ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2024 nr 313
Pro Medico październik 2024 10 Współczesnym okiem Aby donieść kaganek Joanna Andrzejewska To już się stało. Diagnostyka realizowana wyłącznie w oparciu o badania obrazowe to nie alarmująca wizja przyszłości, ale nierzadko fakt. Huczą o tym media, opowiadają o tym pacjenci. Ostatnio nawet pewien lekarz, udzielając wywiadu, wspominał czterogodzinną (szczęściarz!) wizytę na SOR, gdzie trafił po utracie przytomności w domu; wykonano mu badania obrazowe, dowiedział się, że wyniki są dobre i wrócił do domu. Ale nie zamieniono z nim ani jednego zdania wykraczającego poza informację o godzinie zdarzenia. Studenci I roku medycyny (większość z nich) twierdzą, że uczenie się dużej ilości materiału (np. anatomii) w dotychczasowej (przestarzałej) formie (prosektoria, szpilki) jest kompletnie bez sensu, bo dzisiejsza technologia (w tym Internet) daje znacznie lepsze możliwości szybkiego przyswojenia „potrzebnej wiedzy” i nie ma sensu tracić czasu na wkuwanie na pamięć litanii bez- użytecznych pojęć. YouTube od lat uczy nas robić gładzie i składać meble, to może i przeszczep rogówki można „zaliczyć” na internetowym instruktażu… Czy to szokuje? Jeszcze może tak, ale rze- czywistość jest taka, że rozwój cyfryzacji i AI powoduje powolną eliminację trady- cyjnych, akademickich form kształcenia. Bowiem pewne rozwiązania zabiegowe można podejrzeć wyłącznie na ekranie komputera, bo nie stosuje ich nikt w mie- ście albo w kraju, z kim można by się spo- tkać. Za to zapis wideo przebiegu realnej operacji krąży w sieci. Wystarczy podpa- trzeć i stosować. Technikalia pewnie moż- na zapożyczyć, zwłaszcza, jeśli ma się już jakieś doświadczenie. Ale pozostają jeszcze takie szczegóły jak kwalifikacja i przygoto- wanie pacjenta do zabiegu, przeciwskaza- nia, swoiste powikłania, wskazówki opieki pooperacyjnej. Pytanie, czy filmik wyposa- ża lekarza w wystarczającą wiedzę w tym obszarze? Pozostaje jeszcze jeden element – praktyka pod okiem mistrza. Medycyna wydaje się być specjalnością, w której nie da się pomi- nąć relacji uczeń – mistrz. Prof. Andrzej Łępkowski w filmie Dziedzictwo Hipokra- tesa (gorąco polecam – jest to cykl wywia- dów przeprowadzonych z wybitnymi osobowościami śląskiego świata medy- cyny, laureatami Wawrzynu Lekarskiego przyznawanego przez ŚIL, filmy dostępne są oczywiście na platformie YouTube) ape- lujedomłodych lekarzy, by znaleźli nauczy- ciela, za którym będą podążać. Wartość tej relacji wynika nie tylko z przekazanej wiedzy, ale także z możliwości czerpania z doświadczenia zawodowego i życiowe- go swojego mistrza, towarzyszeniu mu w jego zmaganiach, obserwowaniu relacji z pacjentem, uczeniu się, jak odróżnić rze- czy ważne do nieistotnych. Tego z pew- nością nie zastąpi ani Internet, ani książki. Bo tego trzeba doświadczyć, mierząc się także z samym sobą w procesie nauki i roz- woju jako lekarz. Reasumując, kształcenie obecnie jest dużymwyzwaniem, bo studenci, jak chyba całe społeczeństwo, stają się coraz bardziej wygodni, roszczeniowi i lubią dyktować warunki. Pytanie, czy nauczyciele i mistrzo- wie mają pomysł na to (i chęci), by donieść kaganek. była sprawna. Ale ten nauczyciel, aby to proste zdanie nam, studentom uświa- domić, miał dla nas czas, wiele czasu. On nie pozwalał nam patrzeć, pogrążonym nierzadko w okowach nudy, na chorego jak na platońską skałę, w której odbijają się uznawane za rzeczywistość migotliwe cienie płonącego gdzieś za plecami ogni- ska. On cierpliwie kazał nam odwracać się do tego ogniska, wychodzić z jego kręgu i patrzeć na rzeczywistość. Przy tym dla oceny tej poznawanej rzeczywi- stości kazał starannie dobierać słowa tak, aby zrozumiał je również chory. A potem należało tego chorego jeszcze dotknąć – czyli po prostu zbadać. Bo przecież staranna anamneza i badanie przedmio- towe to przynajmniej połowa sukcesu w postaci prawidłowego rozpoznania. Reszta zaś, to badania dodatkowe uzu- pełniające tok lekarskiego myślenia. Pamiętajmy, że to my – nauczyciele – kreujemy osobowość kolejnych poko- leń lekarzy i nauczycieli akademickich, którzy z kolei według naszych wzorców będą uczyć swoich następców. I wcale nie chodzi o to, aby nasi studenci zgadzali się z nami we wszystkim, ale aby podejmo- wane przez nas tematy stawały się zarze- wiem ich myślenia. Idąc zaś dalej austriackim śladem, przy- pomnijmy czasy Franciszka Józefa z nie- pisaną, ale obowiązującą wtedy wwojsku zasadą podziału oficerów według cezury – głupoty i lenistwa. Tych wybijających się właśnie w tym zakresie kierowano do sztabu, w nadziei, że i tak większych szkód już nie wyrządzą. A głupi i praco- wici kierowani byli na pierwszą linię fron- tu. Tylko wiemy też doskonale, jak to się skończyło. Chciałoby się tutaj zapytać, dlaczego tak mało młodych osób lgnie do pracy w placówkach akademickich, preferując nauczanie zawodu na zasadzie rozpo- znawania bojem, gdzie każdy krok może okazać się tragicznym w skutkach? Nie wierzę, że tychmądrych, zdolnych, a zara- zem pracowitych jest tak mało. A może oni po prostu chcą po sześciu latach – w końcu ciężkich, nierzadko obciąża- jących psychicznie studiów – cieszyć się zwyczajnie pełnią wolności, którą w ich mniemaniu praca na uczelni im zabierze. Pamiętajmy o tym – my – nauczyciele.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5