ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach marzec 2025 nr 317

Pro Medico marzec 2025 6 TEMAT NUMERU Rozmowa z dr Patrycją Piłat, do niedawna wiceprzewodniczącą samorządu studenckiegow ŚląskimUniwersytecieMedycznym, która właśnie rozpoczęła swoją pierwszą pracę w szpitalu w Gliwicach. Równo(waga) życia Idąc na studia medyczne dobrze wiedziałam, że będę mierzyła się m.in. z dużą odpowiedzialnością i dziś nie widzę w tym niczego dziwnego. Tylko, jako młodzi ludzie, już nie chcemy robić nadgodzin, ślęczeć po nocach w szpitalu ponad normę. Chcemy mieć pracę zbilansowaną z naszym życiem domowym. – Pamięta pani, co czuła, gdy pierwszy raz trzymała w rękach dyplom lekarza i prawo wykonywania zawodu? – To były niesamowite emocje, ekscyta - cja. Na ten moment czekałam więcej niż sześć lat, bo długo przygotowywałam się do egzaminów wstępnych na medycynę i wreszcie trzymałam w ręku mój wyma - rzony dyplom lekarza. Wtedy dominowała we mnie satysfakcja i radość. – Zawsze marzyła pani o zostaniu lekarką? – Nie należałam do tych studentów, któ - r zy mieli rodziców lekarzy, więc z medycy - ną miałam do czynienia jak każde dziecko. Podobno, kiedy byłamw przedszkolu, ryso - wałam same serduszka i jakoś nie mogłam przestać ichmalować. Nawet chcielimi tego zakazać, ale się uparłam. Możedlatego teraz chcę być kardiologiem? – Wciąż ma pani w sobie ten sam zapał, co na początku studiów? – Myślę, że na początku zapał był ogrom - ny, potem spadał w miarę lat nauki. Oka - zało się, że wymarzona medycyna to nie taka łatwizna jak mi się wydawało. Dopie - ro na trzecim roku ogromnej nauki zaczęły się zajęcia z pacjentami. Zdecydowanie było za dużo zajęć teoretycznych. Gdy się zakuwa wyłącznie teorię, trzeba mieć w sobie dużo wyobraźni i samozaparcia, żeby doczekać praktycznych zajęć i pierw - szego pacjenta. Teraz na stażu w szpitalu znów czuję te same emocje jak na począt - ku studiów. – Pierwszy pacjent zapisał się w pani pamięci? – Mieliśmy akurat pediatrię i hematolo - gię. Widziałam, jak pobiera się szpik kostny u dzieci. Szłam na ten oddział ze świado - mością, że spotkam małych pacjentów, którym trzeba pomóc. W ogóle dlatego poszłam na medycynę, żeby móc ludziom ratować życie. Więc od razu rzuciliśmy się na głęboką wodę na onkologii dziecięcej. – Bolesne było pierwsze zderzenie marzeń z rzeczywistością? A może już pojawiła się myśl, że to nie zawód dla pani? – Można powiedzieć, że inaczej sobie go wyobrażałam. Gdy zobaczyłam kolejkę ludzi czekających na wizytę, to mną wstrzą - snęło. To irytujące, że ktoś ma godzinę przyjęcia, a wchodzi 2-3 godziny później, ze względu na liczbę osób do specjalisty. Wiem, że to nie są zaniedbania lekarzy i to nie wynika z ich złej woli, tylko z orga - nizacji naszej pracy oraz chęci poświęcania więcej czasu dla pacjentów niż obowiąz - kowe 10 minut. Za tyle płaci NFZ i nie inte - resuje się, ile rzeczywiście powinna trwać konkretna wizyta. Na ortopedii widziałam pacjentów czekających na operację czte - ry lata, a na pilne dwa lata. To jakiś absurd. Zupełnie z innej strony dotychczas widzia - łam ten zawód. Myślałam, że jak człowiek cierpi, to trzeba mu pomóc jak najszybciej. Rzeczywistość jednak jest inna i dzieli się pacjentówna tych, którzy sąwstanie zagro - żenia życia i tych stabilnych. – Agdywchodzi pani naoddział szpital- ny, od razu widzi co źle działa, comożna usprawnić, ulepszyć? – Czasami ma się wrażenie, że wszystko zaczyna i kończy się na pieniądzach. Zwy - kle brak czasu, sprzętów, leków, persone - lu, zawsze pośpiech i nie ma komu zrobić dokładnej dokumentacji pacjentów, choć przecież wiem, jaka jest ważna. Taka szpi - talna rzeczywistość. Najbardziej jednak brakuje rozmów między sobą wśród per - so nelu, takich szczerych, choćby o błę - dach lekarskich, niepowodzeniach. War - to by na nich się uczyć. Zaskoczyła mnie też obserwacja starszych lekarzy. Skąd mają wiedzę, a może intuicję, że wiedzą co podać pacjentowi, jak zareagować? Mówią do mnie – sprawdź ten odruch, sprawdźmy te badania i okazuje się, że mieli rację. To się nazywa doświad - czenie. – Studia do tego nie przygotowują? – Na studiach na moim roku brakowało zajęć z komunikacji w podstawie progra - mowej. Na młodszych latach wprowadzo - no więcej zajęć z miękkich kompetencji, co uważam za słuszne. Przekazywanie nie - pomyślnych wiadomości czy komunikacja z każdym członkiem zespołu, to podstawa

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5