ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2021 nr 279

15 Pro Medico • maj 2021 – Panie profesorze, kto na uczel- ni medycznej, z pańskiego punktu widzenia, stracił najbardziej z powo- du pandemii? – Można powiedzieć, że stracili wszyscy. Sytuacja pandemiczna wymusiła stwo- rzenie hybrydowego modelu naucza- nia. Dla kierunków kształcenia takich jak medycyna, to rewolucja. Nawet dyspo- nując najlepszą techniką i najlepiej napi- sanymi książkami, nie jesteśmy w stanie zastąpić studentom bezpośredniego kontaktu z nauczycielem. Dopracowa- nie tego modelu kształcenia pozwala na zminimalizowanie strat. – Zapytałem o to, bo czas pandemii wcale nie musi być klęską, to też czas wyzwań, sprawdzianów charakterów i postaw przyszłych lekarzy. – Liczyłem na to pytanie, bo tak właśnie się stało. Gdy zaapelowaliśmy do studen- tów, aby podjęli pracę jako wolontariu- sze w szpitalach tymczasowych, zgłosiło się ich bardzo wielu. Jedni z potrzeby serca, inni aby poznać samych siebie. W 48 godzin zapełniliśmy dyżury na cały miesiąc. To niesamowite, co się stało. Szli w nieznane i całkowicie z własnej woli. Zgłaszali się masowo, nawet ci z pierw- szych lat studiów, którzy jeszcze nie mieli okazji zgłębić tajników medycyny. – Nie uciekli, jak niektórzy lekarze? – Nie było rezygnacji, choć byli i tacy, którzy się wahali. Przecież wielu z nich jeszcze niedawno było w liceum, a teraz stawiają czoła cierpieniu i nawet śmier- ci. Do tej pracy stawili się, co ciekawe, nie tylko studenci kierunku lekarskie- go, ale i ratownictwa medycznego, pie- lęgniarstwa, a nawet dietetyki. Poszli na pierwszą linię bez nakazu. To wielka wartość dla nich i dla nas. Nie ukrywam, że jestem z nich dumny. Wrócą z wiedzą, której nie zdobyliby na żadnym semina- rium, nie przeczytali w książce o powo- łaniu lekarskim. Dlatego, jak rozpocz- niemy zajęcia, ich nieobecność będzie usprawiedliwiona. – Jak wygląda teraz studiowanie medycyny? – To ciągła walka ze zmieniającą się sytu- acją. Raz prowadzimy zajęcia, a chwilę później przechodzimy do zajęć online. W chwili obecnej wznawiamy zajęcia praktyczne od trzeciego roku studiów. Zresztą studenci na nie też niecierpli- wie czekają. Gotowi byli nawet poświę- cić wakacje lub przerwy na święta, byle uczestniczyć w praktycznych zajęciach. – Czy nie obawia się Pan, profesorze, że jak tak dalej będzie, to medycy- nę skończą studenci, którzy pacjenta w ogóle nie będą widzieli? – Tak źle na pewno nie będzie, ale fak- tycznie te zmiany nie służą dobremu studiowaniu. Dlatego wiedząc, że nie da się nauczyć medycyny tylko z podręcz- nika, komasujemy zajęcia praktyczne, nawet jeśli wykraczają poza program semestralny. Staramy się przekazać im jak najwięcej wiedzy i umiejętności praktycznych. Mam świadomość, że bez udziału nauczyciela i pacjenta studiowa- nie medycyny jest bardzo utrudnione. Dlatego tak cenię sobie ten wolontariat w szpitalach tymczasowych i oddziałach covidowych. Nasi studenci są tam po to, aby wspierać fachową opieką, dbając o pacjentów. Podać im wodę, porozma- wiać, potrzymać za rękę, dać im poczucie, że w tej chorobie nie są sami. Na to nie mają czasu ani lekarze, ani pielęgniarki leczący codziennie wielu nowo przyję- tych chorych. Wtedy do akcji wchodzą nasi studenci i wiem, że dla wielu pacjen- tów ich wsparcie jest niemal tak samo ważne, jak pomoc lekarska. – Nie ma obawy, że będziemy po pan- demii dzielić lekarzy na tych uczonych przed zarazą i w jej trakcie? Czy pacjen- ci nie będą chcieli leczyć się u tych, któ- rzy uczyli się medycyny w taki dziwny jak teraz sposób? – Gdyby to pytanie zadał mi pan kilka miesięcy temu, pewnie zastanawiał- bym się nad odpowiedzią. Ale dziś? Po doświadczeniach w tymczasowym szpitalu i na wielu covidowych oddzia- łach jestem spokojny, że tak się nie stanie. Z jednej strony dopracowano metody dydaktyczne z wykorzystaniemnauczania zdalnego, z drugiej zaś strony będziemy mieli dużą grupę studentów, którzy swój chrzest przeszli w covidowych szpitalach, swoje powołanie sprawdzili w boju, nie- mal pod ostrzałem wroga. – Pandemia wydłużyła czas oczekiwa- nia na zakończenie afery mobbingo- wej na SUM-ie. Jeszcze rok temu mówił o niej cały kraj. Jakie wnioski już wycią- gnęliście? – Jeszcze poprzedni rektor sprawy tego wymagające skierował do prokuratury, a dodatkowo rozwiązano umowy o pracę z osobami, które dopuściły się niewłaści- wych zachowań. Działa skrzynka mailowa do zgłaszania działań niepożądanych. Każde zgłoszenie rozpatrujemy w ciągu dwóch tygodni. Komisja Jakości Kształ- cenia otrzymała dodatkowy instrument i wykorzystujemy go choćby podczas interwencyjnych hospitacji zajęć. Został także wprowadzony internetowy, cyklicz- ny live z prorektorem do spraw studenc- kich. Każdy student może w nim uczest- niczyć i omówić problem go nurtujący. Początkowo chętnych było niewielu, ale teraz na takie dwugodzinne mitingi zgła- sza się bardzo wielu studentów. – Podobno niektórzy z wykładowców obniżająwymagania, żeby nie podpaść studentom i nie znaleźć się na tapecie. – W żadnym wypadku tak nie może być. Od 1987 roku jestem nauczycielem akademickim i z mojego doświadcze- nia wynika, że studenci potrafią docenić nauczyciela, który stawia wysokie wyma- gania wobec siebie i innych. Studenci dają tego wyraz w corocznym plebiscycie, przyznając tytuły najlepszego dydaktyka, największego autorytetu i wykładowcy przyjaznego studentom. Laureatami tych nagród nie są osoby, które patrzą na wie- dzę studentów przez palce. Nie o to prze- cież chodzi. – Wróciło na uniwersytecie zaufa- nie i partnerstwo między studentami a wykładowcami? – Byłbym zbytnim optymistą, gdybym bez wahania to potwierdził. Zaufanie wra- ca powoli, każdego dnia nad tym pracu- jemy, choć nie zawsze w sytuacjach kon- fliktowych rację przyznajemy studentom. Myślę jednak, że z nowym samorządem potrafimy o uczelni mówić i działać jak partnerzy i są już tego pierwsze rezultaty. Ale nie ukrywam, że po zdarzeniach opi- sanych przez studentów, powoli wycho- dzimy na prostą. – A może profesorze to właśnie z pań- skich ust – ulubieńca studentów – powinni usłyszeć, że to studia i zawód specyficzny, że czasem wymagania muszą być wysokie, że codzienna harówka wymaga sytuacji, gdy pad- ną ostre słowa, że po prostu lekarz potrzebuje grubej skóry. – Mówimy o tym, że studia to początek długiej drogi. Tylko proszę pamiętać, że na uczelnię przychodzi młody człowiek i od razu zderza się z anatomią ludzkiego ciała, potem widzi ból, cierpienie, śmierć. Niestety czasem ostry ton, mocne słowa są odreagowaniem stresu. Staram się zawsze być prostudencki, ale też zacho- wać zdrowy rozsądek. Dlatego tłumaczę im, że zawody medyczne wymagają pew- nych predyspozycji.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5