ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2024 nr 309

Pro Medico maj 2024 15 to oddział szczególn y – mówi pielęgniarka oddziałowa, Hanna Sobiech. – Przepracowałam w zawodzie 36 lat, tutaj jestem piąty rok. Ale tylu słów podziękowa- nia, jak tu – na oddziale medycyny palia- tywnej – nie usłyszałam nigdzie. Zawsze staramy się, by pacjenci mogli być blisko z rodzinami, a nawet swoimi ukochanymi zwierzakami. Często pozwalam, żeby przy- nieść ukochanego psa czy kota. Ale był też pacjent, który hodował gołębie. Miał chyba ze sto. Opowiadał o nich cały czas. Kiedy już zbliżał się jego dzień, rodzina przyniosła w klatce jego dwa ukochane ptaki, by się pożegnał. A podczas pogrzebu te sto gołębi wypuścili. To było coś pięknego. Było mnó- stwo łez. Praca na Oddziale Medycyny Paliatywnej wymaga szczególnych predyspozycji. Ogromne pokłady empatii. Nie każdy się do tego nadaje i nie każdy wytrzymuje. Są chwile kryzysu, załamania, obserwu- jąc, jak kolejni pacjenci odchodzą. Łzy cisną się do oczu, gdy składa się wyrazy współczucia rodzinie. – Człowiek zżywa się z pacjentami, którzy na przykład pół roku leżą. Potem jest tak przykro, bo czujemy się tu jak w rodzinie, jakby ktoś bliski nam odchodził. Nie powin- no się do tego przyzwyczajać. Pamiętam młodą pielęgniarkę, która chciała u nas pracować. Nigdy nie była na oddziale paliatywnym. Wytrzymała trzy miesiące i powiedziała dosyć. Bo każdy zgon głębo- ko przeżywała. Mówiła, że ją to wykończy. Musiała zrezygnować. Nie wszyscy psy- chicznie wytrzymują obciążenie – mówi Hanna Sobiech. Tu nie ma mowy o „odklejeniu się” i trak- towaniu pacjenta jak ciało. – Pracując w różnych strukturach ochrony zdrowia w życiu nie miałam tyle satysfak- cji z pracy, co na tym oddziale. Satysfakcję czerpie się z uśmiechu na twarzy pacjen- ta, błogości, podziękowania za opiekę od rodzin. Pracujące tu pielęgniarki są spe- cyficzne. To są dziewczyny wybrane. Może to głupio brzmi, ale w naturalnej selekcji. Każdy z nas widzi, co wybiera i każdy też ma możliwość wycofania się z tego. Te które zostają, to anioły. Bardzo mnie to pobudza pozytywnie dopracy – podkreśla ordynator Izabela Iwanek. – Bliscy też wiedzą, w jakim cierpieniu pacjent mógłby odchodzić, dla- tego robimy wszystko, żeby to odejście było godne i bezbolesne. Najmłodsza pielęgniarka na Oddziale Medycyny Paliatywnej Szpitala Miejskie- go w Rudzie Śląskiej ma 43 lata. O perso- nel średni jest coraz trudniej. Młodzi wolą OIOM, chirurgię, internę. – W ciągu czterech lat szkoły pielęgniarskie ukończyło 22 tysiące osób, a w tym samym czasie osiągnęło wiek emerytalny 64 tysią- ce pielęgniarek i pielęgniarzy, to mamy porównanie. Mam teraz cztery pielęgniarki na kontrakcie, które ogarniają dyżury. Jed- na jest w okresie emerytalnym, ale została. Dwie zostały na pół etatu, też emerytki. Dwie odeszły, nie dostałam nikogo na ich miejsce. Na szczęście te cztery są na kon- traktach, więc jakoś dopinamy grafik. Ale przydałoby się więcej personelu. Dobrze, że są jeszcze młodzi opiekunowie i poma- gają pielęgniarkom. Gros z nich też studiuje pielęgniarstwo, więc w przyszłości może zasilą szeregi naszego szpitala – dodaje Hanna Sobiech. Cztery pielęgniarki i cały czas „komplet” dwudziestu pacjentów. Zastrzyki, kro- plówki, opatrunki. I tak przez cały dyżur. I jeszcze trzeba znaleźć czas na uśmiech, rozmowę, potrzymanie za rękę, na prosty gest, który tak wiele znaczy. Człowiek się zżyje z pacjentami, którzy na przykład pół roku leżą. Potem jest tak przykro, bo czujemy się tu jak w rodzinie, jakby ktoś bliski nam odchodził. Nie można się przyzwyczaić. Pamiętam młodą pielę- gniarkę, która chciała u nas pracować. Nigdy nie była na oddziale paliatywnym. Wytrzymała trzy miesiące i powiedziała dosyć. Fot. Jacek Skorek

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5