ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2022 nr 289

11 Pro Medico • maj 2022 Fot. Jacek Skorek w tym przyjaciółka Olgi – Marina. Jej samo- chód został ostrzelany 1 marca w korytarzu humanitarnym, gdy jechała do szpitala ze swoim siostrzeńcem. 82 dzieci zabitych, ponad 100 rannych, 34 ostrzelane ambu- lanse. Około 50 porodówwschronachprze- ciwlotniczych.To liczby z pierwszychdwóch tygodni działań wojennych. Mówiła o gwał- tach i rabunkachwokupowanychmiastach, strzelaniu do cywili, do dzieci. O głodzie, uciekinierach z Charkowa upchanych wpociągach jak sardynki, jadących8godzin na stojąco, bez wody. Ale też o oporze lud- ności cywilnej. I wierze w zwycięstwo. Olga znalazła pracę u naszych kolegów z zespołu w Centrum Ratownictwa Specjalistycznego Ankar w Prudniku. – Do końca życia będę wam wszystkim wdzięczna za pomoc. A kiedy wojna się skoń- czy i wrócimy do kraju – zaproszę was i poka- żęukraińskąwdzięczność i gościnność – napi- sała po kilku dniach Olga. DWAZESPOŁY Każdego dnia ten sam widok – drogi zapchane uciekającymi przed wojną kobie- tami i dziećmi. Dla naszego chirurga, Dimy – widok tym bardziej przygnębiający. Dima pochodzi zWinnicy. – To rozstanie rodzin, wielogodzinne kolej- ki na mrozie, uciekająca ludność bez ubrań idobytku,nawetbezdokumentówipieniędzy, z małymi dziećmi. Każdego dnia obserwuje- my dramaty ludzkie. W kraju panuje strach, rozpacz i krzywda – mówi Dima, do którego docierają wieści z głębi Ukrainy. – Łzy i ból, dezinformacja, coraz częstsze przypadki cwa- niactwa. Ale i ogromnamotywacja oraz chęć walki nawet prostych ludzi. I co cieszy – wielki szacunek dla osób przybywających z pomo- cą. Onas tamwiedzą i licząna pomoc! Jedziemy do jego rodzinnej Winnicy. Do Wojskowo-Medycznego Centrum Kli- nicznego Regionu Centralnego Ukrainy. Drugi zespół z „eską” zostaje na miejscu, na wypadekW. I wypadek następuje. –Dostaliśmywezwanie – ból wklatce piersio- wej odwczoraj. Z uwagi nawarunki panujące lokalnie w Ukrainie, przenieśliśmy pacjentkę do karetki, gdzie warunki mieliśmy niepo- równywalnie lepsze pod względem tech- nicznym i sprzętowym. Podstawa – pomiary parametrów, EKG... No i jest przyczyna: OZW STEMI przegrody i ściany bocznej – relacjo- nuje nam Kamil Kociołek, doświadczony ratownik z drugiego zespołu. – Podaż leków według naszych standardów, w myśl zasa- dy tu panującej – „wy działacie po swojemu, amy po swojemu”. Ponieważ tutejsze standardy różnią się bar- dzo od europejskich – poszedł europejski komplet leków. Po chwili przyjechał syste- mowy lokalny zespół ratownictwa, prze- kładka pacjentki do ich ambulansu i trans- port do Lwowa do centrumkardiologii. Takich przypadków, gdy polski zespół ratu- je życie – jest coraz więcej. I coraz więcej poważnie chorych i rannych, których prze- rzucamy do śląskich szpitali. Kiedy oni ratują, my dowozimy sprzęt do Winnicy. Nawiązujemy też, przez przy- jaciela Dimy, kontakt bezpośrednio z „boj- cami”. Kolejne transporty pójdą wprost na front. Dowódca szpitala – jak to w zwy- czaju – przygotowuje podziękowania na piśmie i prośbę o apteczki medyczne pierwszej pomocy z wyposażeniem, ple- caki medyczne taktyczne, stazy taktyczne, opatrunki okluzyjne, hemostaty, opatrunki hydrożelowe, AMBU, defibrylatory, nosze ratunkowe, podbieraki, szyny unierucha- miające próżniowe, zestawy VAC, systemy ogrzewania pacjenta, pompy infuzyjne, zestawy do kaniulacji oraz leki. W drodze powrotnej z Centralnego Szpita- la Rejonowego wWołoczyskach zabieramy poważnie ranną w wypadku samochodo- wym. Usunięta śledziona, uszkodzone ner- ki, złamana ręka, obojczyk. Tu nie ma szans na opiekę na europejskim poziomie. Szybki telefon i czeka na nią miejsce w sosnowiec- kimWSS nr 5. Przy okazji o mały włos nie dochodzi do ambarasu. Na powitanie nas wyszedł gość wyglądający na kucharza – biały strój, wysoka czapa „mistrza kuchni”. Pada roz- kaz – idź, zagadaj z nim, może jakąś zupę choć dadzą... Na szczęście w zamieszaniu z wywozem pacjentki „kucharz” gdzieś znika. Niedługo potem okazuje się, że to... ordynator tego szpitala. Jak to w starej Rosji – im wyższa czapka, tym i szarża znaczniejsza. JAKNAS POSTRZEGAJĄ? Już po kilku dniach kursowania przez gra- nicę zespół jest rozpoznawany. Ukraińcy puszczają nas czerwonym korytarzem, służby torują dla nas przejazd, formalności ograniczone do minimum. O nich też nie zapominamy. Stoją godzinami na mrozie, a apapów, tabletek nagardło, kropli donosa czymaści na odparzenia –mamymnóstwo. Rozdajemy pogranicznikom. Początkowo są w szoku. Ale wszyscy wzruszeni, cicho dziękują. I na każdym kroku – takie właśnie proste gesty. Ciche „dziękuję wam” od dziew- czyny na stacji benzynowej, wpuszczenie bez kolejki do tankowania, częstowanie kanapkami i herbatą przez mieszkańców mijanych miejscowości. Po miesiącu dzia- łań wiemy już doskonale, jak zmieniają się potrzeby i dzięki ogromnej pomocy wie- lu ludzi i instytucji możemy je realizować. Teraz chwila na zgromadzenie zamówione- go sprzętu i leków i... po świętach wracamy. Tamna nas czekają! Choć karetki mamy wypchane specjalistycznymi lekami, lokalny szpital ich nie potrzebuje. Nawet nie chcą pomocy ratowników, o lekarzach nie wspominając. Tu się leczy metodą tabletka, her- bata i do domu.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5