ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2024 nr 307
Pro Medico marzec 2024 26 ny do wojska, a jego obowiązki przejęła dr Misiewicz. Była kobietą niezwykle opa- nowaną, z ogromnym talentem organi- zacyjnym, obdarzoną darem trafnego przewidywania, szybkiego reagowania i natychmiastowego stosowania środ- ków zaradczych. Dlatego w sytuacji gdy szpital szybko zapełniał się rannymi żoł- nierzami i cywilami, nie wpadła w panikę, nawet w sytuacji gdy zaczęło brakować opasek uciskowych, prądu, wody i chleba. W ciągu 27 dni oblężenia Warszawy Szpi- tal Wolski przyjął ponad 700 rannych (przy 380 łóżkach) i wykonano w nim 105 dużych zabiegów operacyjnych, przy świetle lamp spirytusowych, w czasie bombardowań zabudowań szpitalnych i pożarów. Za bohaterstwo, a także odda- nie rannym i chorym obrońcom Warsza- wy, prezydent Stefan Starzyński odzna- czył ją Krzyżem Walecznych. W tych arcytrudnych warunkach szybko stała się prawdziwym liderem, a jej odwaga i poczucie odpowiedzialności za wszyst- kich powodowały, że budziła powszech- ny szacunek i cementowała cały zespół. Dzięki jej determinacji szpital odbudo- wał się i dr Piasecki po powrocie z fron- tu zastał go w bardzo dobrej kondycji. Nawet wtedy nie przypuszczała, że ten szpital będzie miejscem jej bohaterskiej walki o ludzkie życie. RUCH OPORU Szpital szybko stał się miejscem, gdzie „od portiera do dyrektora” wszyscy byli zaangażowani w pracę konspiracyjną. Szpital Wolski, podobnie jak Ujazdow- ski, był ważnym ośrodkiem działalności Komendy Głównej Związku Walki Zbroj- nej, później Armii Krajowej. Przechowy- wano tu broń, prasę podziemną, ukry- wano Żydów, zbiegłych z Pawiaka więź- niów. Dr Misiewicz doskonale wiedziała, że po wojnie kraj będzie potrzebował lekarzy i kiedy zamknięto Uniwersytet Warszawski sprawnie zorganizowała taj- ne nauczanie dla studentów medycyny. Wynajdywała wolne lub tworzyła fikcyjne etaty, na których obsadzała studentów. Osobiście przeszkoliła 200 studentów z ftyzjatrii, chorób zakaźnych i wewnętrz- nych. Była też odpowiedzialna za przeszkole- nie około 2000 sanitariuszek w ramach szkolenia Obrony Przeciwlotniczej. Legi- tymacje OPL zapewniały ochronę przed wywózką. Pozornie „szorstka w obyciu” i oszczędna w słowach uczyła swoich studentów, jak powinien być postrze- gany lekarz, jak powinien rozmawiać z pacjentem, żeby go nie zastraszyć, a zdobyć jego zaufanie nie pozbawiając go godności. Uczyła racjonalnego myśle- nia, odpowiedniego doboru słów, jak również używania„szóstego zmysłu” przy łóżku chorego. Swoją osobowością fascy- nowała studentów, a jej oddanie chorym i opanowanie w sytuacjach kryzysowych było wręcz legendarne. DO TRZECH RAZY SZTUKA Niewątpliwie działalność konspiracyj- ną ułatwiał oddział gruźliczy, w którym przeważały pokoje jedno- i dwuosobowe, którego dr Janina Misiewicz była ordynato- rem. Tu za jej wiedzą, w 1941 r., wykonano pozorowaną operację „spalonego” kon- spiratora przywiezionego z Pawiaka Stani- sława Miedzy-Tomaszewskiego. W 1943 r. do szpitala został przywieziony w stanie krytycznym Jan Bytnar „Rudy”, ciężko ran- ny w akcji pod Arsenałem. Niestety nie udało się go uratować, ale jako zmarłego Jana Domańskiego można go było godnie pochować na Powązkach. Szczęście opuści- ło Panią doktor w lutym 1944 r. W zamachu na kataWarszawy Franza Kutscherę poważ- nie ranny został dowódca akcji, Bronisław Pietraszkiewicz „Lot”. Pomimo wysiłków lekarzy „Lot” zmarł. Spodziewając się śledz- twa Gestapo, do jego zwłok włożono narzą- dy chorego na gruźlicę, a w akcie zgonu jako przyczynę podano – krwotok płucny. Dr Misiewicz nie przewidziała jednego: ekshumacji i sekcji zwłok, podczas której Niemcy znaleźli na plecach „Lota” wlot rany postrzałowej. Mając taki dowód na sfałszowanie dokumentów Niemcy nie wahali się aresztować dr. Jana Wójci- kiewicza, dr. Mieczysława Ropka i dr Jani- nę Misiewicz. Wszyscy trafili do więzienia Gestapo na Pawiaku. Dzięki pacjentce dyrektora dr. J. Piaseckiego, która była kochanką wysokiego rangą gestapowca, i 400 tysiącom złotych, po 10 dniach cała trójka została zwolniona. Pobyt w katow- ni gestapo utwierdził ją tylko w przeko- naniu, że trzeba trwać w swoich przeko- naniach, a walczyć o wolność można też bez użycia broni. OCALONA 5 sierpnia 1944 r. o 14.30 zaczął się naj- większy dramat w życiu dr Misiewicz. Na teren Szpitala Wolskiego wtargnęła grupa własowców pod komendą eses- manów. Dr. Józefa Piaseckiego, światowej sławy prof. Janusza Zeylanda i kapelana ks. Kazimierza Ciecierskiego rozstrzelano w gabinecie dyrektorskim. Wszystkich, którzy mogli samodzielnie się poruszać wypędzono na ulicę. Pozostali zostali zamordowani. Podczas marszu nie wiadomo dokąd, rozstrzelano wszystkich mężczyzn. Po raz pierwszy dr Misiewicz była bezradna: patrzyła na śmierć pacjentów, wybitnych kolegów-lekarzy i nie mogła nic zrobić. Dopiero w hali fabrycznej na Moczydle, gdzie czekali w spokoju na swoją kolej, nie mając tak naprawdę nic do strace- nia, odważyła się, znowu jako dyrektor szpitala, podejść do dowodzącego mor- dem esesmana i prosić go o wstrzymanie egzekucji. Nie wiadomo co mu powie- działa, ale wiadomo co usłyszała od nie- go:„Podziwiamwas, że z takim oddaniem dbacie o chorych i poszkodowanych, a nigdy o siebie”. Oddał jej salut i odszedł. Dzięki zimnej krwi i zdolnościom dyplo- matycznym dr Misiewicz wygrała walkę o życie rannych i ocalałej garstki perso- nelu, w tym swoje. Pomiędzy sierpniem a październikiem 1944 r. zorganizowała wraz ze swoim wiernym personelem trzy filie Szpitala Wolskiego: w Podkowie Leśnej, Olszance i w Pszczelinie. Przez cały czas zajmowała się kształceniem przyszłych kadr medycznych oraz działal- nością konspiracyjną. 18 stycznia 1945 r. pieszo dotarła do wyzwolonej Warsza- wy i zajęła się zabezpieczaniem ocalałe- go mienia Szpitala Wolskiego oraz jego odbudową. Dostarczyła też władzom Wydziału Lekarskiego pełne listy studen- tów tajnego nauczania wraz z ocenami z ćwiczeń, praktyk i egzaminów – aby ich trud nie poszedł na marne. PRACA OD PODSTAW Kiedy w styczniu 1945 roku, znowu jako dyrektor, stanęła pod swoim wolskim Szpitalem zobaczyła gmach bez dachu, bez szyb, prądu i wody, zdewastowany i częściowo rozgrabiony przez agreso- ra. Dzięki jej nieprzeciętnym zdolno- ściom organizacyjnym i wielkiej chary- zmie, w marcu uruchomiono 40 łóżek. W sierpniu następnego roku było ich 210, a w perspektywie zwiększenie o kolejne 200. Ogromne rozpowszechnianie się gruźlicy było spuścizną wojenną, której musieli stawić czoła przede wszystkim zdziesiąt- kowani przez okupanta lekarze. Dlatego w 1946 r. dr Misiewicz zorganizowała kur- sy przeciwgruźlicze dla lekarzy z całego kraju. W 1951 r. spełniło się jej najwięk- sze marzenie: wygłosiła wykład inaugu- racyjny na pierwszej Katedrze Ftyzjatrii AM w Warszawie, jednocześnie zostając jej kierownikiem. W tym samym roku została mianowana profesorem nadzwy- czajnym. To z jej inicjatywy ftyzjatria stała się osobną specjalizacją. Oprócz pracy zawodowej i naukowej, prezesowała Warszawskiemu Towarzystwu Przeciw- gruźliczemu. Tworząc w miejscu Szpitala Wolskiego Instytut Gruźlicy, rozpoczęła walkę z tą chorobą w całej Polsce i to jej zawdzięczamy, że gruźlica nie jest już zagrożeniem społecznym. Odeszła nie- spodziewanie, mając zaledwie 65 lat. Nagrobek Pani Profesor, w Alei Zasłużo- nych na warszawskich Powązkach, zdo- bi płaskorzeźba autorstwa prof. Ludwiki Nitschowej z trzema krzyżami, z których dwa – gdyby je połączyć ze sobą – tworzą Krzyż Lotaryński.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5