ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2023 nr 297

7 Pro Medico marzec 2023 Czujemy się jak niechciany gość Rozmowa z Renatą Popik, lekarką, specjalistką chirurgii ogólnej ze SzpitalaMiejskiego w Rudzie Śląskiej, członkinią Rady Konsultacyjnej Fundacji Kobiety w Chirurgii i koor- dynatorką medyczną zespołu szybkiego reagowania Polskiej Misji Medycznej EMT według standardówWHO. – 320 lat temu pierwsza Polka otrzy- mała dyplom lekarza chirurga. Pewnie nie było jej łatwo przebić się przez tak męski charakter tego zawodu, a jed- nak król ją docenił i wydał jej przywilej wykonywania zawodu chirurga. Dziś też nie jest łatwo kobietom, które chcą być chirurgami. – Powiem, że dr Bendzisławskiej, trzy wieki temu, może nawet było łatwiej niż dziś nam, bo ona praktykę odziedziczyła po mężu. A teraz najpierw trzeba dostać się na studia i je skończyć, sześć lat spe- cjalizacji, zdać egzamin specjalizacyjny, znaleźć sobie miejsce pracy – a tu kobie- ta jest najczęściej na przegranej pozycji, jeśli ubiega się o nią równocześnie z męż- czyzną. Wtedy zaczynają się kłopoty. – Co w tym jest najtrudniejsze? – Ten pierwszy krok. Może nie jest aż tak, żeby kobiety zniechęcać do medycyny, ale, gdy powiemy, że wybieramy drogę zabiegową, to od razu czujemy się jak ten niechciany gość. – Dlaczego zatem wybrała pani zawód chirurga? Powiedzmy szczerze, że to praca mało kobieca. – Nie wiem, czy kobieca, czy nie, ale babcia była krawcową, to może coś z niej mam. Naprawdę nie potrafię powiedzieć, dlaczego chirurgia była moim celem. Zawsze chciałam wiedzieć, jak człowiek wygląda w środku i jak to wszystko u nie- go działa. – W internecie powbiciu hasła kobieta chirurg od razu pojawiają się dziesiąt- ki opisów molestowania, skarg, narze- kań i dramatów, jakie przeżywają kobiety wykonujące ten zawód w szpi- talach. Naprawdę jest tak źle? – Ja mogę powiedzieć, że miałam duże szczęście, bo robiłam specjaliza- cję w miejscu, którego już dziś nie ma, z niesamowitymi nauczycielami. Wycho- dzili z założenia – jak prof. Zaniew- ski – że na stare lata ktoś musi ich leczyć i potrzebuje wiedzieć, kto to jest i co umie. Dlatego profesor nigdy nie blo- kował mi dostępu do stołu operacyjnego ani wyjazdów na szkolenia. Natomiast od kolegów z dyżurki słyszałam już różne rzeczy... – Na przykład jakie? – Że zamiast jeździć szkolić się i opero- wać, młodzi są od wypełniania papierów. – Jakie doświadczenia mają koleżanki chirurżki? Pewnie nie raz rozmawiały- ście o tym. – Oczywiście. Nagminnie blokowało im się dostęp do stołu, odsyłano na izbę przyjęć, do poradni, do uzupełniania papierów. Pamiętam, że na stażu chcia- łam zobaczyć ciekawą operację, której w moim szpitalu się nie robi. Pytam, czy mogę, a „koledzy” otwierają szafę albo wersalkę ze stosami historii chorób i śmieją się, że jak je wypełnię, to mogę popatrzeć, albo co najwyżej trzymać haki. Zresztą, gdy główny operator miał do wyboru jako asystenta kobietę czy mężczyznę, zawsze wybierał mężczyznę, a mnie mówił, że ja taka dokładna jestem, że na pewno z wypełnianiem dokumen- tów sobie poradzę. – Dlaczego? Co Wam, kobietom, zarzucają lekarze? – Że jesteśmy za słabe, że niedecyzyj- ne, zbyt emocjonalne, że nie damy rady fizycznie i psychicznie wystać przy opera- cji. Wręcz mówią „po co ci to było?”. A jak już się uparłaś, to możesz być chirurgiem, ale w poradni. Tak mi mówili każdego dnia, aż się uodporniłam. – Pewnie słyszała pani doktor, gdy mówią na szpitalnych korytarzach, że kobieta chirurg jest jak świnka mor- ka tzn. ani świnka, ani morska, a wy – ani kobiety, ani chirurdzy. – To idąc tym tokiem rozumowania moż- na wysnuć wniosek, że prawdziwy chi- rurg mężczyzna, to musi być prawdziwą świnią. – Jak reagujecie na takie docinki? Przechodzicie nad nimi do swoich zadań, nie przejmując się nimi, czy też taka atmosfera może kobiety złamać? – Mnie nie złamała. Natomiast parę koleżanek nie wytrzymało i albo zmie- niały specjalizację, albo odnajdowały się w innych zawodach medycznych. Są też kobiety, które zniżają się do tego same- go poziomu i wchodzą w te pyskówki. I takich sytuacji związanych z lekcewa- żeniem kobiet zabiegowców mogłabym mnożyć na pęczki. Bawią i przerażają reakcje lekarzy i lekarek. W moim obec- nym miejscu pracy na samym jej począt- ku koledzy odwołali operację, którą mia- łam wykonać. Sytuacje, jakie w pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy, miały miejsce na dyżurach, w żeńskiej chirurgicznej obstawie. Chirurg z pogotowia wwiózł nam na salę operacyjną pacjenta pokłu- tego nożem. Natychmiast zabrałyśmy się do pracy i zebrałyśmy od pana bęcki, Mówią nam, że jesteśmy za słabe, że niedecyzyjne, zbyt emocjonalne, że nie damy rady fizycznie i psychicznie wystać przy operacji. Wręcz mówią „po co ci to było?”. A jak już się uparłaś, to możesz być chirur- giem, ale w poradni. Tak mi mówili każdego dnia, aż się uodporniłam.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5