ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2020 nr 273

19 Pro Medico • październik 2020 jesteśmy zarazą.Tak samomamy kontakt z potencjalnie zakażoną osobą, jak sprze- dawca w sklepie, jak obsługa stacji paliw... Pielęgniarki, lekarze, ratownicy – sąpodzieleni. Na tych, copotrafią stanąćnawyso- kości zadania, poważnie traktują swój zawód, idą w milczeniu na kolejny dyżur. Pełni obaw, ale każdego dnia zakładając kombinezon, fartuch, maskę, przyłbicę, trzy pary rękawiczek – w pełnym dyskomforcie skupiają uwagę na bezpieczeń- stwie własnym i pacjenta. Analizując to, co jest do zrobienia, kumulując zadania, aby zmniejszyć czas narażenia na ewentualny kontakt z wirusem. Zamiast w kilka osób – wchodzi jedna i robi wszystko. Bez względu, czy to lekarz, pielęgniarka, czy ratownik – wykonywane są procedury pielęgniarskie, pomiary życiowe, opróżnia- nie worka z moczem, podawane leki, rozmowa, wsparcie pacjenta, a na koniec opróżnienie worka z odpadami – można? To jest praca zespołowa, wszyscy chro- nimy siebie wzajemnie. ABY JAKOŚWYTRWAĆ Z czasem lęk zmniejsza się, ale jest nadal czerwone światło z tyłu głowy, wycze- kiwanie na tego „dodatniego”. Analiza objawów, przypadków, wywiad – i zawsze to pytanie bez odpowiedzi od razu – a jeśli to ten bezobjawowy? Dlatego jakość procedur pozostaje nienaruszona, troska o bezpieczeństwo całego zespołu jest taka sama, uważność, ale wkrada się powoli uśmiech. Czasami zespoły medyczne pracujące na strefach covidowych to grupa nieznających się osób, zespół stworzo- ny na potrzebę utworzenia takiego oddziału, ci, którzy od początku stoją na stra- ży zabezpieczenia medycznego pacjentów, ci którzy teraz się poznają, wspólnie wypracowują procedury, nawiązują się nowe przyjaź- nie, coraz więcej żartu, pseudocodzienności, aby jakoś to wytrwać. Kolejna grupa to ci, którzy sami nie wiedzą, po której stronie się opowiedzieć. Zostaliby chętnie w domu, ale coś imniepozwala. Przychodządopracy, najlepiej scho- wać się gdzieśwkącie, niewychodzić. Rozłożą leki, przy- gotują kroplówkę, napiszą zlecenia, ale owejściu na salę do pacjenta nie ma mowy. Badanie lekarskie przez ścia- nę, kiedy nawet nie widzą pacjenta, wywiad wykony- wany przez drugą osobę. Trochę pomagają, ale czasami przeszkadzają, irytują zakładaniemkilku par rękawiczek, dwóch masek, kiedy jest się tylko w pokoju socjalnym. Niektórzy systematycznie chodzą co drugi tydzień na kwarantannę czy zwolnienie, ale codrugi tydzień są... Choć, oprócz własnej pracy i częściowo za nich, trzeba jeszcze opanowywać ich zewnętrzną panikę. Ale cho- ciaż herbatę zrobią... Kolejna grupa to ci, których nie ma w pracy od samego początku. Teraz, po kilku miesiącach, wracają, ale łączą się w większość z grupą tych niepewnych. Mogą praco- wać, ale tylko wbezpiecznymobszarze. Jaktojestmiędzynami,patrzącjedennadrugiego–każ- dy z nas tak samo świadomie podjął decyzję o złożeniu przysięgi, że stanie na straży życia i zdrowia ludzkiego, bezwzględu na czas, miejsce, okoliczności. Irytujące jest to, że niektórzy z nas wykorzystują sytuację epidemii, unikają wykonywania swoich obowiązków, tłumacząc się strachem.Wszyscy przecież jesteśmy tacy sami, takie same ciała, ale też umysły i wiedzamedyczna. Wystarczy mądrze i odpowiedzialnie podejść do wła- snego bezpieczeństwa i wykonywać swoją pracę. Pozamykane przychodnie powodują coraz większe obciążenie pogotowia ratunkowego, a jak dodamy pozamykane izby przyjęć, z powodu podejrzenia koro- nawirusa. I comają teraz zrobić pacjenci wambulansach z ewidentnym podejrzeniem udaru, kiedy dowiadują się, że najbliższy otwarty szpital z oddziałem neurologii jest za 70 km? Zero wywiadu „covidowego”, skrócone do minimum szanse na leczenie – tragedia chorego, ale i zespołu pogotowia ratunkowego. MOŻE CZAS SPOJRZEĆ SOBIEWOCZY Dlaczego ogarnia nas strach przed zakażeniem, kie- dy idziemy do sklepu, na stację benzynową, aktualnie do kawiarni, wyjeżdżamy nad morze, przekraczamy granice, by odpoczywać w kurortach – kiedy mamy bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem, może„bez- objawowym”. Codzienność wraca wśród ludzi, jesteśmy wśród nich, ale nie w kwestii wykonywania naszego zawodu... GDZIE JESTGRANICAKODEKSU ETYKI? Czy nasz pacjent, który od lat choruje na niewydolność nerek, nadciśnienie tętnicze, dziecko z zapaleniem wyrostka robaczkowego, jest bardziej „zakaźny” niż ci wszyscy, którychmijamy codziennie na chodniku? Gdzie granica człowieczeństwa, przysięgi, zawodu? Czy to nadal ten sam lęk o bezpieczeństwo, czy już wyko- rzystanie sytuacji napędzanej przez media i zwyczajne zaniedbanie, lenistwo i wygoda? A jednak wciąż mam w głowie, że życie i zdrowie ludzi jest w naszych rękach, rękachmedyków... Od marca jestem w naszym szpitalu koordynatorem strefy COVID. Wspólnie z moim zespołem tworzyliśmy nasz oddział, zasady pracy, procedury. Teraz, kiedy mój zespół jest wyszkolony, potrafi sam świetnie sobie poradzić, podję- łamdecyzję, iż na chwilę ich zostawię. Wylatuję pod banderąWHO na Mada- gaskar, aby teraz tam pomóc w przeorganizowaniu głównego szpitala dla pacjentów z COVID-19. Wpołowie października wrócę domoich „covidówek” wŚląskimCentrumChorób Serca. Fot. Archiwum prywatne

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5