ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach maj 2024 nr 309
Pro Medico maj 2024 7 Rozmowa z dr. hab. Zbigniewem Nawratem, profesorem Instytutu Protez Serca, Zakładu Biofizyki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, prezydentem Międzyna- rodowego Stowarzyszenia na rzecz Robotyki Medycznej i współtwórcą pierwsze- go polskiego robota medycznego o nazwie Robin Heart. Już w 2010 roku zrobiliśmy pierwszy eksperyment modelowy teleoperacji, za pomocą konsoli Robin Heart Shell, pomiędzy Zabrzem i Katowicami. Przez następne lata powstawały kolejne roboty z serii Robin Heart. Nie udało nam się jednak wdrożyć w szpitalach ani jednego naszego modelu. Zaczęły się typowo polskie kłopoty. Robin Heart nadal nie operuje! – …który, powiedzmy szczerze, od24 lat nie wyszedł poza pracownię wynalaz- cy. Dlaczego polski robot nie pracuje w salach operacyjnych, tylko wciąż jest prototypem? – Wszystko zaczęło się oczywiście od profesora Zbigniewa Religi. Pierw- szym naszym zadaniem było skonstru- owanie polskiego sztucznego serca, ponieważ po transplantacji serca, jaką wykonał profesor Religa do jego kliniki ustawiła się kolejka czekających na moż- liwość wstawienia im drugiego serca. Na czas oczekiwania, a potem i lecze- nia, zbudowaliśmy w 1993 roku komo- ry wspomagania serca, które są do dziś stosowane. To były pierwsze elementy robotyki. Potem do Katowic przyjechał z Lipska Friedrich Mohr, który zrobił dru- gą operację na świecie za pomocą robota da Vinci. Spytałem wtedy profesora Reli- gę, czy robimy takiego robota? Profesor zapytał tylko – „kiedy będę mógł nim operować?” Tak powstał nasz robot chi- rurgiczny Robin Heart, który miał dawać możliwości kardiochirurgom operowania serca (najlepiej bijącego) w sposób mini- -inwazyjny (podobnie jak inni chirurdzy, którzy operują inne narządy). Jak duże to było wyzwanie to wiemy dzisiaj – ope- racje serca telemanipulatorami są sto- sunkowo rzadkie i ciągle bez przełomu, czyli wykazania bezwzględnej wyższości tej metody. – Dlaczego Robin Heart wciąż nie ope- ruje jak inne roboty, np. da Vinci? – Bo to jest Polska właśnie. Zrobiliśmy sztuczne serce w dwa lata i do głowy mi nie przyszło, że jak stworzymy pol- skiego robota chirurgicznego, nie będzie mógł być wdrożony klinicznie. – To powiedzmy wprost, co się stało? – Początek był nawet całkiem fajny. KBN udało się przekonać, że potrafimy zrobić robota chirurgicznego i dostaliśmy ponad 900 tys zł. W trzy lata tak zorganizowałem naszą działalność, zatrudniając znakomi- tych inżynierów i profesorów z kilku uczel- ni, że stworzyliśmy pierwszy projekt Robin Hearta. Mieliśmy prototyp o siedmiu stop- niach swobody i funkcjonalności, która była zbliżona do parametrów robota da Vinci, który wtedy raczkował na rynku. W chwili, kiedy w Cambridge Surgical pokazywano drewniany model Versiusa, my kończyliśmy pierwsze eksperymenty na zwierzętach z największym pewnie robotem chirurgicz- nym wtedy na świecie, modelem Robin Heart mc2. Już w 2010 roku zrobiliśmy pierwszy eksperyment modelowy teleope- racji, za pomocą konsoli Robin Heart Shell, pomiędzy Zabrzem i Katowicami. Przez następne lata powstawały kolejne roboty z serii RobinHeart. Nieudałonamsię jednak wdrożyć w szpitalach ani jednego naszego modelu. Zaczęły się typowo polskie kłopoty. Wpro- wadzono np. przepisy mówiące o tym, że starając się o środki na wsparcie nasze- go innowacyjnego projektu musimy mieć przedsiębiorstwo, które je wdroży. To ozna- cza, żebyotrzymać 10mlnzł zNCBiRmusie- liśmymieć kogoś, ktowyłoży 2 lub3miliony i weźmie odpowiedzialność za wdrożenie tego projektu. A że w Polsce nikt nie robi robotów chirurgicznych, to ta blokada jest do dzisiaj skuteczna. – Pukał pan do zamkniętych drzwi i nic? – Zaczęliśmy z Famedem w Żywcu, świetnym europejskim producentem sprzętu medycznego. Nawiązaliśmy z nim współpracę, ale w 2009 roku, gdy przeprowadziliśmy z sukcesem opera- cje na świniach, zadzwoniłem do nich z informacją, że jesteśmy gotowi i może- my zacząć wdrażać robota telewizyj- nego, to okazało się, że Famed upadł (na opcjach walutowych – czyli znowu Polska właśnie). – A zagraniczni partnerzy? – To inny świat. Chcieliśmy rozwijać pol- ską myśl techniczną na skalę co najmniej europejską. Mieliśmy na to niezłe szan- se, bo zbudowaliśmy polskiego robota szybciej niż konkurencja i to w trudnych warunkach, przy niewspółmiernie mniej- szych środkach. Tylko, gdy inni na świecie tworzyli nowe technologie, my staliśmy w miejscu z powodu wprowadzenia przepisów katastrofalnych dla wszyst- kich projektów innowacyjnych w Polsce. Oczywiście w krajach kapitalistycznych powinien być kapitał i inwestorzy. Nasi inwestorzy chcą jednak błyskawicznie zarobić pieniądze. Wydać 100 tys. i szyb- ko zarobić milion. Jak im mówiłem, że potrzebujemy kilka milionów po to,
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5