ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2021 nr 279

Pro Medico • maj 2021 20 FELIETON Pandemiczne odloty Rafał Sołtysek członekPrezydium OkręgowejRadyLekarskiej Wczoraj nareszcie nam zaświeciło. Mocno i zdecydowanie. Wiosenne słońce! Demeter wyrwała mnie z zimowej hiberna- cji i, wyblakłego od siedzenia w domu, wypchnęła na ulicę. Niepewnie, jak niemowlę stawiając pierwsze kroki, mrużyłem oczy nienawykły do jasności. Z czasem źrenice przyzwyczaiły się, lecz o zgrozo, moje jedno oko pozostało przymrużone. Już miałem sięgnąć po telefon do znajo- mego okulisty, gdy nagle zrozumiałem, że dobrze mi z tym nie- wymownie. Życie z okiem przymrużonym jest lżejsze od życia z okiem szeroko otwartym. Jak się wydaje, oko otwarte zobaczyć może za wiele, wypatrzeć, czego wypatrzeć nie powinno, a czasem przyjdzie mu twardo spojrzeć prosto w inne oko. Ogólnie stres i utrapienie. Z perspektywy oka przymrużonego wszystko jest łatwiejsze i lżej- sze. Czas więc okiem takim spojrzeć na pandemię, bo ta zaczyna nam chyba ciążyć. Zwykłem sobie chodzić do kina, a nawet – w porywie kulturalne- go głodu – do teatru. W chwili trudnej nieobca mi była siłownia, a rodzinne wyjście do kawiarni było nęcącą nagrodą za trudy dnia codziennego. „Lockdown” to nieprzyjemne angielskie słówko, które powyższe rozrywki posłało w diabły. Jakby tego było mało, struchlałem, wraz z całym narodem – galerie handlowe zamknęły swe podwoje... Raj utracony! Na bogów! Co my zrobimy z popołudniami, nie mówiąc już o groźbie wolnego weekendu? (Swoją drogą, zastanawiam się, co robili nasi antenaci wwolnych chwilach, dajmy na to 100 lat temu. Prócz oczywistej odpowiedzi, jaką jesteśmy my sami, inne nie przy- chodząmi do głowy.) „Lockdown” „lockdownem”, ale sprawiedliwość po mojej stronie być musi. Opanowałem więc lęki, bo jak nauczają psychologowie, jesteśmy potomkami zwycięzców. Nie po to pokonaliśmy neander- talczyków i paru innych kolesi w kolejce do ewolucyjnej miski (vel koryta), żebym się teraz załamał. Pójdę na basen – pomyślałem – basen pozostał otwarty. Czemu? Nie wiem. Ale, jak służby mówią, że można, to można. Covid jest być może estetą i nadmiar wytatuowanej po łydki nadwagi go zniechęca. Dosyć, że mierzono klientom temperaturę (a jakże, pro- filaktyka musi być), po czym wszyscy fraternizowali się w saunie i jacuzzi. No i słupki wzrosły... Zakażeń przybyło. „Lockdown”– baseny też szlag trafił. Kultura, myślę sobie. Kultura mnie ocali. 20 lat nie byłem w BWA! Poszedłemwięc teraz. Trzy razy z rzędu. Wpatrywałem się w ekspo- nat – białą płytę paździerzową z przywiązanym do niej za pomocą sznurka kamieniem. Trzy razy się wpatrywałem... i nic. Co więcej, jak mawiał Kubuś Puchatek, im bardziej się wpatrywałem, tym bar- dziej nic tam (dla mnie) nie było.„Aluzju nie paniał” i już... Trudno... Wszak nie chodzi o Itakę, lecz o podróż do niej... Miałem już cel wypraw, namiastkę normalności. Wszystko szło jak z płatka, a tu masz... Niespodziewanie do muzeum, gdzie zwykle byłem sam, weszła jakaś parka (deszcz padał?). Uznano, że jest tłoczno i szlus...„Lockdown”. Zamknęli. Gdy padł ostatni bastion spędzania wolnego czasu, pozostały mi tylko markety budowlane. W ich zaciszu, gdy chłód i deszcze siekły świat – ja paradowałem do woli... Alejki przemieniły się w mej wyobraźni w aleje, Champs-Elysees covidowej rzeczywisto- ści, prawdziwa podróż w nieznane. Człowiek nigdy dla przykładu nie wiedział, że jest tyle rodzajów gwoździ. Gdyby nie pandemia, trwałbym w tej arogancji do dzisiaj. Idziesz i patrzysz, i oczom nie wierzysz... Gwoździe tak małe, że trudno wyobrazić sobie, czym i w co je wbić, albo zgoła tak wielkie, gargantuliczne gwoździe, rodem z jakiś misteriów filipińskiej Wielkanocy, że aż strach... (żarówki już mnie tak nie kręciły, ale mnogość pomysłów na deski sedesowe warta był docenienia). W budowlanym było nas wielu, jak na basenie. Budowlany był hymnem do miłości i potwierdzał, że cierpliwa jest (oto setki męż- czyzn cierpliwie pchało swe koszyki, bez jęku debatując z małżon- kami nad doborem koloru zasłon do kafelków). Niestety, było to zbyt piękne, żeby mogło trwać długo... Nagła wia- domość:„lockdown” . Budowlane zamknęli. Co było robić... Zostałem w domu, jak chcą tego plakaty. Włączy- łem telewizor. Kolejna relacja z otwarcia szpitala tymczasowego na lotnisku, zilustrowana kadrem z napisem„odloty” nie napawała mnie optymizmem. Nacisnąłem off na pilocie, a ekran posłusznie poszarzał i zgasł, jak mój optymizm. Wtedy doznałem olśnienia: ujrzałem rzecz oczywi- stą, sprawdzoną i opisaną historycznie! Vivat Pani Zapolska! Przede mną stał stół... Stołu mi przecież nie zamkną! Dalejże Felicjanie! Przed nami Kopiec Kościuszki! Fot. Chroma Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5