ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2025 nr 317

Pro Medico marzec 2025 21 Prof. dr hab. n. med. Jacek Gawrychowski Ostatnio w prasie ukazała się informacja, że pewien student weterynarii Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie wygrał proces w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w związku z brakiem przez niego akceptacji negatywnej oceny z jednego z egzaminów. Problem dotyczył przejrzystości sylabusa i wadliwej, według studenta, jego interpretacji zarówno przez egzaminatora, jak i przez władze uczelni. Pomijając stronę merytoryczną sporu należy podkreślić, że jest to wyrok precedensowy w skali całego kraju. Racja egzaminatora a racja studenta Na kanwie tego rozstrzygnięcia, podobnie zresztą, jakwwielu innych sytuacjach, wypada stwierdzić, że nie zawsze akceptacja tego, cze - go zmienić nie można – jest podejściem właściwym, świadczącym o nieuchronności jakiegoś wydarzenia, względnie zjawiska. Podej - ście takie bowiem pozwala wprawdzie na zachowanie wewnętrzne - go (świętego?) spokoju, ale zarazem stanowi przeszkodę na drodze jakiegokolwiek postępu, pozwalającego na zamianę spraw, na które niemamywpływu (przynajmniej teoretycznie),wte–naktóremamy. Otóż sylabus, czyli karta przedmiotu obowiązującego na wyższych studiach, to informator (przewodnik) po programie nauki tegoż przedmiotu oraz związane z tymwymagania i kryteria egzaminacyj - ne.Wpraktycemożna przyjąć, że jest to swego rodzaju odpowiednik oprogramowania komputerowego, w oparciu o który tworzony jest program nauczania – teoretycznie nie mający prawa zawierać błę - du. Ten błąd oczywiście może pojawić się w przypadku wadliwego zaprogramowania takiego przewodnika, względnie niewłaściwego posługiwania się nim. I wobu przypadkachwinnymzwykle jest czło - wiek. Jeszcze za moich czasów studenckich, jak i przez wiele następnych lat sam egzamin, jak i ocena egzaminatora, stanowiły niepodważal - ny, immanentny układ, naruszenie którego w zasadzie skazane było na dotkliwą porażkę. Dzisiaj jednak okazuje się, że nie jest to prawda skończona. Wydaje się, że główną tego przyczyną jest zmiana samo - świadomości (przede wszystkim studentów), kształtowanej przez czasy, wktórych żyjemy. A są toprzecież czasy coraz szybszegowzro - stu ich indywidualnej wolności (jakież to heglowskie). Odnosząc się jednak do meritum sprawy, warto zastanowić się nad przyczynami casus belli, które doprowadziły do sytuacji, w któ - rej wydawałoby się o tak oczywistej sprawie, jak wynik egzaminu z przedmiotu, musiał decydować sąd. Skąd tyle emocji negatywnych w tej sprawie, tej ekspresji wrogości. Rozumiem doskonale studenta dla którego zmiana zasad sylabusa i to chociażby w najmniejszym stopniu, w trakcie trwania roku akademickiego, stała się pretekstem do kontestowania wyniku egzaminu. Rozumiem jego poczucie krzywdy spotęgowane reakcją obronną wynikającą z wyczerpania możliwości zareagowania na doznane według niego krzywdy, mają - ce przecież długotrwały efekt. Jakowieloletniemu nauczycielowi akademickiemu, wświetle końco - wego wyroku w opisywanej sprawie, wydaje się, że ten konflikt, któ - ry dopiero rozstrzygnął sąd był do uniknięcia. I pomijając ponownie stronę merytoryczną, odwołajmy się tutaj do filozofii Nietzschego, który w swojej„Genealogii moralności” dokonał podziału na opartej na sile – moralności panów i wynikającej głównie ze strachu z towa - rzyszącym temu poczuciem niższości – moralności niewolników. Uraza, którą ten student żywił (żywi?) w stosunku do egzaminatora i uczelni, towmoimodczuciu niewrogość, lecz raczej wątpliwość lub pretensja, ale jak się okazało – całkiemuzasadniona. Przecież gdyby egzaminator i w ślad za nimwładze uczelni nie starali się z pozycji siły, wbrew wcześniejszym założeniom (przy szczegóło - wo opisanych zasadach zdawania egzaminu), odrzucić racji studenta (być może nawet zasługującego na ocenę negatywną), do tego pro - cesu, zakończonego precedensowym wyrokiem z pewnością by nie doszło. Parafrazując słowa XIX-wiecznego filozofa Johna StuartaMilli, że... Lepiej być niezadowolonym człowiekiem niż zadowoloną świnią, mogę, jako wieloletni nauczyciel akademicki, z całą odpowiedzial - nością stwierdzić, że lepiej być niezadowolonym egzaminatorem niż zadowolonym z siebie egzekutorem. A na zakończenie, z czasów studenckich, przypominam sobie moje seminarium z pediatrii, na temat żywienia niemowlęcia, na które byłem absolutnie nieprzygotowany. Miotając się w swoich nie - stworzonych odpowiedziach, w końcu zdesperowany stwierdziłem, że w czwartym miesiącu życia niemowlę powinno otrzymywać co najmniej 80 g mięsa. Zdziwienie Asystenta (niestety nieżyjącego już) nie miało granic, a stało się jeszcze większe kiedy stwierdziłem... „ależ ja doskonalepamiętam, jakmnie tak karmili rodzice”. Podłuższej ciszy mój Asystent odezwał się z grobową miną:„A... to przepraszam. Skoro kolega pamięta... to ja to koledze zaliczam”. A po zakończonym seminarium zaproponował, abym skonsultował swoje wspomnienia z rodzicami. Oczywiście potraktowałem tę sprawę honorowo. Prze - cież w końcu chodziło o to, żeby się nauczyć. Fot. Chroma Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5