ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2018 nr 253
Pro Medico • pażdziernik 2018 30 celowo na nich nisko usiedliśmy, ale nie zdą- żyliśmy się nacieszyć widokiem zgrabnych nóg pani magister. Bach, bach – ndst. Dzię- kuję panom. BIOLOGIA I PRAKTYKI ROBOTNICZE Na jakimś jubileuszowym spotkaniu iks lat po studiach jeden z kolegów zapytał – Jakie- go egzaminu baliście się najbardziej? Tak, wtedy to była biologia. WZabrzuegzamin zdawałemudoc. Werne- raAchtelika : uosobienia elegancji, dobrego smaku i w ogóle chyba dobrego człowie- ka. Emocje musiały być ogromne, bo jest to jeden z nielicznych egzaminów, którego zupełnie nie pamiętam! (...) Byliśmy ostatnim rocznikiem, który miał praktyki robotnicze. Termin moich wypadał w czerwcu. Mieszkaliśmy w akademikach na Ligocie a ,,budowaliśmy” budynki, które dziś stanowią zaplecze dydaktyczneWydzia- łu Katowickiego SUM. Ja byłem szklarz- posadzkarz, oprawiałem okna i kładłem płytki PCW. ALOJZ POPISAŁ GUPOTY Czymże byłby pierwszy rok bez Katedry Bio- fizyki, doc. Kumaszki i jego nietuzinkowej osobowości? Pierwsze podejście skończyło się słowami: –Coś tyAlojz zagłupoty popisał! To stwierdzenie padło po obejrzeniu nawszystkie strony kartki zmoimi odpowie- dziami i wyrzuceniu jej do kosza. Ja wylecia- łem za drzwi. (...) REPETITIOMATER STUDIORUMEST Kończył siępierwszy rok studiów, alenie każ- demu dane było go skończyć Jedni odpadli na własne życzenie, inni nie dali rady, choć bardzo się starali. Jak Jasiu (Janusz?) W. Jak on się uczył! W swoim pokoju, albo w ryjcu (pokój do cichej nauki) ślęczał bez przerwy. Niestety, nie zdał wpierwszym terminie bio- logii. W drugim terminie skumulowały się inne zaległości. Reszty dokonał któryś z asy- stentów...Tobył koniec, śladpo Jasiu zaginął, a ja ciągle go pamiętam. Na drugim roku była fizjologia i biochemia. Szefem Katedry Biochemii był doc. Stanosek , a niewątpli- wymi gwiazdami było dwóch asystentów ,, repetitio mater studiorum est” dr Marek i Wojciech Rokiccy. Zajęcia z nimi to było jak stąpanie po kruchym lodzie. Chwila nie- uwagi i sprawy się komplikowały. Razem z kolegą do pierwszego seminarium z ami- nokwasówbyliśmy przygotowani namaksa. Jakie to było ważne, świadczy fakt, że gdy na egzaminie prof. Tokarz zobaczyła, z kim mieliśmy zajęcia i przejrzała nasze karty zali- czeniowe, dostaliśmy po db. HAPEDEZMEZEPEKER Na egzaminie z fizjologii okazało się, że gdzieś tamna górze mamdobrego Anio- ła Stróża. Na egzaminwszedłembardzopóź- no, ok. godz. 15 00. Zdawaliśmy u doc. Sam- ka . Weszliśmy w trójkę. Ja w środku. – Pano- wie, proszę, losujcie pytania . Wyciągnąłem pierwszy zestawod lewej strony, alego zaraz odłożyłem. Wziąłem środkowy. Czytam pytania... Kiedy uczyliśmy się do egzaminu z fizjologii, utworzyliśmy taki skrót z pierw- szych liter składników procesu erytropoezy: HAPEDEZMEZEPEKER. Jedno z wylosowa- nych przeze mnie pytań – Erytropoeza!!!! A ten zestaw od lewej strony był koszmarny. Kolega nie zdał, ja bym też popłynął. BAKTERII NAOKONIEWIDZIAŁEM Mój egzamin z mikrobiologii. III rok. Doc. Scheller . Wiem, że raczej już mam zda- ne. Odpowiedzi na dwa pytania OK. Ostat- nie, trzecie: jakieś bakterie. Nie bardzowiem, o co chodzi. –Ale te bakterie, to, Panie docencie, możemy sobie darować? –No wie pan, ja też ich na oko nie widziałem. Indeks proszę. Po drugim roku niezdanie egzaminu nie zagrażało już naszej egzystencji na studiach. Komplikowało tylko życie. Co powodowało, że się zdawało egzamin? Trzeba było mieć wiedzę, szczęście, inteligencję. Czasami odrobinę tupetu na granicy bezczelności i dobry dzień egzaminatora. Wydaje mi się, że decydowała też magia chwili, te pierwsze 15 sekund... OBLEGANEWYKŁADY Wykłady nie były obowiązkowe, więc fre- kwencja bywała na nich różna. Ale nie u doc. „ Zygi” Wawrzynka i dr. Skrzelew- skiego ! Stanowili wspaniały duet, a ich wykłady były przez studentów wprost oblegane. Olbrzymia kultura słowa, wypo- wiedzi okraszone inteligentnym humorem. Adiunkt Wacław Jeż . Katedra Ginekologii i Położnictwa w Bytomiu. Zaliczenia u Niego tobyło spotkanie zprzygodą. Brakodpowie- dzi na dwa pytania powodował, że zadawa- nie dalszych pytań już nie miało, wg adiunk- ta, sensu. Można było za to porozmawiać o życiu, o swoimmiejscu w świecie, omedy- cynie i tak aż do skutku. Nie pamiętam już, który z asystentów to powiedział, ale na jednymz ostatnich zali- czeń z ginekologii padły słowa: – Pamiętajcie Państwo: wiedzy, kultury, inte- ligencji z dyplomem lekarza nie dostajecie, a w białym fartuchu możecie sprzedawać ogórki małosolne, albo pracować u fryzjera . Te wspomnienia dedykuję mojej Mamie, lek. stom. Annie Konderak-Polak, dokto- rantce Wydziału Stomatologii w Zabrzu, bez której nie byłbym tym, kim jestem i nie byłobymnie tu, gdzie jestem. Marek Polak (Autor wspomnień jest lekarzem reumato- logiem, absolwentem ŚlAM z lat 1979-85) REKLAMA W profilaktyce wypalenia zawodowego :) jeżdżę na koncerty, kolekcjonuję płyty winylowe oraz autografy muzyków – bez tego bym zwariował. Tu: na tle sceny, na której następnego dnia będzie występował Carlos Santana (2015). Fot. Archiwum Autora
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5