ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2018 nr 253

malując zwłoki, które układano na specjalnie przygotowanym krzy- żu. Znany jest również fakt malowania przez artystę zwłok kobiecych wyłowionych z rzeki. Niestety dziś nie wiemy, gdzie znajdują się te obrazy, można natomiast wskazać inne dzieła tego artysty, w których dominujemotyw śmierci. Pierwszy to jeden z moich ulubionych obrazów Malczewskiego, tro- chę inaczej przedstawiający motyw modela i śmierci – Śmierć Elle- nai. Artysta zbudował przejmujący obraz pełen spokoju i zadumy. To obraz poruszający, w maestrii realiów pełen matejkowskiej spuścizny, z niewiarygodnie uchwyconym klimatem oraz mate- rią; obraz, który zawsze zatrzymuje mnie przed sobą na dłużej, kiedy staję w komnatach muzeum w Sukiennicach – jest on przy- kładem czegoś nieuchwytnego, trudnego do nazwania, przyku- wającego wzrok i zmysły. Motyw śmierci ukazany w doskonałości rysunku, gestu i prze- kazu – wspomniany obraz mistrza nie jest jedynym, który ten temat podejmuje. W okresie późniejszym, zresztą w sposób cha- rakterystyczny dla europejskiego symbolizmu, artysta powraca do tematyki śmierci. Powstają obrazy, w których język malarski jest już jednak inny – dojrzałe malarstwo Malczewskiego ubiera sceny w wyjątkowy anturaż koloru i swobody pędzla. Bohaterem obrazów jest Thanatos, postać greckiego boga uosabiającego śmierć, brat bliźniak boga snu, Hypsosa.Widzimy w tych obrazach inną artykulację malarską – już nie spuścizna postmatejkowska, tylko indywidualny, niepowtarzalny kolor i świat Malczewskiego, mistrza symbolisty. (…) Jak widzimy, w historii sztuki w różny sposób wykorzystywano ciało ludzkie. Artyści w różny sposób sytuowali ciało podczas tworzenia dzieł sztuki. Powyższe przykłady są w dużej mierze opowieścią o ciele martwym, ciele jako materiale naukowym, o jego portretowaniu, o preparacie i śmierci. Ale ostatni wątek, który pragnę poruszyć, to ciało żywe, ciało piękne na różne sposoby, które staje się – i stawało się – inspira- cją, powodowało eksplozję kunsztu, a często również budziło nie- okiełznane namiętności. To ciało modela – nieodzowny atrybut twórcy w procesie tworzenia, ale również nieodłączny element procesu kształcenia artystów, którego początki znowu przenoszą nas do starożytnej Grecji, pełnej poszukiwań idealnych proporcji; w rzeźbie poszukującej statyki w kontrapoście, kształtującej ideał harmonii. (…) (…) Są fascynacje, które nie umierają; fascynacje, które wciąż powracają. Bo przecież moglibyśmy wędrować przez wieki i cią- gle będziemy znajdować ciało ludzkie jako podmiot sztuki i arty- stycznych inspiracji. Bo przecież, zbliżając się do naszych czasów, w romantyzmie swoją Safonę maluje Charles Mengin, Delacroix tworzy pełną nagich postaci Śmierć Sardanapala , Siemiradzki maluje Dirce chrześcijańską , a Renoir pędzlem poszukuje takiego koloru, aby chciało się, jak sam twierdził, dotknąć kobiet na jego obrazach. Chciałbym jednak zatrzymać się na dwóch obra- zach innego impresjonisty, Édouarda Maneta. Pierwszy z nich to tajemnicze Śniadanie na trawie , obraz uznawany za dzieło, któ- re otwiera epokę wolności malarstwa i koloru w impresjonizmie. To obraz trochę teatralny, pejzaż nie do końca składa się w jedną całość z bohaterami niezwykłej sceny. Ale mamy tutaj do czynie- nia z konkretnymi postaciami – do obrazu pozowała modelka i malarka Victorine Meurent. Druga postać kobieca to prawdo- podobnie żona Maneta, Suzanne. Mężczyznami są brat artysty Gustave oraz przyszły szwagier, rzeźbiarz holenderski Ferdinand Leenhoff. Drugi obraz to słynna Olimpia , wystawiona w roku 1865. Obraz wzbudził wielkie poruszenie, był wręcz obyczajowym skandalem. Naga kobieta, prostytutka, której jedynym strojem jest starannie dobrana biżuteria i pantofle; kobieta śmiało patrząca na widza, wyzywająca i pełna zmysłowości. Wyraźnie widać tutaj nawiąza- nie do Wenus z Urbino Tycjana, a równocześnie do znakomitego obrazu Giorgione’a. Obraz Moneta sam również stał się inspiracją – tym razem to pol- ska artystka, na przełomie XX i XXI wieku, ponownie nawiązuje do Olimpii. Chodzi o tryptyk Katarzyny Kozyry, która tworzą przejmujący obraz przemijania, dokumentuje swoje zmagania z chorobą nowotworową. Warto przypomnieć, że prezentacja tej pracy wywołała podobne reakcje, jak obraz Moneta półtora wieku wcześniej. (...) Pełnego obraz dopełnia jeszcze film, który dokumentuje przyjmowanie lekarstwa przez autorkę. Pojawia się więc kolejny wątek – innego obrazowania, portretowania, a cza- sem autoportretowania w mediach innych niż klasyczna materia malarska. Ale to już kolejny ocean wątków i poszukiwań w obsza- rach fotografii, filmu i nowych mediów. Pozwoliłem sobie na taką skróconą prezentację kilku wątków, w których medycyna i sztuka mniej lub bardziej dotykają się, uzu- pełniają i tworzą pewne wzajemne, ale bardzo różne powierzch- nie styczne. To po prostu człowiek, którego Wy jesteście lekarza- mi, jego ciało i umysł, które wspieracie, leczycie, ratujecie; o które walczycie, które odkrywacie i dla którego poszukujecie opty- malnych rozwiązań. My, artyści, korzystamy z waszej pomocy, a im dłużej korzystamy, tym bardziej dostrzegamy tę powyższą prawdę. Próbujemy zrozumieć ciało na swój sposób, aby, podda- jąc je własnej interpretacji, wizji i obrazowaniu, poszukując wła- snych, optymalnych, a czasem kompletnie nowatorskich rozwią- zań, mówić o nim prawdziwie, bez oszustw i kłamstw. Poznajemy je, dotykając płótna naszą gamą kolorów, obarczając naszą inter- pretacją i czymś, co nieżyjący już profesor Andrzej S. Kowalski nazywał malowaniem, aż obraz zacznie żyć swoim życiem. Na zakończenie proponuję powrócić do malarza, od którego roz- począłem. Rembrandt, jak Państwo pamiętacie, miał chwilę prze- łomu. Był szczęśliwy, uśmiechnięty, bogaty, uwielbiany. To por- tret z tego okresu z żoną Saskią. Po latach, kiedy został twórcą ubogim i zapomnianym, ale jed- nocześnie zanurzonym w swoich wielkich dziełach, pełnych tego tajemniczego, mistycznego kunsztu, pełnych malarstwa faktur i gęstości, pełnych niepowtarzalnych brązów i złota; malarstwa pracy nad obrazembólu, malarstwa przesyconego autentycznym przeżyciem i pasją, maluje ostatni z licznych autoportretów. Wielki mistrz, Leonardo da Vinci, powiedział: Dobry malarz musi namalować dwie rzeczy: człowieka oraz istotę jego duszy. Patrząc na ten obraz, zaczynam rozumieć słowa Leonarda... Dwa uśmie- chy tego samego człowieka, a w tym portrecie ostatnim – istota jego duszy. Jest wiele obrazów, które w sposób niezwykły tę isto- tę duszy ukazują, które były malowane, aż zaczęły żyć swoim własnym życiem, ale to, proszę Państwa, jest już zupełnie inna historia. Prof. zw. dr hab. Antoni Cygan (Obszerne fragmenty wykładu wygłoszonego podczas uroczystości inauguracji nowego rokuakademickiegonaSUM, 5października2018 r. Z oczywistych przyczyn – ze względu na ograniczoną ilość miejsca – redakcja nie była w stanie zamieścić reprodukcji wszystkich dzieł, które wymienia Pan Profesor. ) 26 Rysunek Teofila Kwiatkowskiego.

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5