ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach luty 2025 nr 316
Pro Medico luty 2025 27 Fot. K.B. Fulbiszewska, Ł. Szostek Medale z kolekcji MuzeumHistorii Medycyny i Farmacji ŚIL; od lewej: Maria Curie-Skłodowska (emi- tent: PTTK, Chełm 1988, nakład; 4000 szt.), prof. Janina Misiewicz (emitent: Instytut Gruźlicy i Cho- rób Płuc, Warszawa 1998; nakład 500 szt.), Magdalena Bendzisławska (emitent: Katedra Historii Medycyny UJ i Stowarzyszenie Absolwentów Wydziałów Medycznych UJ, Kraków 2011, nakład: 20 szt.), Ewa Matuszewska „Mewa” (emitent: d. Medyczne Studium Zawodowe nr II im. Bohaterów Powstania Warszawskiego w Szczecinie 1988, nakład: 100 szt.) i Helena Paderewska (emitent: Pol- ski Czerwony Krzyż, Bydgoszcz 1989, nakład: 260 szt.). cuskiej 20 ruchomych ambulansów rent- genowskich. Dzięki jej inicjatywie w szkole pielęgniarek w Paryżu utworzono pierwszy we Francji wydział radiologiczny (1916). Dzięki niej stworzono Instytuty Radowe, między innymi w Warszawie – w 1932 r. odbyła się uroczystość otwarcia Instytutu Radowego przy ul.Wawelskiej. Paradoksem jest, że odkrywczyni radu miała niewiele tego pierwiastka do swojej dyspozycji. Mał- żonkowie Curie nie opatentowali metody pozyskiwania radu, tak więc kolosalne zyski z produkcji czerpały koncerny. Koncern Union Minière du Haut-Katanga działający na terenie obecnego Konga, który zaopa- trywał Instytut Warszawski, w podziękowa- niu za wieloletnią współpracę, specjalnie dla Skłodowskiej obniżył cenę (do ponad 50 tys. dolarów) i dołożył gratis prawie 200 mg tego pierwiastka. Ten „gratis” Skło- dowska-Curie podarowała swoim rodakom. W sumie do Warszawy trafiło 1033,23 mg radu w postaci tubek i igieł z platyny. Przy- czyną jej śmierci była złośliwa anemia o przebiegu piorunującym, poprzedzona chorobą popromienną. Rzeczy i ciało Marii Skłodowskiej-Curie były napromieniowane radem, którego połowiczny rozpad trwa ok. 1600 lat. Dlatego pochowano Noblistkę w ołowianej trumnie. W podobny sposób zabezpieczone są też jej rzeczy. Na medalu Anny Jarnuszkiewicz przedstawiona wraz z mężemPiotremCurie, który zawsze dawał jej ogromne wsparcie. AMBASADORKAPOLSKIEJ FTYZJATRII JaninaEufrozynaKazimieraMisiewicz(1893- 1958) wybitna postać w świecie medycy- ny, która w latach 50. XX za swój dorobek naukowy, w podziękowaniu za swój wkład w rozwój nauki i reprezentowanie naszego kraju w licznych konferencjach i zjazdach, została jednomyślnie ogłoszona „ambasa- dorką polskiej ftyzjatrii”. To z jej inicjatywy powstała pierwsza polska Katedra Ftyzja- trii AM w Warszawie oraz ftyzjatria stała się osobną specjalizacją. Gdyby była miara dla heroicznego poświęcenia swojego życia w bezinteresownej pomocy innym, zarów- no w czasie wojny, jak i pokoju, prof. Jani- na Misiewicz byłaby na samym szczycie. Od marca 1939 r. dr Misiewicz była związa- na ze SzpitalemWolskimprzy ul. Płockiej 26. Za bohaterstwo i oddanie rannym w obro- nie Warszawy prezydent Starzyński odzna- czył ją KrzyżemWalecznych. Kiedy zamknię- to Uniwersytet sprawnie zorganizowała tajne nauczanie dla studentów medycyny. Wynajdywała wolne lub tworzyła fikcyjne etaty, na których obsadzała studentów. Była też odpowiedzialna za przeszkolenie oko- ło 2000 sanitariuszek w ramach szkolenia Obrony Przeciwlotniczej. Swoją osobowo- ścią fascynowała studentów, a jej oddanie chorym i opanowanie w sytuacjach kryzy- sowych było wręcz legendarne. 5 sierpnia 1944 r. zaczął się największy dramat w jej życiu. Na teren SzpitalaWolskiegowtargnę- łagrupawłasowcówpodkomendąesesma- nów.Wszystkich, którzymogli samodzielnie się poruszać wypędzono na ulicę, pozosta- łych zamordowano.Whali fabrycznej, gdzie czekali na egzekucję, odważyła się, jako dyrektor Szpitala, podejść do dowodzą- cego esesmana i prosić go o wstrzymanie egzekucji. Dzięki zimnej krwi wygrała walkę o życie rannych i ocalałej garstki personelu. Wstyczniu1945r.pieszo,dotarładowyzwo- lonejWarszawy i zajęła się zabezpieczaniem ocalałego mienia Szpitala Wolskiego oraz jego odbudową. Dostarczyła też władzom Wydziału Lekarskiegopełne listy studentów tajnego nauczania wraz z ocenami z ćwi- czeń, praktyk i egzaminów– aby ich trudnie poszedł na marne. Tworząc w miejscu Szpi- tala Wolskiego Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc, rozpoczęła walkę z tą chorobą w całej Polsce i to jej zawdzięczamy, że gruźlica nie jest już zagrożeniem społecznym. Anna Beata Wątróbska-Wdowiarska upamiętniła ją namedalu wraz ze SzpitalemWolskim. MEWA Ewa Matuszewska (1919-1944), córka płk. Ignacego Matuszewskiego (żołnierza I Kor- pusu Polskiego gen. Dowbor-Muśnickiego) twórcy wywiadu WP. Pasierbica gen. Ludo- miła Rayskiego – szefa polskiego lotnictwa wojskowego. Po zdanej maturze, za namo- wą ojczyma, Ewa rozpoczęła kurs pilota szy- bowcowego. Prawdopodobniewprezencie od niego otrzymała na własność szybowiec Mewa, którego nazwy będzie potem uży- wała jako pseudonimu. Zawsze chciała być lekarzem. Jesienią 1938 roku rozpo- częła studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie obrony Warszawy pracowała jako sanitariuszka w punkcie opatrunkowymw Szpitalu Dzieciątka Jezus. Potem kontynuowała studia medyczne na tajnych kompletach (do 1944 r. skończy- ła III rok), skończyła też szkołę pielęgniarską (1942 r.) i specjalny kurs ratowania ciężko rannych. Od 1943 roku była zaprzysiężo- nym żołnierzem i sanitariuszką w Batalio- nie AK „Parasol”. Po wybuchu powstania nie udało się „Mewie” dotrzeć do swojego oddziału. Walczyła na Mokotowie jako komendantka punktu sanitarnego w Pułku „Baszta”. 26 IX 1944 r. podczas zaciętej wal- ki o Mokotów, wielu powstańców zostało rannych. Dowódcy – kpr. „Dzikowi” (Witold Gorzkowski-Wetta) pocisk urwał obie nogi, ciężko ranny został też dziewiętnastoletni „Puchacz” (Ryszard Stankiewicz). Zanie- siono ich do piwnicy. Nie było możliwości ich ewakuacji, ci, którzy przeżyli wycofali się, „Mewa” została z rannymi. Gdy Niemcy wkroczyli do budynku, zastrzelili wszyst- kich. W styczniu 1945 r. znaleziono cia- ło Ewy – leżała na schodach do piwnicy. W zaciśniętej dłoni trzymała bandaż, któ- rego nie zdążyła użyć. Pośmiertnie odzna- czona za bohaterstwo Krzyżem Orderu Virtuti Militari i KrzyżemWalecznych. Medal autorstwa Alfreda Kózki i Franciszka Łuczko jest hołdem dla wszystkich kobiet – lekarek i sanitariuszek – niosących bezinteresowną pomoc wszystkim potrzebującym podczas działań wojennych i małym pomnikiem dla tych, które straciły życie. POST SCRIPTUM Bohaterki artykułu swoimi dokonaniami, służbą bliźniemu nawet w obliczu śmier- telnego niebezpieczeństwa, same zbudo- wały sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu. Nie potrzebowały równouprawnienia, aby obok mężczyzn zapisać się złotymi zgłoska- mi w historii. Na szczęście także nie pary- tet decydował o uhonorowaniu tych Pań poświęconymi im medalami, adekwatnymi do wielkości i nieśmiertelności ich dzieła. Wybitne jednostki nie potrzebują równo- uprawnienia, aby zapisać się swoimi doko- naniami w historii.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5