ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2022 nr 287
15 Pro Medico • marzec 2022 minimum czterech – pięciu porad lekar- skich„na żywo”, w poradni. Znajomi lekarze rodzinni są bardzo zajęci i bywają prze- męczeni. Postanowiłam jednak nawiązać z nimi choć telefoniczne kontakty, aby się wzajemnie wesprzeć i zasięgnąć ich zda- nia w nowej kwestii dotyczącej medycyny rodzinnej. Moja koleżanka pracująca w dużym ośrod- ku POZ na południu Katowic zwraca uwa- gę, że obecnie około 70% lekarzy rodzin- nych to również osoby wwieku 60+!Wizyta domowa wymaga przebierania się w far- tuch barierowy (gdzie się przebrać?), zmia- ny odzieży ochronnej, wychodzenia na zim- ne powietrze, jeżdżenia karetką od chorego do chorego. O ciężkie przeziębienie lekarza nietrudno. Lekarka z ich przychodni, która w tym tygodniu była na wizytach domo- wych u seniorówCovid (+), stwierdziła, że te wezwania były całkowicie nieuzasadnio- ne. Mając objawy lekkiego przeziębienia, chorzy powoływali się w telefonicznych wezwaniach na resort zdrowia: „Dobrze się czuję, ale skoro panminister tak powiedział, to niech lekarz przyjdzie do domu.” Przera- żające, że tak todziała. Czymoglibyśmy jako grupa zawodowa wystosować wspólny protest doministra na piśmie, aby zaniechał podobnego narzucania niebezpiecznych i bezcelowych procedur lekarzom rodzin- nym? – zastanawiamy się razem. Inna koleżanka ze studiów, oblegana codziennie przez pacjentów, jako lekarz rodzinny, nie ukrywa, że była wściekła, kie- dy usłyszała zalecenia ministra. Wszyscy się chronią, pracują online, a my mamy jesz- cze iść do chorych w izolacji i świadomie się zarażać? Gdzie się przebierać w strój ochronny: na klatce schodowej, czy na osie- dlowym śmietniku? Czy jest dodatek covi- dowy od resortu za taką zakaźną poradę wnadgodzinach? – pyta gorzko. Jej północ- no-wschodnia dzielnica nie należy do naj- bezpieczniejszych w Katowicach, a mini- ster wyobraża sobie, że po zmroku lekarze rodzinni rusząw teren!Wreszciewszyscy się pozarażamy i nawet w poradni nie będzie miał kto przyjmować. Przecież chorzy 60+ mają pulsoksymetry, ciśnieniomierze. Więk- szość z nich jest sprawna. Jeśli jest dusz- ność czy spada saturacja, to czas na wyjazd do szpitala, a nie na wizytę lekarza rodzin- nego. Nigdzie tak nie jest, żeby dobrze pra- cujących lekarzy rodzinnych nie szanować, tylko wymyślać imwciąż nowe kłopoty. Kolejna moja przyjaciółka, lekarz rodzinny w południowo-wschodniej dzielnicy Kato- wic uważa, że dziennikarze niepotrzebnie robią taką aferę wokół zaleceń ministra. Zapewnia, że dotąd również chodziła na wizyty domowe do obłożnie chorych, bez względu na ich status covidowy. W jej poradni POZ jest zresztą obecnie bardzo mało (ok. 1%) świeżych przypadków Covid wśród seniorów. Zresztą stan chorych naj- częściej pogarsza się pod koniec pierw- szego tygodnia od zakażenia, a nie w cią- gu pierwszych 48 godzin! Ta ostatnia fala zachorowań, w ich placówce, dotyczy głów- nie dzieci i młodzieży oraz ich opiekunów. Wirus wydaje się być bardzo zakaźny, ale choroba przebiega u większości pacjentów dość łagodnie. Koleżanka ze studiów, praktykująca jako lekarz rodzinny w Warszawie, uważa, że zalecanieprzezministrawizyt planowych u chorychCovid (+) na izolacji domowej jest bezsensowne i szkodliwe w obecnym sta- nie służby zdrowia. Będzie to tylko genero- wać roszczenia i zapełniać niezaszczepiony- mi osobami Covid (+) i tak już przepełnione listy pacjentów poradni POZ. Trudno sobie też wyobrazić bieganie lekarzy rodzinnych po osiedlach w strojach ochronnych. Trze- ba kierować się rozumem i wskazaniami medycznymi do wizyty domowej, do wizy- tywporadni, a nawet teleporady.Współpra- cujący z przychodnią wWarszawie seniorzy Covid (+) mają pulsoksymetry, wspierającą rodzinę albo ogólnie dobrze sobie radzą. Nie są zatem obecnie zagrożeni w takim stopniu, aby lekarze mieli honorować podobne rozporządzenia odgórne. Coraz częściej mam wrażenie że medycy- na rodzinna, skromna, ale ważna i wszech- stronna specjalność, w pierwszej linii nara- żona na infekcje i trudności w zarządzaniu, nie jest doceniana przez resort zdrowia. Nie jest traktowana jak dyscyplina medyczna, która ma swoje wskazania i przeciwwska- zania do określonych działań, lecz jak worek bez dna, do którego można bezustannie pakować nowe zadania. Gdzie zaufanie do lekarzy rodzinnych, do ich dobrej woli, doświadczenia i zdrowego rozsądku? Leka- rze rodzinni to często osoby 60+, większość ma rodziny, niektórzy chorych rodziców, inni wychowują dzieci w różnym wieku. Obyśmy nie byli traktowani przez zarzą- dzających służbą zdrowia jak ta mrówka z zabawnego wiersza Jana Brzechwy: (...) Mucha do mrówki powiada: „Jest to oka- zja nie lada. Stół trzeba odwieźć do szkoły. Ty lubisz takie mozoły”. Mrówka nie mówiąc nikomu ani słówka, chociaż nie była zbyt rosła, wzięła stół i do szkoły zaniosła. Chorzy powoływali się w telefonicznych wezwa- niach na resort zdrowia: „Dobrze się czuję, ale skoro pan minister tak powiedział, to niech lekarz przyjdzie do domu.” Przerażające, że tak to działa. Czy moglibyśmy, jako grupa zawodo- wa, wystosować wspólny protest do ministra na piśmie, aby zaniechał podobnego narzucania niebezpiecznych i bezcelowych procedur leka- rzom rodzinnym? Fot. Chroma Stock
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5