ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2022 nr 289
27 Pro Medico • maj 2022 Demokratyczny egotyzm Współczesnym okiem Joanna Andrzejewska radca prawny ŚIL „Na lekarzy spada trudny obowiązek – chory musi w szybkim czasie wyzdro- wieć.” Bo przecież „lekarz nowej Polski – to demokrata, a jego pacjent to czło- nek państwa demokratycznego.” Te zdania, wypowiedziane w 1945 roku przez ministra zdrowia Franciszka Litwi- na, najbardziej przykuły moją uwagę i natrętnie chodzi za mną pytanie o ich aktualność. A właściwie nie pytanie, a smutkiem podszyte stwierdzenie, że po 75 latach postulat pana ministra stał się dziś lekarską rzeczywistością. Czym jest demokracja – każdy widzi. Zwłaszcza suweren, który, mimo uta- jonej opresyjności państwa, wciąż jest utwierdzany w przekonaniu (w tym przez media), że to wola demos w każdej sytu- acji jest ważniejsza niż wszystko inne, a już na pewno niż jakieś tam racjonalne wnioskowanie, wiedza czyjaś, specjalisty na przykład z 30-letnim doświadczeniem. Demos i tak wie lepiej: co mu jest, jak to leczyć, jakie badanie zlecić, jakie lecze- nie zalecić. Bo chory musi w szybkim czasie wyzdro- wieć. Nie ma znaczenia, czy stosuje się ten chory do wskazań lekarza (bo ten „idiota” nawet nie zapytał, jakie inne leki biorę, a sąsiadka mówiła, że znajomy się dowiedział, że tych żółtych tabletek nie można brać, jak puchną nogi, więc odstawiłem, bo jeszcze gorzej będzie niż było). Nie ma też znaczenia, jak długo ten chory zwlekał z wizytą u lekarza, w tym na przykład rodzice z małym gorączku- jącym dzieckiem, które musiało koniecz- nie zjeść niedzielny obiadek u dziadków; no a wieczorem dziecka już nie dało się uratować i to wszystko z winy karetki, bo przyjechała 20 minut po zgłoszeniu. Albo próba wyjaśnienia, że jeśli dziadek ma listę chorób dłuższą niż Litania Lore- tańska, to zgon w wyniku nieoperacyjne- go rozsianego procesu nowotworowego nie był następstwem błędu diagnostycz- nego lekarza. Już nie wspomnę, że „szyb- ko”, to można co najwyżej kichnąć, choć nie zawsze bezgłośnie, to już z pewno- ścią, żeby szybko wyzdrowieć to czasem paktu z diabłem trzeba, a minimalnym warunkiem jest współpraca z lekarzem. Demokracja ostatnich dekad przekreśliła patriarchalną relację lekarz – pacjent, któ- rej podstawowym grzechem było założe- nie, że lekarz wie, a pacjent słucha (się) i wprowadziła koncepcję partnerstwa tychże uczestników zdarzenia, jakim jest proces leczniczy. Partnerstwo to, w aktu- alnej wersji, wygląda tak, że pacjent żąda efektu, a lekarz ma ten efekt zapewnić. Bo jak nie to prokurator, rzecznik, postę- powanie dyscyplinarne. Czyli mamy taki paternalizm à rebours, tylko że ładniej nazwany, demofilnie. Konkludując, przyszło Państwu Leka- rzom, działać w trudnej rzeczywiści (miej- my nadzieję, że przejściowej, bo ewolu- cja, nawet jeśli pełznie, to jednak jest). Jesteście demokratami, a jakże! Gdy przy- chodzi do Was członek państwa demo- kratycznego, nie wydziwiacie – leczycie, niezależnie, czy świeżo umyty, czy kato- lik, czy podziękował, czy tylko groził. Członek państwa demokratycznego zna dziś świetnie swoje prawa i choć nie miał czasu przyjść na kontrolę, znalazł chwi- lę, by poskarżyć się Rzecznikowi Praw Pacjenta, że w sali w szpitalu nie było węzła sanitarnego, a Konwencje i Konsty- tucje zapewniają mu prawo do godności, intymności i zadośćuczynienia. I póki co, jeszcze pewnie przez jakiś czas członek państwa demokratycznego będzie próbował przekonać sądy i pro- kuratury, że, zamiast szybko i bezboleśnie wyzdrowieć, musiał znosić męki nieprzy- prawionego szpitalnego jedzenia, a po tej pięciogodzinnej operacji (która wpraw- dzie uratowała mu życie), to go potem trochę kłuło przy głębszych wdechach i przez dwa dni załatwiał się do basenu, co było upokarzające i niehumanitarne. Wizerunek lekarza w narodzie to ogrom- ny temat i jednocześnie wyzwanie. Miej- my nadzieję, że wspólnym wysiłkiem środowiska pacjentów, medyków i bez- sprzecznie – mediów, uda się przełamać ten demokratyczny impas. dował oskarżenia o spekulację, za którą groziły kary. W czerwcu 1945 r. w Katowi- cach odbył się zjazd lekarzy powiatowych i dyrektorów szpitali z woj. śląsko-dąbrow- skiego z udziałem powołanego ministra zdrowia Franciszka Litwina. W swoim emocjonalnym przemówieniu porówny- wał Polskę do pacjenta, którego„zdrowym sercem” jest właśnie Śląsk. Na nas, lekarzy, spada specjalnie trudny obowiązek. Cho- ry musi w szybkim czasie wyzdrowieć (...) – mówił minister. – Lekarz nowej Polski – to demokrata, a jego pacjent to członek państwa demokratycznego (...). Itd., itp. – za to ani słowa o środkach na szpitale, bra- kach kadrowych, niedostatku penicyliny i wszystkiego co było potrzebne lekarzom i chorym. Warto pamiętać o wspania- łym pokoleniu lekarzy, którzy w skraj- nie trudnych warunkach, przy ogrom- nych niedoborach kadrowych, brakach środków medycznych, odbudowywali zniszczone przez wojnę struktury służby zdrowia na Śląsku. Dzięki ich determina- cji i poświęceniu, jak mitologiczny Feniks z popiołów, odrodziło się lecznictwo ratu- jąc życie i zdrowie tysięcy ludzi ocalonych z wojennej gehenny. Duża grupa tych lekarzy utraciła swoje własne małe ojczy- zny we Lwowie czy Wilnie i odbudowy- wała od podstaw osobiste życie, którego częścią stały się śląskie kliniki, oddziały czy poradnie.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5