ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2022 nr 287

5 Pro Medico • marzec 2022 prawnie dopuszczony, a koledzy wyrażą taką wolę, to będziemy go kontynuować w takiej formie. Ja jednak zawsze będę wolał spotkanie bezpośrednie z aktywną salą. Po prostu mam wtedy lepszy i bar- dziej efektywny kontakt ze słuchaczami. Ale dostosuję się do potrzeb. Może pan- demia nauczyła nas też czegoś dobre- go – sztuki korzystania z nowoczesnych form łączności celem przekazu wiedzy medycznej. – Będąc prezesem nie przestał pan pracować na oddziale jako ordyna- tor, ginekolog położnik. Czy udało się wykorzystać to praktyczne doświad- czenie w pracy w samorządzie? – Bycie czynnym zabiegowcem daje dobre predyspozycje do tego, żeby sku- tecznie pełnić funkcje w różnych gre- miach społecznych, samorządowych, a nawet politycznych. My nauczeni jeste- śmy codziennej zespołowej pracy i szyb- kiego podejmowania decyzji, delegowa- nia uprawnień i odpowiedzialności. Nie musimy się tego dopiero uczyć. W pracy społecznej też jesteśmy tacy sami. Nie wyobrażam sobie, żebym kierował lekar- skim samorządem zza biurka. Aktualne wyzwania, takie jak generalny remont czynnego obiektu, jest fantastycznym sprawdzianem tych predyspozycji. – Wiadomo, że samorząd lekarski to nie gra indywidualna. Wśród pra- cowników Śląskiej Izby Lekarskiej zespołowy duch w ciągu ostatnich czterech lat faktycznie się odrodził. Jaki ma pan pomysł na doskonalenie takiego poczucia i chęci pracy zespo- łowej także pośród lekarzy i lekarzy dentystów? – Silny samorząd jest wtedy, gdy jego członkowie, nawet poważnie się różniąc, potrafią wypracować jeden kierunek działania i go realizować. Wtedy buduje- my swą siłę. Nie wierzę w ludzi nieomyl- nych i potrafiących widzieć tylko jeden słuszny kierunek. Samodzielnie niewie- le da się zrobić. Zawsze potrzebny jest zespół. Mnie bardzo zależało, żeby pra- cownicy Izby wiedzieli, z kim pracują, żeby byli otwarci, pomocni. Dziś mogę powiedzieć, że nie ma pracownika, który nie byłby zaangażowany w jakiś projekt albo w działalność którejś z komisji mery- torycznej. To zrodziło wśród pracowni- ków wiele inicjatyw, aktywności, pomy- słów, którymi zarazili lekarzy, tworząc do ich realizacji jeden zespół. Tak powstały np. znane w całym kraju nasze akcje edu- kacyjne, prozdrowotne związane z SORa- mi (SOR (ry) tu ratuje się życie), kampania promocyjna szczepień (nagrodzony film, spoty ze znanymi aktorami, dziennikarza- mi) czy kalendarze rekomendujące bada- nia profilaktyczne kobiet i mężczyzn. W samorządzie lekarskim nie można pokazy- wać słabości. Zwłaszcza, że wiem, iż samorząd i naszagrupa zawodowamawkrajuwieluprze- ciwników. Tym bardziej zatem musimy jedno- czyć wszystkich lekarzy, żeby nasz samorząd zawodowy był po 30 latach, jeszcze silniejszy i liczył się w opinii publicznej. – Miał pan odwagę upomnieć się i wyegzekwować płacenie składek od tych członków Izby, którzy czasem latami zalegali z tymi obowiązkowymi opłatami. To były niepopularne decy- zje, ale faktycznie niezbędne? – To był zawsze temat drażliwy, dla świę- tego spokoju przez lata zamiatany pod dywan. Prawo jednak jest w tym zakresie jednoznaczne – uchylanie się od obo- wiązku składkowego to przewinienie zawodowe. Tak orzekł Sąd Najwyższy. Uważam nadto, że bojkotowanie przez część kolegów obowiązku składkowego, jest niekoleżeńskie wobec tych lekarzy, którzy sumiennie płacą przez całe swoje życie i to w ich imieniu upomnieliśmy się o te pieniądze. Dzięki temu uzyskaliśmy zaległą kwotę 4 milionów złotych, które mogliśmy przeznaczyć choćby na remont naszej siedziby. Znaczna część tych środ- ków została przeznaczona na gratyfikacje dla jubilatów, którzy ukończyli 80. rok życia. Ja wiem, że nie wszystkim może się to spodobało, bo jeśli przez całe życie ktoś nie płacił składek, to przed emerytu- rą jego zaległości wyniosły nawet ponad 8 tys. złotych i teraz trzeba je zapłacić. Nie żałuję, że podjęliśmy się odzyskiwania tych pieniędzy, bo nie chodzi o popular- ność moją czy kogokolwiek, ale o zwykłą przyzwoitość. – Czy praca na oddziale, potem popo- łudniami i wieczorami w Izbie, nie pozbawiła pana tego, co tak ważne było dla pana wcześniej – by zacho- wać swoje hobby, mieć czas na książki, podróże, przyrodę i inne zaintereso- wania? Podobno historia medycyny jest największą pana pasją? – I dzięki niej mogę przyczyniać się do wzbogacania powstałego właśnie u nas muzeum historii medycyny i farma- cji o nowe artefakty. Ale co tu kryć, praca lekarza i jeszcze działalność w samorzą- dzie nie pozwala mi na posiadanie zbyt wiele czasu wolnego. W samorządzie nie liczymy godzin pracy i też poświęcamy mu mnóstwo czasu, emocji, pomysłów. To praca dla pasjonatów, dla tych, któ- rzy chcą działać na rzecz innych. Nie da się tego robić na pół gwizdka i trzeba się temu w całości poświęcić. – Ludzie – jakpan – o lwowskichkorze- niach, znani są z tego, że nie łatwo się poddają. Skorzystał pan z tej cechy stojąc na czele samorządu śląskiego w tak trudnym czasie? – Faktycznie, o kresowiakach mówi się, że to ludzie uparci i nie boją się wyzwań, i że mają w sobie cechy pozwalające otworzyć się im na innych. To by tłu- maczyło, że od kiedy żyję świadomie, zawsze byłem wśród tych, który działają społecznie. Już w szkole średniej byłem przewodniczącym uczniowskiego samo- rządu, a potem w pracy zawodowej też interesy i sprawy innych zawsze przed- kładałem nad swoje. Może rzeczywiście to ma się w genach? – Czego nauczyły pana te cztery lata sprawowania funkcji prezesa Okręgo- wej Rady Lekarskiej? – Że trzeba mieć marzenia i plany dalekosiężne i, choć trochę zweryfiku- je je życie, to i tak warto marzyć i dążyć do wyznaczanych sobie celów. Bez tego życie jest po prostu puste. Na pewno przez ostatnie cztery lata nauczyłem się powściągliwości, dystansu do pew- nych rzeczy i uporu. Gdy ma się cel jasny i wytyczony, to, mimo perturbacji, trzeba i warto do niego zmierzać, bo w samo- rządzie lekarskim nie można pokazywać słabości. Zwłaszcza, że wiem, iż samo- rząd i nasza grupa zawodowa ma w kraju wielu przeciwników. Tym bardziej zatem musimy jednoczyć wszystkich leka- rzy, żeby nasz samorząd zawodowy był po 30 latach jeszcze silniejszy i liczył się w opinii publicznej, a jego głos miał duży wpływ na istotne działania dotyczące naszego środowiska. Rozmawiał Piotr Biernat

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5