ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2024 nr 307

Pro Medico marzec 2024 13 – We wszystko przechowującym Inter- necie nadal widnieje informacja o pana gabinecie. I chociaż on już nie istnieje pod wskazanym adresem, to właśnie od niego chciałabym zacząć naszą roz- mowę. Awłaściwie od nadanej mu nazwy „Anima”. Grecki anemon to wiatr, zatem aktywność, ruch, energia. Ale pojęcie to ma wiele odcieni. Raz bowiem odnosi- my je do terminu pneuma, innym razem do psyche, czasem nawet do hebrajskie- go nefesz czy chaj. Dla Freuda dusza jest niczym innym, jak tylko miejscem zbior- czym przeżytych doświadczeń i dozna- nych wrażeń, które po części są dla nas trudno dostępne. A dla pana czym jest ANIMA? – Zacznę od najmniej sensacyjnego wyja- śnienia: ja po prostu usiadłem sobie kiedyś z kartką papieru i naprędce wymyśliłem tę nazwę, bez głębszej znajomości tych wszystkich niuansów znaczeniowych, które pani tu tak pięknie przywołała. I może to try- wialne, ale ta nazwa odnosiła się do począt- ków dwojga imion połączonych spójni- kiem „i”. Dopiero gdy zerknąłem na całość, to uświadomiłem sobie, że drzemie w niej daleko większy potencjał. – To dopiero jest magiczna historia, przywołująca kolejne pojęcie „animus” i dowodząca, że nic nie dzieje się przez przypadek. – Mogło być i tak. Nie znam greki, ale przynajmniej łaciny uczyłem się w liceum i na studiach. Wiele takich łacińskich senten- cji i cytatów we mnie brzmi, więc być może dlatego tak mocno przemówiło do mnie to, co zostało zapisane na tej kartce. Słowo, nie- jako zamieniło się w kadry pojęciowo-wy- obrażeniowe. I powtarzam, dopiero z cza- sem zacząłem odkrywać, jak zdumiewająco głębokie interpretacje wiążą się z pojęciem, które samo wprosiło mi się na nazwę gabi- netu lekarskiego. – Zapytałam o animę, bo chciałabym, abyśmy porozmawiali właśnie o duszy, ale o duszy artysty, o jej tajemnicach. I to artysty takiego jak pan: wielowy- miarowego, wciąż poszukującego, stale modyfikującego już powstałe dzieła, dążącego do pełni wyrazu (ale czy speł- nionego?).Tak sobiepomyślałam: niektó- rzy bohaterowie pańskiej prozy żywią się alienryną; bywa, że są od niej wręcz uza- leżnieni. A czym karmi się dusza artysty, pana dusza? – Oj to doprawdy trudne pytanie. Myślę, że dusza artysty jest wiecznie nienasycona, nie sposób bowiem zaspokoić tego gło- du tworzenia. Owszem, można na chwi- lę poczuć sytość artystyczną, ale równie dobrze i zatruć własną twórczością, aby znowu, po detoksykacji umysłu, do niej wrócić (i tu faktycznie pojawia się pewne pokrewieństwo do uzależnienia). Obec- nie przechodzę taki proces, a jest to efekt niedawnej wystawy moich prac. Doświad- czyłem za dużo bodźców naraz i zużyłem mnóstwo energii, chwilami – niejako wbrew sobie. Oczywiście jestem mile zaskoczony frekwencją, ale ja nie odczuwam aż tak nar- cystycznej potrzeby prezentowania swej twórczości. Skądinąd, mam świadomość, iż twórca musi zaistnieć, że nieodłącznym elementem sztuki jest jej odbiorca, stąd chociażby prezentowanie moich prac na Facebooku. Byłoby naiwnością stawiać temu opór. I zapewne ma pani rację, oba- wiam się artystycznych powieleń. Stan, w którym przestałbym tego łaknąć, ozna- czałby dla mnie absolutny kres wszystkie- go. Wolę więc zmierzać ku nowymwyzwa- niom, aby zminimalizować niebezpieczne dla artysty zjawisko autoplagiatu. – Wrozmowie– rzecezEwąKozakwyznał pan, że Szekspir zniewolił Pana słynną kwestią: „Widzę przed oczyma duszy mojej”. Właśniewtedy tenmłody chłopak zrozumiał, że postrzega świat inaczej, głębiej, że też widzi oczyma wyobraźni? – Myślę, że nie. Ot, słowa mistrzów zasa- dzały się we mnie bez większego wglądu. Po prostu dobrze brzmiały. Dziś, nawet i tęsknię za tamtą szczenięcą naiwnością, mogłem przecież doświadczać intuicyjne- go odbioru nawet najgłębszych cytatów. Dopiero z czasem zrozumiałem, że te mądre słowa nie tylko stałymi się tożsame, ale i nie- ustającomnie rozwijały. To przecież zaszczyt móc je w sobie pielęgnować. – Pisarz kradnie czas psychiatrze, psy- chiatra nie chce ustąpić pola rysowni- kowi, a rysownik kłóci się z muzykiem o wolny wieczór. Tak to zdaje się jest w pana przypadku. – Zdarza się, iż bycie twórcą kompliku- je życie. Trudno tu o zaznanie dłuższego komfortu – przynajmniej tak jest w moim przypadku. Jako odbiorca szeroko rozu- mianej sztuki nie umiem już zachwycać się nią w „sposób czysty”, ponieważ rodzi się we mnie frustracja czy wręcz poczu- cie winy względem własnych zaniedbań twórczych. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jakim wyzwaniem jest robić tyle rzeczy naraz. Żyję w nieustającym deficy- cie artystycznych potrzeb względem pasji medycznych i upływającego czasu. – Co pana inspirowało? – Trudno to wszystko wymienić, ponieważ są to różnorodne obszary. Źródła inspira- cji dotyczą i muzyki (zwłaszcza rockowej), i prozy, jednak w mniejszym stopniu kla- sycznych dzieł. Często zachwycały mnie ele- menty popkultury, np. komiksy, zwłaszcza te abstrakcyjne i artystyczne. Podziwiałem absurdalny intelekt Papcia Chmiela, wybit- ną kreskę Rosińskiego, a później geniusz Moebiusa. Nie ucieknę też od wątków post- industrialnych i w ogóle architektonicznych. No i sami ludzie, zwłaszcza ich twarze, które zapraszają moją wyobraźnię do tworzenia historii alternatywnych. – Przepraszam za trywialne być może skojarzenie, ale pamiętam, z jakim zachwytem oglądałam niegdyś teledysk zespołu A-ha do piosenki „Take on me”. Właśnie dzięki technice komiksu przeno- sił onwielu z nas do innegowymiaru. – I na dodatek to jest tambardzo dynamicz- nie ukazane; postacie przenikają do innych światów, rzeczywistość staje się niestabil- na. Pamięta pani zapewne video „Brothers in Arms”, w którym zastosowano zbliżoną technikę. Wyjątkowo fajne w mistrzowskiej kresce komiksowej jest to, że tylko pozornie zdaje się ona tępo-konkretna, a nader często daleko ucieka poza kadr. Cudownie prowo- kowało to moją wyobraźnię, ale nie nachal- nie, co bardzo sobie cenię. – Ucieka się w twórczość? Taką reflek- sję miałam po lekturze pana opowiada- nia „Obserwacje pana Foresa”. Bohater ze swoimi emocjami, które za wszelką cenę chce stłumić, ze wspomnieniami, które uważa za zło, ucieka w budowę konstrukcji i co sam podkreśla „kształt tego dzieła nie jest żadnym ze znanych człowiekowi kształtów”. Jest zatem kre- acją. – Akurat to opowiadanie jest specyficzne, bo ono de facto nie odnosi się do katalogu science-fiction. Przedstawia raczej syntezę szeregu dramatów, jakie przeżywa zaszczu- ta jednostka, jednocześnie zbyt wrażliwa, by funkcjonować w realnej rzeczywistości. Dlatego tworzy własny świat i to z silnie odczuwalną potrzebą nadania mu oryginal- ności. Powstającewmieszkaniu dzieło rozra- Dusza artysty jest wiecznie nienasycona, nie sposób bowiem zaspokoić tego głodu tworzenia. Owszem, można na chwilę poczuć sytość artystyczną, ale rów- nie dobrze i zatruć własną twórczością, aby znowu, po detoksykacji umysłu, do niej wrócić (i tu faktycz- nie pojawia się pewne pokrewieństwo do uzależnie- nia). Obecnie przechodzę taki proces, a jest to efekt niedawnej wystawy moich prac.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5