ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2018 nr 253
29 Pro Medico • październik 2018 których asystentów wciąż tkwią w naszej pamięci. Jamiałem zajęcia z Doktorem JanemPlazą . – Panie Polak, co to jest dłoń?... – Jest to zespół połączeń stawowo mięśnio- wych warunkujących ruchomy charakter tej części ciała. Nie pamiętam już, jaki był skutek tej bły- skotliwej odpowiedzi, ale ja sam byłem sobą zachwycony! Pewnego razu, jako szef grupy, zostałem poproszony przez kolegów, abym zgłosił, że grupa jest nie- przygotowana i prosimy o przeniesienie zaliczenia. Nic to nie dało: – Panie Polak, proszę każdemu wpisać „po kole”. Mając w ręku swoją kartę stwierdziłem: – Sam sobie, Panie doktorze, nie wpiszę. Dostałem dwa koła. Pierwsze za brak sub- ordynacji, drugie za nieprzygotowanie do zajęć. PIERWSZEWŻYCIU Mieliśmy po osiemnaście, dwadzieścia lat, wiele rzeczy było pierwszych w życiu, każ- dy smakował je na swój sposób. Kończyły się związki licealne, powstawały nowe, jed- ne dłuższe, inne krótsze. Jedni mieszkali na kwaterach na Helence, inni wakademiku, jeszcze inni codziennie dojeżdżali na zaję- cia. Ja mieszkałem w akademiku. Po latach uświadomiłem sobie, że przez te pokoje przez dziesiątki lat przewinęły się pokole- nia polskich lekarzy. Ileż te ściany musiały widzieć łez radości, goryczy porażek, miło- snych uniesień, alkoholowych ekscesów! Tam też codziennie zdawaliśmy swoje egza- miny i nie zawszebyłamożliwośćpoprawki... NAJPIĘKNIEJSZE SŁOWA Drugi semestr, kwiecień 1980 r. Mam do poprawienia zaliczenie z OUN. Na poprawkę u dr. Plazy umawiam się na zajęcia z inną grupą. Spotykam kole- gę. Ćwiczenia mają być w pierwszej sali, na którą wchodzą asystenci. Siadamy przy dalszym rogu stołu, tuż przy przejściu. Otwierają się drzwi pomieszczenia, gdzie przesiadywali asystenci. Wchodzi dr Pla- za. W ogóle nie zatrzymuje się przy stole grupy, z którą ma mieć zajęcia. Idzie dalej, kiedy przechodzi obok nas, słyszymy tyl- ko ciche: – S.......ć stąd! Kiedy jużwychodzę i zamykamdrzwi, widzę, jak przy stole, przy którym mieliśmy być pytani, siada zupełnie inny egzaminator! Zamienili się grupami. To byłoby tragiczne dla nas spotkanie... Brak zaliczenia z OUN skutkował niedopuszczeniem do sesji egza- minacyjnej i tym samym końcem kariery studenta ŚlAM. Dziękuję, Panie Doktorze! To były najpiękniejsze słowa. JAK SIĘ DZIELĄ OSKRZELA Pierwszy termin z anatomii. – Jak się zgina kolano? Ja, że jest ruch zgina- nia i prostowania i ruchy boczne. – Nie, proszę Pana, do tyłu i do przodu. – Jak się dzielą oskrzela? Ja, że na główne, płatowe, segmentowe itd. wymieniam drzewo oskrzelowe. – Nie. Więc jeszcze raz, może podałem złą kolej- ność? – Nie proszę pana, wie pan czy pan nie wie? Próbuję raz jeszcze.... – Nie, indeks proszę. – Jaka jest prawidłowa odpowiedź? – pytam. – Na duże, średnie i małe! Ndst (2)! To był lipiec 1980. Drugi termin – wrzesień! (…) Doktor Kar- mańska . Przy wejściu na salę: – Poproszę indeks, proszę zapoznać się z preparatami. Podchodzę do stołu, nie widzę nic z ukła- du nerwowego, a lubiła z tego pytać. Akademik… Przez dziesiątki lat przewinęły się tu pokolenia polskich lekarzy. Ileż te ściany musiały widzieć łez radości , goryczy porażek, miłosnych uniesień, alkoholowych ekscesów! Tzw. „konserwę” (przekrój poprzeczny mózgowia) biorę więc z innego stołu, oglądam. Podchodzi dr Karmańska. – Skąd Pan to ma? Proszę natychmiast odłożyć. Znała na pamięć wszystkie preparaty! Oparty o kaloryfer nie zauważyłem, że na nim, pod prześcieradłem, były „kon- serwy”z mojego stolika. Nie pamiętam, ile to trwało, ale... zdałem na 3,5! Byłem na drugim roku! WSZYSTKIE CHWYTY DOZWOLONE Kiedy przypominam sobie różne chwi- le z pierwszego roku studiów, uświada- miam sobie, że to była wojna. My albo oni – i wszystkie chwyty dozwolone. Często byliśmy igraszką, zabawkąw rękach znudzo- nych asystentów. Niech ich nazwiska znikną w niebycie. Dla nas, studentów, była to wal- ka o wszystko. Nie było powtarzania pierw- szego roku. Out! Nie było też żadnej gwaran- cji, że raz jeszcze zda się egzamin wstępny. MARZENIE STUDENTÓW Nie sposób tutaj nie wspomnieć dwóch nazwisk. Dr dr Jacek Kosiewicz i Konstan- ty Ślusarczyk . Chyba marzenie wszystkich studentów pierwszego roku, aby mieć z nimi zajęcia, tudzież egzamin. Co nie zna- czy, że wszyscy u nich zdawali. O nie! Oni nie upokarzali, nie gnoili, nie uwala- li podczas zaliczeń. Emanowała od nich wiedza, kultura, inteligencja. Byli ekstraklasą akademickiego dydaktyka. ZGRABNENOGI PANI MAGISTER (…) Zajęcia z biologii najczęściej były zaję- ciami przy mikroskopie. Siedziałem z razem ze Zbyszkiem P. Zajęcia z naszą grupą pro- wadziła Pani mgr Szmeja. Pewnego razu tro- chę przeszarżowaliśmy... – Poproszę panówdo odpowiedzi. Pod tablicą były takie schodki, we trzech Autor z dr. Janem Plazą. Dziękuję za wszystko, Panie Doktorze! Fot. Archiwum Autora
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5