ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2023 nr 297
22 Pro Medico marzec 2023 rej zabrzańskiej klinice była bardzo dobra atmosfera, ci, którzy zostali, tworzyli fanta- styczny zespół. Ale wtedy moja żona, która jest człowiekiem bardzo mądrym, przeko- nała mnie, że to byłoby z mojej strony bar- dzo nierozsądne, gdybym tej propozycji nie przyjął i tak 1 grudnia 1995 roku poja- wiłem się w Katowicach. A trzeba przyznać, że narozrabiałem tu mocno. Na początek wymieniłem ok. 60% personelu. Oczywi- ście nikt nie trafił na bruk, ale ja miałem swoje cele – rozwój kardiologii interwen- cyjnej, która tu była w powijakach. Dlatego przywiozłem ze sobą dwóch kardiologów interwencyjnych: Andrzeja Ochałę i Pawła Buszmana oraz panią dr Wycisk, która się zajmowała echokardiografią. Tak zacząłem budować zespół, który wszedł na zupełnie inną orbitę niż poprzedni. – Przejęcie Katedry w Katowicach zbiegło się w czasie z objęciem przez pana funkcji prezesa Polskiego Towarzystwa Kardiolo- gicznego. A z kolei w1998 roku został pan członkiem Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. W dowód uznania dla pańskichosiągnięć, wybranopóźniej pana prezydentemESC. Jakwspominapan tam- to doświadczenie? No i jak się zostaje pre- zydentem? – To jest dziwna sprawa. Byłem już dwie kadencje w zarządzie Europejskiego Towa- rzystwa Kardiologicznego, byłem jego sekretarzem, skarbnikiem. I wtedy zostałem zaproponowany na prezesa elekta, co jest zasługą prof. Ralsa Rydena, ze Szwecji, któ- ry był jednym z poprzednich prezydentów. W 2004 wygrałem wybory z prof. Santinim zWłoch, co nie było łatwe, biorąc pod uwa- gę pozycję Włoch w ESC. A niewiele brako- wało, by do tego nie doszło, bo z powodów zdrowotnych byłem gotów wycofać swą kandydaturę. Na szczęście (jak się później okazało) było na to za późno, bo wybór już został dokonany. Dla mnie to były fan- tastyczne dwa lata. Kiedy mnie pytano, jak dzielę swój czas, odpowiadałem wtedy, że 120% poświęcam na pracę w ESC, a całą resztę na rodzinę i pracę namiejscu. – Panie Profesorze, niektóre działy medycynywiążą swą przyszłość z rozwo- jembadań nad komórkami macierzysty- mi. Wiem, że pan i prof. Wojakowski też prowadzili takie badania. Czy to przy- szłość także kardiologii? – Być może, ale, póki co, badania nie przy- niosły szczególnie interesujących efektów. Za to w tej chwili jest nowy kierunek, a mia- nowicie ksenotransplantacja. To jest jeszcze w powijakach, mimo że te eksperymenty trwają od 1963 roku. W styczniu tego roku doszło do pierwszej takiej ksenotransplan- tacji w Stanach. Pacjentowi (za zgodą jego, rodziny, a także wszystkich organizacji regulacyjnych) wszczepiono zmodyfiko- wane genetycznie serce świni. Przeżył mie- siąc. To długo, choć oczekiwano, że będzie żyć znacznie dłużej. Ale myślę, że to będzie kontynuowane aż w końcu zostanie opra- cowana metoda, by serce przedstawiciela innego gatunku mogło pracować w ciele człowieka. – Prof. Moll powtarzał, że lekarz decy- duje się na kontrowersyjny zabieg tylko wtedy, gdy pacjent nie ma już żadnej innej szansy, by przeżyć. Czy tą zasadą kierują się i dziś członkowie komisji bio- etycznych, wydających zgodę na eks- peryment medyczny? Pytam, bo wiem, że pan profesor był członkiem Komisji do StandardówPostępowania Kliniczne- go, jest pan członkiemKomisji Etyki ESC. – To jest zawsze kontrowersyjne. Myślę, że osoby, które poddają się takim ekspe- rymentom, są prawdziwymi bohaterami. Wszystkie komisje etyczne podchodzą do każdej sprawy w sposób bardzo racjo- nalny. W przypadku ksenotransplantacji zgody udziela się wtedy, gdy pacjent nie ma szansy na dalsze życie, a o tę szansę on i jego rodzina proszą. – A czy coraz popularniejsze nowin- ki technologiczne, roboty operacyjne, to ta najbliższa przyszłość kardiologii? – To przede wszystkim moda. W Sta- nach np. jest realizowany program, który ma doprowadzić do tego, by pacjent był operowanyprzez robotaprzy użyciu sztucz- nej inteligencji. Ale ja nie chciałbym być operowany przez takąmaszynę. – Myślę, że nikt nie chciałby, bo liczy się głos lekarza, któremu się ufa, ważny jest dotyk, spojrzeniewoczy. – No właśnie, najistotniejszy jest ten ludzki pierwiastek. O tym nie wolno nam zapo- mnieć, zwłaszcza że żadnego państwa nigdy nie będzie stać na całkowite zro- botyzowanie systemu opieki zdrowotnej, po drugie – roboty nie łagodzą cierpienia ani pacjenta, ani jego rodziny, no i po trze- cie – medycyna nigdy nie uczyni nikogo nieśmiertelnym. – Mówimy o sytuacji pacjenta, ale prze- cież zawód lekarza, konieczność podej- mowania nieraz trudnych decyzji, obco- waniezbólem, cierpieniem, śmierciąbar- dzo obciąża, generuje potworny stres. Jak sobie z nimradzić?Wiem, że pan pro- fesor kochamuzykę.Topomaga? – Ja kiedyś nawet pracowałem przy muzy- ce. Jestemmuzykomanemoddziecka, choć trochę przez przypadek. W mieszkaniu moich rodziców sublokatorką była pani prof. Markiewiczówna – profesor fortepia- nu Akademii Muzycznej w Katowicach. Bardzo często pracowała ze swoimi studen- tami w mieszkaniu, dlatego muzyka była wszechobecna. Poza tym już jako dziecko chodziłem wraz z moim ojcem do opery i do dziś znam na pamięć arie najpopular- niejszych oper. – Muzyka to jedna ze sztuk, a profe- sora interesują związki między sztuką amedycyną. – Tak. Mam nawet wykład na ten temat. Zresztą wygłosiłem go na specjalnym spotkaniu, na którym dziękowałem moim współpracownikom za lata niezwykłej pracy. Teraz żegnałem się ze szpitalem, bo III Katedrą od pewnego czasu kieruje już prof. W. Wojakowski, którego uważam za jednego z najwybitniejszych kardiolo- gów (i to nie tylko w Polsce). Jest on bardzo uzdolniony i szalenie pracowity. Właściwie jedyne, co mogę mu zarzucić, to to, że się nie oszczędza. Ale ja też taki kiedyś byłem. – Pan wciąż taki jest, choć już w 2017 roku powiedział pan: „Moim celem jest stopniowe dochodzenie do mentalności emeryta, co mi się nawet dobrze udaje”. Uważam to za rodzaj żartu, bo przecież całkiem niedawno to właśnie z pana ini- cjatywy doszło do wizyty w Katowicach pracowników uniwersytetów w Samar- kandzie. – Ja do swojego przechodzenia na emery- turę podchodzę metodycznie, zaplanowa- łem etapową rezygnację z poszczególnych form swojej aktywności lekarskiej, bo uwa- żam, że w medycynie (tak jak wszędzie) potrzeba świeżej krwi. Przez moje 50 lat pracy kardiologia tak bardzo się rozwinęła, że dziś to już jest zupełnie inna dziedzina medycyny. Duża w tym zasługa upartych geniuszy, którzymieli w sobie odrobinę sza- leństwa. Prof. Michał Tendera w 2016 r. znalazł się wśródtrzechtys. najbardziejwpływowych naukowców świata. Jako pierwszy na Ślą- sku wykonał poszerzenie naczyń wieńco- wych i założył pacjentowi stent. Najistotniejszy jest ludzki pierwiastek. O tymniewol- no nam zapomnieć, zwłaszcza że żadnego państwa nigdy nie będzie stać na całkowite zrobotyzowanie systemu opieki zdrowotnej, po drugie – roboty nie łagodzą cierpienia ani pacjenta, ani jego rodziny, no i po trzecie – medycyna nigdy nie uczyni nikogo nie- śmiertelnym.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5