ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2024 nr 307
Pro Medico marzec 2024 14 sta się, zdumiewa, wypełnia czas, „wciąga” twórcę. Tyle, że jest to droga ku samoza- gładzie. Ostatecznie bowiem konstrukcja pochłonie konstruktora. – Dlamnie istotą pana dzieł są (że znów zacytuję pana Foresa) „niewidoczne z zewnątrz, wewnętrzne kombinacje” wątków, tematów, kreacji postaci, inspi- racji szeroko rozumianą sztuką. Użył pan nawet określenia, że lepiszczem pana twórczości literackiej jest muzyka. Tytuły opowiadań, imiona, bohaterowie to często gra z czytelnikiem… – Kiedy w 2000 r. wydawca prezentował powieść„Opuścić Los Raques”, to ja wnaiw- ności swej wymyśliłem pewien konkurs: przygotowałem pięknie ilustrowane karteczki (walor estetyczny jest zawsze istotny) z pytaniami. Dotyczyły one wplecionych w akcję książki anagramów miejsc związanych z Katowicami. Zależało mi na tym, aby ta promocja w galerii han- dlowej była intrygującym happeningiem; stanął tam nawet samochód ozdobiony okładkami. Goście mieli zaś odnaleźć te zaszyfrowane nazwy i kumojemu zdumie- niu, świetnie sobie z tym poradzili. Dziś jestem nieco bardziej sceptyczny w zakre- sie takich operacji, ale klucz muzyczny wciąż chowam między karty mojej pro- zy. Chociażby teraz, gdy bohater właśnie powstającej powieści włącza radio i słyszy piosenkę. Tekst jest prawdziwy, a pocho- dzi z utworu, który kiedyś nagrałem. Spra- wia mi to ogromną frajdę oraz nieco redu- kuje monotonię pisania. – A tak przy okazji – nie myślał pan nigdy o tym, by wydać teksty swoich piosenek? To byłby tomik naprawdę dobrej poezji. – Zawsze stroniłem od poezji i nadal myślę, że nie chcę jej tworzyć, choć muszę przyznać, że wspomniana tu literaturo- znawczyni Ewa Kozak napisała mi kiedyś, że te słowa nie są dla niej tekstami rocko- wymi, ale nie nazwała też ich poezją. Może powinienem przyjrzeć się im raz jeszcze. Kłopot w tym, że niemal nigdy nie wracam do tego, co zostało już opublikowane. – Zpana tekstami już tak jest; gdy je się czyta, wciąż rozrasta się świat, do które- go zostajemy wciągnięci. A w tym świe- cie spotykamy Boga. Tyle tylko, że raz jest on wielkim manipulatorem, innym razem zaś istotą słabą. – Jest to tak samo problem fantastyczno- naukowy, jak i metafizyczny. Ja celowo nie traktuję słowa bóg jako nazwy własnej, bo to dajemi bezpiecznąmożliwość fanta- zjowania. To pojęcie boga w moim odczu- ciu jest połączone z ową„animą”, od której zaczęliśmy rozmowę. To jest nasza pro- jekcja czy duchowa potrzeba, ale wydaje mi się, iż nie mamy biologicznych moż- liwości dostrzeżenia śladów owej isto- ty. A ponieważ wciąż dręczy nas pytanie: po co tu jesteśmy?, to szukamy odpowiedzi w bytach nadprzyrodzonych. Nadajemy im zatem różne formy, twarze, imiona. Stwa- rzamy bogów. Choć powszechnie zwykło się uważać, że to on stworzył nas. – Ukazanewpanaopowiadaniachhisto- rie każą stawiać sobie pytanie: Człowiek potrzebuje Boga czy też Bóg potrzebuje człowieka? Np. w opowiadaniu „Naskó- rek Boga”zaprasza on do relacji ze sobą, choć przecież człowiek dla niego jest wgruncie rzeczymało istotny. – To jest prawdopodobnie obsesyjna wąt- pliwość w mojej twórczości: czy to bóg nas hoduje, czy to jest jednak rodzaj symbiozy i to my hodujemy jego. Tym samym zacho- dziłaby tu pewna zależność. I choć próbuję odejśćod tegowątku, toostatecznie zawsze do niego powracam, chociaż na inną modłę. Warto tu przypomnieć, iż w prozie SF istnieją nie tylko kategorie technokra- tyczne czy batalistyczne. Istnieje też fanta- styczna możliwość wyprawy w głąb istoty ludzkiej i to niekoniecznie poprzez podróż w światy obcych (choć czemu nie?), aby szukać odpowiedzi na dręczące nas pytania egzystencjonalne. W swej prozie, staram się też zderzać ludzi z futurystycznymi wizjami i gdzieś tam poszukiwać śladów boskości. W rezultacie są to opowieści o człowieczych emocjach, które okazują się na tyle pożąda- ne, że nawet bogowie chcą o nie zawalczyć. – Nie boi się pan ekranizacji swojego tekstu, nad którą właśnie pracuje Paul Kowalski? Przecież – jak sam pan przy- znaje, że jest „szczególnie wrażliwy” na interpretację swoich rysunków... – Trochę się boję, ale chciałbym, aby ona powstała. Prace nad tą produkcją – ze względu na strajk w Hollywood – zostały nieco spowolnione. Przewrotnie powiem, że nawet wolałbym, aby to było nieco spry- mityzowane i pokazane bardziej klasycznie (jak typowe, kinowe SF). Żywię też przeko- nanie, że tegomateriałudokońca spłycić się nie da i zachowa powieściową głębię, czego zresztą pragnie sam Paul Kowalski. Propo- zycja przeniesienia manuskryptu na ekran niejako zmusiła mnie do czegoś, czego nigdy nie robię: w końcu przeczytałem swój tekst już po jego publikacji. Niektóry- mi fragmentami byłem bardzo zdziwiony i poczułem chęć wprowadzenia zmian. Tym samym, wymyśliłem reżyserowi nie tylko nowy początek, ale i zaproponowałem szereg uproszczeń. Z pewną ekscytacją cze- kam na ostateczną wersję Paula, bo doko- nał analizy tej powieści w sposób daleko przekraczający moją wyobraźnię. Pewnie potrwa to jeszcze długo. – Uległ pan wreszcie namowom i zgo- dził się na wystawę swoich prac, z rado- snym niepokojem czekamy na koncert pana zespołu (już zapowiedziany zresz- tą). Fora internetowe pełne są pytań o toKIEDYwreszcie doczekamy się kolej- nego pana tekstu. – Powstaje. I wciąż to poczucie winy, iż brakuje mi czasu, by poświęcić mu więcej siebie. – Zatem na razie polecam wszyst- kim „Imperium hiacyntów”. Wyjątko- we wydanie, w którym tekst, kreska i dźwięk jednocześnie ukazują bogac- two wyjątkowej twórczości współcze- snego człowieka renesansu – jak został pan zaanonsowany na otwarciu wysta- wy w Polskim Radiu Katowice, o której już wspominaliśmy. Swoją drogą chylę czoła przed genialnym pomysłem kilku okładek. Dr n.med.Maciej Żerdziński jest lekarzempsy- chiatrą, od wielu lat ordynatorem II Oddziału Centrum Psychiatrii w katowickim Centrum Psychiatrii oraz zastępcą kierownika Katedry Psychiatrii i Seksuologii Akademii Śląskiej. Obok codziennej pracy klinicznej z pacjen- tem jest też autorem konferencji medycz- nych, publikacji naukowych, wystąpień, recenzji i warsztatów terapeutycznych. Jest również interdyscyplinarnym artystą, rysownikiem, uznanym pisarzem fantastyki oraz muzykiem. Jako odbiorca szeroko rozumianej sztuki nie umiem już zachwycać się nią w „sposób czysty”. Rodzi się we mnie frustracja czy wręcz poczucie winy wzglę- dem własnych zaniedbań twórczych. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jakim wyzwaniem jest robić tyle rzeczy naraz. Żyję wnieustającymdeficycie artystycz- nych potrzeb względem pasji medycznych i upływa- jącego czasu.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5