ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2025 nr 317

Pro Medico marzec 2025 10 Współczesnym okiem Przelało się Joanna Andrzejewska Przełomy są zawsze trudne. Wymagają świadomości i zrozumienia procesu, który się dokonuje. Oceny, porównania, utyskiwania za tym, co było, przychodzą naturalnie. Zobaczmy jednak, czym jest zmiana i dlaczego się wydarza. Zacznijmy filozoficznie. „Tylko zmiana jest niezmienna” (Heraklit z Efezu). Parafrazując, zmiana jest nieunikniona i zawsze niesie to samo. Dekonstrukcję i rekonstrukcję. Opór i entuzjazm. Frustrację i nadzieję. W zależności od punktu widzenia. Skąd bierze się zmiana? Einstein miał powiedzieć, że „zmiana jest koniecznością. Nie można oczekiwać innych rezultatów, robiąc wciąż to samo”. Wynikałoby z tego, że zmiana jest odpowiedzią na potrzebę osiągnięcia innego rezultatu niż dotych - czas. Kto zatem wprowadza zmianę? Ten, kto doświadczając jakiejś rzeczywistości, czuje, że nie dostaje tego, na czym mu zależy. A zatem, u podłoża zmiany działa - nia, stoi zmiana potrzeb. I tak, od filozofii dotarliśmy do socjologii, a nawet psycho - logii. Bo potrzeby mogą wiązać się z chęcią szybszego dotarcia do teściowej na obiad (tak pewnie wynaleziono koło), z marze - niem wydłużenia aktywności po zachodzie słońca (tak pewnie wynaleziono prąd), ale także z wewnętrznego przekonania, że moje życie i zdrowie nie jest mniej istot - ne od życia i zdrowia drugiego człowieka, awmniej dramatycznymwydaniu – odpra - cy i oczekiwań innych ludzi (tak zapewne narodziła się koncepcja work-life balance). Idea work-life balance zrobiła zawrotną karierę i zmaterializowała się w formie unijnej dyrektywy, którą implementowano do polskiego ładu prawnegow2023 r. Prze - pisy te dotyczą wprawdzie głównie spraw związanych z rodzicielstwem, jednak bez wątpienia – kodyfikacja zasad odnoszących się do dobrostanu psychicznego, wynika - jącego z balansu między pracą a życiem osobistym, wydaje się być rewolucją świa - topoglądową. A teraz do konkretów. Świat polskiej medy - cyny. Dzień z życia polskiego doktora. Stara gwardia siedzi w szpitalach, śpi w szpita - lach. Dlaczego? Bo ktoś musi. Bo tak trzeba. Bo ciężki pacjent po operacji wymaga oso - bistego nadzoru, bo tak nakazuje sumie - nie. Co na to rodzina? Rozumie. Bo ma tak samo. Albo już się przyzwyczaiła, bo lekarz to zawód z powołania i poświęcenie jest wliczone w cenę. O ile jeszcze jest jakaś rodzina. Gwardia nieco młodsza: siedzi i śpi w szpi - talach, często oddalonych setki kilometrów od domu, bo tamniema lekarzy, więc lepiej płacą. Dużo lepiej. Po szpitalu jeszczeporad - nia, bo tampłacą jeszcze lepiej niż w szpita - lu.Więcpodyżurzeporadnia, potempędem na dyżur, awnocy jeszcze jakieś konsultacje i od rana od nowa. Co na to rodzina? Rozu - mie. Bo ma tak samo. Albo już się przyzwy - czaiła. Zwłaszcza do wygód. A to wymaga poświęcenia. O ile jest jeszcze jakaś rodzina. I wreszcie młodzi. Świeżynki. Oni mówią pas. Na razie wiemy, że mówią pas prze - pracowaniu, gonitwie, stresowi. Są otwarci na wyzwania, chcą się uczyć, ale po 15.00 zamierzają zrzucić fartuch i żyć. Jeszcze nie wiemy, czy z jednej pensji będą umieli wyżyć, ale wyglądają na dość zdetermino - wanychwwyborze życiowegobalansu. Sta - rzy się burzą, bo widzą w tym zaprzeczenie lekarskiego oddania służbie choremu. Oni tyrali, może sfrustrowani czy źli na system, ale od łóżka choregowiedzieli, że odejść nie mogą. Młodzi mówią: nie chcemy nikomu służyć, chcemy pracować, a żeby dobrze pracować, musimy mieć odskocznię, zadbać o ruch, relacje, rodzinę. A system jest od tego, żeby to poukładał tak, aby pacjent był zabezpie - czony po 15.00. WSzwecji lekarz POZ niemoże przyjąć wię - cej niż ośmiu pacjentów dziennie. Po kon - sultacjach dzwoni do wczorajszych pacjen - tów, zapytać, jak się mają. Jednocześnie, o wyborze specjalizacji nie decyduje lekarz, tylko system. Znam osobę, która podczas studiów w Krakowie marzyła o onkologii, przez kilka lat chodziła na koło nauko - we, miała pewne osiągnięcia. Wyjechała do Szwecji. Usłyszała, że onkologów jest wystarczająco dużo. To pomyślała o oku - listyce i własnym gabinecie. Dowiedziała się, że nie ma zapotrzebowania. A jeśli chce robić specjalizację, to tylko z psychiatrii. W Polsce na razie młodzi nie zgadzają się, żeby system narzucał im ścieżkę kariery, uznając, że lekarz szybko się wypali, jeśli nie będzie robił tego, co sobiewymarzył.Wybór specjalizacji mniej ryzykownych, niezabie - gowych jest naturalną konsekwencją szu - kania mniejszego przeciążenia. Zatem sys - temmusi reagować na potrzeby lekarzy, ale w żaden sposób ich nie ograniczać. I żeby było jasne – całkowicie rozumiem młodych. Ich poglądy są naturalną kon - sekwencją totalnego przeciążenia kilku pokoleń medyków, którzy najpierw nie mieli wyboru: żeby zapewnić rodzinie jako taki standard życia musieli tyrać jak woły; ich młodsi koledzy chcieli tyrać jak woły, bo raptem zmieniły się warunki i nagle można było w ramach tego tyrania zapew - nić rodzinie wysoki standard. Młodzi już nie chcą tyrać. Przelało się. Starszej gwardii trochę żal. Bo wychodzi na to, że dla jakiejś ulotnej idei poświęcili życie. To czasem bardzo bolesne, gdy ktoś mówi: na co ci to było? Bo ich praca była misją. Jakąś wewnętrzną koniecznością zespoloną z poczuciem odpowiedzialności za drugiego człowieka, którą stawiali wyżej niż wszystkie inne potrzeby. Ale w szeroko rozumianym systemie doszło do przesile - nia. I jak zawsze w takich sytuacjach, nastę - puje dekonstrukcja tego, co jest. I zaczyna się budowanie nowego wokół innych jako - ści, które wydają się bardziej wartościowe. I to, co dzisiaj nowe, za kilka dekad (a może dużo szybciej) doprowadzi do przesilenia. I znów zaczniemy od nowa...

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5