ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2020 nr 269
Pro Medico • maj 2020 22 Tomasz Cieszyński urodził się 6 listo- pada 1920 roku w Poznaniu. Dziadek przyszłego Profesora – Tomasz – był zna- nym i cenionym aptekarzem w Oleśnicy na Dolnym Śląsku, natomiast Ojciec – Antoni był pionierem stomatologii pol- skiej, profesorem i dziekanem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jana Kazimie- rza we Lwowie. W środowisku dentystów zasłynął głównie z opracowania reguły izometrii w radiologii oraz techniki zdjęć rentgenowskich zewnątrzustnych. Aresz- towany przez niemieckich okupantów w nocy z 3 na 4 lipca 1941, tuż po wkro- czeniu Niemców do Lwowa, został roz- strzelany na Wzgórzach Wuleckich wraz z grupą polskich profesorów wyższych uczelni Lwowa. Podczas tej tragicznej nocy T. Cieszyński cudem uniknął aresz- towania i śmierci dzięki przytomności matki Róży de domo Troczyńskiej, która podczas aresztowania przedstawiła go jako 17-latka. Młody Tomasz Cieszyński gimnazjum skończył we Lwowie. Medycynę studio- wał początkowo na Wydziale Lekarskim (1938-1941), a w latach 1941-1944 na taj- nym Wydziale Lekarskim Uniwersytetu TROCHĘ HISTORII Zapomniany odkrywca EKG Żyjemy w czasach, w których lekarze nie wyobrażają sobie diagnostyki kardiologicznej i oceny schorzeń serca bez nowoczesnej echokardiografii. Nie pamiętamy jednak o prof. Tomaszu Cieszyńskim – znanym i cenionymchirurgu ogólnym, ale także naukowcu – odkrywcy, pionierze echokardiografii serca na świecie. Jana Kazimierza we Lwowie, a następnie na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krako- wie, gdzie uzyskał w 1945 roku dyplom lekarza. Podczas okupacji we Lwowie zetknął się z prof. Rudolfem Weiglem, dla które- go pracował jako laborant w Instytucie Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami. Po wojnie, idąc śladami swojego Ojca, jako asystent zakładu stomatologicznego w Zabrzu, uzyskał specjalizację w zakresie stomatologii (1947-1948), następstwem czego było rozpoczęcie pracy w Instytu- cie Onkologii w Gliwicach. Jednocześnie objął posadę lekarza akademickiego Poli- techniki Śląskiej. Co skłoniło dr. Cieszyńskiego do rozpo- częcia studiów na Wydziale Chemicznym Prof. Tomasz Cieszyński na tle portretów ojca i dziadka. Kiedy stypendiumsię kończyło, zaproszonogona rozmowędoUrzę- du Kontroli Ludności. Tam pewien Szwajcar trzy godziny namawiał profesora, by został, pytając: „ Dokąd pan wraca? Do piekła? ”. Odpo- wiedział:„ mam troje dzieci, żonę na studiach. Jeżeli nie wrócę, wyrzucą ją. Kto wtedy wyżywi moje dzieci?” . Obiecywali, że przez Czerwony Krzyż ściągną ich do Szwajcarii. Ale za ile lat? Pięć? Dziesięć? Wrócił więc do kraju. Był młody, ale już po specjalizacji, z doktoratem. Miał dla kogo żyć. A świat i tak cały zobaczył. Do ponad 20 amerykań- skich uczelni zaproszono go w roli visiting professor. Z jego prac nad immersją wodną korzystała nawet NASA – badając, jak zmienia się funkcja serca, nerek, płuc wprzestrzeni kosmicznej. Po latach zaprzyjaźniony profesor ze Szwajcarii przyjechał do Polski. Obejrzał klinikę profesora Kokota i zaproszony przez niego na kola- cję do domu, powiedział: Franek, dobrze zrobiłeś, że wróciłeś. Jamam czterymercedesy, cztery domy, jeżdżę co tydzieńna konsultację doEgip- tu, a ty masz rodzinę, swoich wychowanków. Ja tylko haruję od rana dowieczora i niemamsatysfakcji z tychmoichpieniędzy. Czterech synów profesora Kokota zostało lekarzami praktykami. Każdy ma doktorat z medycyny. Nikt z nich jednak nie zdecydował się pójść śladami ojca, który zawsze utwierdzał ich w przekonaniu, że i bez tytułów naukowych też można być dobrym, mądrym oraz potrzebnympacjentom lekarzem. Dziś, mimo skończonych 90 lat, profesor nadal aktywnie pracuje. Jego, nad wyraz skromny, pokój zawalony jest pismami medyczny- mi i pracami do przejrzenia. Współpracuje m.in. z „Medycyną Prak- tyczną”, gdzie redaguje rubrykę „Postępy w nefrologii”. Wciąż mówi, żewodróżnieniu od ludzi uważających pracę za nieszczęście, on trak- tuję ją jako czynnik życiodajny. Niewyobraża sobie, żemożna się rano obudzić i nie pracować. W takim też duchuwychował ponad setkę doktorów i habilitantów, wielu profesorów. To dla nich w swoim gabinecie powiesił napis nawołujący, aby godnie znosić sukcesy swoich kolegów. I chociaż on sammiał szczęście spotkać na swej drodze życzliwych, mądrych oraz niezazdrosnych ludzi, to nie każdego na to stać. Niektórym – twierdzi profesor – brakuje w organizmie enzymów, żeby zazdrość rozłożyć. Ale z drugiej strony, człowiek, który nie ma wrogów, nie jest nic wart. Wielu z nich regularnie odwiedza swego mistrza w domu opieki „Honorata” w Chorzowie. Niektórzy przychodzą tylko po to, żeby powiedzieć„dziękuję”, a inni, jak na przykład opie- kująca się profesorem dr Małgorzata Wilk-Pusz, żeby się przytulić do geniusza. Piotr Biernat Wykorzystano anegdoty związane z prof. Franciszkiem Kokotem zebra- ne przez prof. JanaDuławę. Wydawnictwo SUMwKatowicach 2018 r. Fot. Adam Zadrzywilski, marzec 2005 r.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5