ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2020 nr 267

7 Pro Medico • marzec 2020 galiśmy do źródeł sprawdzonych. Szuka- liśmy opisów trzech pierwszych przypad- ków zachorowań i opisów ich przebiegu, a potem śledziliśmy meldunki epidemiolo- giczne oraz zalecenia – ale nie te podawa- ne przez media i prasę, tylko publikowane przez Światową Organizację Zdrowia, Ame- rykańskie i Europejskie Centra Zapobiega- nia Chorobom Zakaźnym. To są wiarygod- ne źródła wiedzy dla lekarzy. – Nasi politycy w oficjalnych mediach uspokajali twierdząc, że jesteśmy przy- gotowani na epidemię i chiński wirus nie jest dla nas tak groźny. Ale czy fak- tycznie?Naczelna Izba Lekarska zwróciła przy okazji uwagę, że mamy tylko dzie- sięć oddziałów zakaźnych i ponad 900 lekarzy tej specjalizacji. To nie brzmiało zbyt optymistycznie… – Ale dobrze, że w ogóle ten pion chorób zakaźnych jest w Polsce. W Europie przy- jęto inny model organizacji i w wielu kra- jach nie funkcjonują wydzielone oddziały chorób zakaźnych. U nas pewnie przy- dałaby się lepsza infrastruktura, choć po ostatniej epidemii „świńskiej grypy” dużo w tej sprawie zrobiono. Dlatego fak- tycznie możemy powiedzieć, że jako leka- rze chorób zakaźnych jesteśmy przygo- towani do przyjęcia chorych z wirusem, choć trudno przewidywać, jak naprawdę epidemia się rozwinie. – Zwłaszcza, że lekarzy zajmujących się chorobami zakaźnymi nie jest w Polsce imponująco dużo. – To fakt. Nasza specjalizacja nie jest zbyt popularna, bo nie wiąże się z szybko rosnącymi możliwościami zarobkowymi. Za to przyciąga pasjonatów, bo jest cie- kawa. Działamy trochę jak Sherlock Hol- mes, bo poszukujemy przyczyn chorób tam, gdzie inni sobie z tym nie poradzili i często dotykamy tajemnic medycyny. – Czy kiedykolwiek zdarzyło się, że le- -karz powiedział Panu, że się boi zara- żenia? – Ależ my się boimy cały czas. Wszyscy. Dzięki temu jesteśmy uważni, a ten strach wymusza pewne zachowania i jest nam potrzebny. – Ale przecież lekarz nie może być spa- raliżowany strachem i bać się podejść do pacjenta. A o takich przypadkach donoszono dziesięć lat temu, podczas epidemii świńskiej grypy. – Gdy mamy sytuację kryzysową lub pod- wyższonego ryzyka w związku z epide- mią lub pojawieniem się nowego wirusa czy bakterii, to siadamy i dyskutujemy. Pytam, kto czuje się na siłach i jest chętny do podjęcia się opieki nad tym pacjen- tem. Nie ma powodu, żeby wszyscy się nim zajmowali. Stosujemy zasadę per- sonelu dedykowanego. Lekarz, może dwie pielęgniarki, i zwykle to wystarczy. Pamiętam takie sytuacje, ale nigdy nie było tak, żeby nie zgłosił się chętny lekarz, albo odmówił dobrowolnie wybrany spo- śród tych, którzy najmniej ryzykują. Nigdy więc pacjent nie pozostał u nas bez opie- ki, bo personel bał się zarazić lub obawiał, że sobie z tym lękiem nie poradzi. – Czy to prawda, że żadna szczepionka nie uodparnia lekarza tak, jak codzien- ny kontakt z chorymi? Ponoć dlatego organizm lekarza jest zawsze bardziej odporny niż innych ludzi. – To prawda. Gdy byłem w Niemczech na stypendium, badaliśmy m.in. odporność immunologiczną lekarzy i dziś wiem, że tak samo jak umysł, ciało również i układodpor- nościowy możemy trenować i przez to stać się bardziej odpornymi. Oczywiście pod warunkiem, że nie chorujemy na chorobę obniżającą odporność. – Może nie ma co ukrywać przed stu- dentami medycyny, że w zawód leka- rza wpisane jest ryzyko zarażenia i choroby. – Tylko czy podejmując studia medycz- ne, ktoś o tym myśli? Czy tak głęboko zadaje sobie pytanie, dlaczego chcę być lekarzem? Myślę, że nie. Natomiast pod- czas studiów moim studentom o tym mówię wprost i wiele razy. Dlatego, wzorem lekarzy zajmujących się choro- bami zakaźnymi, wszystkich namawiam do szczepień. Nie wyobrażam sobie, żeby lekarze kwestionowali taką potrzebę. My robimy to chętnie i często, widząc, że faktycznie to nasza tarcza przed choro- bami, zarówno takimi powszechnymi, ale groźnymi, jak grypa, aż po takie, których dawno już w Polsce nie ma, ale przecież zawsze mogą wrócić. – Dlaczego, mimo postępu medycy- ny światowej, wciąż pojawiają się nowe wirusy? Czy będzie kiedyś tak, że znaj- dziemy uniwersalny na nie lek, a nie będziemy tylko czekać aż się wyklują kolejne? – Obawiam się, że tak nigdy nie będzie, a epidemie grozić nambędą zawsze. Sprzy- ja temu wiele czynników, takich jak zbyt liczne miasta, zmiany klimatyczne powo- dujące, że w cieple lepiej rozwijają się tak zwane wektory wirusa, czyli kleszcze, sta- wonogi, komary, muchy, a także postępu- jące zatrucie środowiska. Nasz układ odde- chowy, mający być pierwszą bramą obron- ną, często okazuje się niesprawny właśnie z powodu smogu lub innych trujących substancji w powietrzu. To wszystko zatem – i łatwość przemieszczania się – powoduje, że jesteśmy skazani na epidemie, a nawet pandemie. Proszę zobaczyć, że koronawi- rus z Chin potrzebował ledwie kilku tygo- dni, żeby pojawić się w 25 krajach i trudno to zatrzymać. – To może tabliczki z zakazami odwie- dzin na oddziałach szpitalnych nie wiszą tak nawszelki wypadek? – Myślę, że powieszenie takich informacji na drzwiach szpitali, to połączenie lęku z pragmatyzmem. Dopóki nie jesteśmy pewni, że pacjent nie jest nosicielem, woli- my nikogo nie narażać na zakażenie. Naj- bardziej obawiamy się przecież rozprze- strzeniania zakażenia. Ja wolę, żeby przy- słano nam pięćdziesięciu pacjentów niepo- trzebnie, niż żeby przeoczono tego jednego zakażonego. Niech więc te tabliczki z zaka- zami odwiedzin wiszą, gdy pojawia się taka potrzeba. To zresztą międzynarodowy stan- dard. Takie nasze„dmuchanie na zimne”. Według chińskich danych, do połowy lutego koronawirusem zaraziło się ponad 1700 lekarzy i innych pracowników służby zdrowia. Przyczyną tego była niewystarczająca liczba ubrań i masek ochronnych. Objawy choroby, którą nazwano COVID-19, to: gorączka, trud- ności w oddychaniu, a także nacieki w płucach. Tajemniczy wirus powoduje zapalenie płuc. Z zebranych do tej pory infor- macji wynika, że wywołana nim choroba przebiega podobnie, jak ciężki przypadek grypy. Dr n. med. Jerzy Jaroszewicz Fot. Dominik Wójcik

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5