dzy warto się bać. Stary dobry profesor Tol- kien pokazał to w nieśmiertelnym „Władcy Pierścieni”, na naradzie u Elronda. Pierście- nia Władzy – symbolu potęgi – nie chciał tknąć żaden z mędrców Śródziemia w oba- wie, że za duży to narkotyk. Do władzy podobno się dorasta. Jak do fra- ka. A jak się nie dorasta, to trzeba słuchać, czasem krzyków „król jest nagi”. Warto przyjąć je z pokorą (tu wyjaśnienie – nie chodzi oWojciecha, polskiego aktora – lecz o zapomnianą cechę charakteru u sprawu- jących władzę). Szczególnie w samorządzie, władza to bycie „primus inter pares”. W każdym mroku jest światło, w każdym świetle czai się mrok – napisał Boniecki. Różnorodność kolegów, z którymi pracowałem, a nawet obecność tych, którzy początkowo uru- chamiali we mnie jedynie degranulację komórek tucznych z całą reakcją alergiczną, okazała się ostatecznie kształcąca i twórcza. Zagwarantujmy miejsce na myślenie w samorządzie lekarzy. Złóżmy się choć na jedną „kopertę”. Wszystkie izby lekarskie i wszyscy ich prezesi powinni o to miejsce mocno zabiegać.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5