ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2020 nr 269
19 Pro Medico • maj 2020 na sali operacyjnej. Wreszcie przyszedł ten dzień 4 stycznia i wykonaliśmy operację. Już w obrazie USG widzieliśmy, że mózg się rozpręża, że wraca do normy. Myśla- łem, że będzie dobrze, ale w drugiej dobie po zabiegu nastąpiło całkowite odkleje- nie się łożyska. Wykonaliśmy pilne cięcie cesarskie i, mimo reanimacji, nie udało się nam dziecka uratować. Byliśmy wszyscy na sekcji i to, co zobaczyłem, udowodniło, że mieliśmy rację. Mózg był rozprężony. Monitorowaliśmy KTG. Może gdybyśmy częściej wykonywali badanie USG udało- by się wychwycić początek odklejania się łożyska. Ale to, co zrobiliśmy w naszym ośrodku klinicznym, pozwoliło na kolejne diagnozowanie kobiet ciężarnych z wodo- głowiem płodu. 27 takich przypadków przedstawiłem na kongresie w 1997 roku w Poznaniu. Dziś zabiegi z wodogłowiem płodu wykonywane są pod USG i nie budzą sensacji. Ale wtedy byliśmy nawet bohaterami pierwszych stron gazet. Moż- na powiedzieć, że dzięki chirurgom profe- sora Wieczorkiewicza i lekarzom z mojego zespołu w Tychach otworzyliśmy 27 lat temu drzwi do nowoczesnego położnic- twa w kraju. – Po co to Panu było? Pytam o to tak- że wielu innych pionierów różnych dziedzin współczesnej medycyny. Co Was pcha do tego, żeby zrobić coś po raz pierwszy? Chęć sławy? Odwaga? A może zuchwałość, aby dokonać cze- goś co było do tej pory niemożliwe? – Trzeba czasem ryzykować, dużo poświę- cić, żeby wprowadzić nową metodę lecze- nia w medycynie. Czy to warte dla kilku minut sławy, dla oklasków lub pochwał innych profesorów? Owszem, to jest przy- jemne, ale tak naprawdę moją motywacją do tej operacji była gorąca prośba i błaga- nia matki tego dziecka z wodogłowiem. Dziś zabiegi z wodogłowiem płodu wykonywane są pod USG i nie budzą sensacji. Ale wtedy byliśmy nawet bohaterami pierwszych stron gazet. Można powiedzieć, że dzięki chirurgom profesora Wieczorkiewicza i lekarzom z mojego zespołu w Tychach, 27 lat temu otworzyliśmy drzwi do nowoczesnego położnictwa w kraju. Gdybym nie spróbował wiedząc, że jest możliwość uratowania tego dziecka, to do dziś bym sobie tego nie darował. Może pan to nazwać pewną zuchwało- ścią, ale nie byłem przecież sam. Ja byłem może inicjatorem, ale za mną stali wybitni specjaliści i wszyscy wiedzieliśmy, co robi- my i że to może być medyczny przełom w Polsce. – Niektórzy naukowcy, a zwłaszcza gine- kolodzy – położnicy, wciąż uważają, że nie powinno się za bardzo ingerować chirurgicznie w przebieg ciąży. Sama natura powinna decydować czy i jak dziecko będzie żyło. Tacy jak Pan nie zgadzają się z nimi... – Nie zgadzam się. Po to się uczymy, wciąż rozwijamy medycynę, żeby pomagać naturze, żeby ludzie mogli żyć i nie musie- li umierać mając możliwości oraz szanse życia. Dla nas, ginekologów – położników, to szczególne wyzwania dotyczące wspie- rania pacjentek w konflikcie serologicz- nym, cukrzycy ciążowej, wielowodzia czy małowodzia itd. Dziś nie zostawiamy mat- ki samej z naturą. To byłoby nieludzkie, niezgodne z powołaniem lekarza. – Czy istnieją granice ingerencji w prze- bieg ciąży? Niektórzy zasłaniają się klauzulą sumienia – u ginekologów szczególnie kontrowersyjną i popular- ną wymówką. – Dla mnie tą granicą mogą być wady pło- du. Jeśli są letalne, czyli uniemożliwiające życie i prowadzą do zgonu, np. płody bez serca, bez mózgu, z przełożeniami naczy- niowymi, to jestem zdania, że nie należy pacjentki nastawiać na to, żeby dalej pro- wadzić ciążę. – Nigdy Pan nie ukrywa prawdy przed matką, jeśli jej dziecko źle się rozwija? – Nawet nie mogę. Jakieś 30 lat temu nie mówiliśmy pacjentkom wszystkie- go, to prawda. Teraz musimy i chcemy, a ja nawet nalegam, żeby w tej konsultacji zawsze brał udział ojciec dziecka. Ale fak- tycznie, jeśli mówimy o granicy działania lekarza ginekologa – położnika, to wyzna- cza ją zgoda lub brak zgody matki. Zawsze proszę o głębokie zastanowienie się nad każdą naszą ingerencją medyczną w życie tej kobiety i jej rodziny. A klauzulę sumienia każdy zawsze ma dla siebie. Ja nigdy się nią nie zasłaniam, biorąc wzór z mojego mistrza prof. Włodzimierza Fijałkowskiego z Łodzi, twórcy szkół rodzenia. Gdy płód lub zarodek okazywał się uszkodzony i nierokujący prze- życia, to profesor nigdy nie nazywał tego przerwaniem, tylko leczeniem. Bo pacjentka nosząca w sobie dziecko letalne ma mnó- stwo problemówpsychicznych, nerwowych, fizjologicznych i ją trzeba po prostu leczyć z całą swoją medyczną wiedzą i sumieniem. Stajemy przed tymi trudnymi sprawami zawsze. I mimo nowoczesnej dostępnej nam techniki medycznej, wciąż na co dzień roz- strzygamy te dylematy. – O mało nie został Pan profesor księ- dzem. To miał być dar za uratowanie 4stycznia1994rokuwKatedrzeiKlinicePołożnictwaiGinekologiiŚUMwTychachzespółchirur- gów i położnikówpodkierownictwemprof. RyszardaPoręby i prof. BronisławaWieczorkiewicza przeprowadził pierwsząwEuropiewewnątrzmaciczną operację płodu zwodogłowiem. Fot. Archiwum prof. Poręby
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5