ProMedico PS Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2020 nr 273

7 Pro Medico • październik 2020 Niedopuszczalne jest odbijanie się od drzwi poradni, gdzie wartę pełnią strzegące wejścia jak Cerber rejestratorki i pielęgniarki, niemal ciałem broniące dostępu do poradni. Często używanymi argumentami jest epidemia, brak możliwości wizyty z powodu pandemii i informowanie pacjenta, że jak chce, to może sobie iść na izbę przyjęć lub SOR, „bo tam nie mogą mu odmówić”. Pacjenci kierowani do specjalisty czy szpitala często nie posia- dają żadnych badań wykonanych w przychodni rodzinnej. Dlatego w Poradni Urazowo-Ortopedycznej spotykamy codziennie, po tzw. telefonicznym badaniu, pacjenta, którego boli kończyna dolna, a badanie w poradni specjalistycznej wykazuje zapalenie nerwu kulszowego, łatwe do rozpoznania. U innego był to ropień poślad- ka. Pacjenci kierowani do szpitala – niby w stanie zagrożenia życia – docierają na własnych nogach! Również bez żadnych badań. Oto przykład: skierowanie – anemia, na pytanie o badania dodatkowe – przynajmniej morfologię – pacjent odpowiada: lekarz powiedział, że towymi zrobicie . A na jakiej podstawie postawił rozpoznanie anemii? Bo jestem taki słaby?! To autentyk... Oczywiście, dla części pacjentów brak potrzeby hospitalizacji jest ulgą, informacja o wynikach badań często jednoznacznie pozwa- la postawić diagnozę i podjąć leczenie (co nie zmienia faktu, że wporadni też dałoby się to zrobić – tylko po co?). Część chorych, zwłaszcza tych cierpiących na liczne schorzenia prze- wlekłe, wymaga stałego nadzoru, częstych porad i doraźnychmody- fikacji leczenia, które powinny i mogą być realizowane w ramach opieki POZ. Odsyłany z przychodni pacjent ma poczucie krzywdy, on wie, że jest chory i odnosi wrażenie, że nie chcemu się pomóc. Z tyłu głowy ma informację lekarza z poradni, który mówi: „tylko szpital... Ja tu nie pomogę”. Takie postępowanie powoduje powstanie przekonania u samych chorych, że skorowporadni nic nie poradzą, tomuszą sami szturmo- wać bezpośrednio izby przyjęć, przekonani o słuszności i logiczności własnego postępowania.„Po co wydłużać drogę, jak i tak chodzi tyl- ko o wystawienie skierowania do szpitala”–mówią. Opisany żelazny rdzeń niby współpracy na linii POZ/SOR funkcjonował, funkcjonuje, i zapewne będzie długo funkcjonował, kie- rując się własną pokrętną logiką i opiera się na wzajemnym udawaniu, że żadna strona tego współdziałania nie wie, czym kierują się pozostałe. Cowięcej, w toku tegowspół- działania pojawiają się wybuchy świętego oburzenia, wyrażane wobec pacjentów, którzy są miotani z lewa na prawo i uświa- damiani o słuszności działania jednej lub drugiej strony. Obecnie mamy jednak epidemię, sytuację nadzwyczajną, sytuację do granic nad- wyrężającą i tak balansujący na granicy wydolności systemopieki. I tu podstawowy element opieki zdrowotnej POZ otrzymał los na loterii – możliwość „leczenia zdalne- go”. W świetle prawa i z poczuciem misji na ustach, można leczyć nie widząc pacjen- ta. W poczuciu wyjątkowości pełnionej roli pierwszego ogniwa pomocy, można zasło- nić sięwyższością interesu społecznegonad prawem do wizyty lekarskiej i powiedzieć wszystkim„że nasze ryzyko jest większe niż wasze”i leczyć nie badając. Niedopuszczalny jest fakt odbijania się od drzwi poradni, gdzie wartę pełnią strze- gące wejścia jak Cerber rejestratorki i pie- lęgniarki, niemal ciałem broniące dostępu do poradni. W takim postępowaniu często używanymi argumentami jest epidemia, brak możliwości wizyty z powodu pande- mii i informowanie pacjenta, że jak chce, to może sobie iść na izbę przyjęć lub SOR „bo tam nie mogą mu odmówić”. Takie zamknięcie POZ ma też wątek poboczny, święta „nieczerwone”, długie weekendy – wtedy bez żadnego trybu i zgłoszenia, z niedopełnieniem obowiązku wyznacze- nia poradni zastępczej, liczne poradnie są po prostu zamknięte z wywieszoną infor- macją, gdzie jest najbliższy szpital. Jako jeden z wielu przykładów niech posłu- ży historia starszej osoby z obustronnym zwyrodnieniem stawów biodrowych, dys- kopatią, poruszającej się z podparciem, kierowanej do diagnostyki bólu brzucha z fizykalnie stwierdzonym telefonicznie brakiemobjawów otrzewnowych, słyszalną perystaltyką, która z trudemdotarła do izby przyjęć. W ramach wywiadu i badania oka- zało się, że problem dotyczy trwającego od lat bólu pleców, obecnie nasilających się przy ruchach skrętnych tułowia. Pacjentce rozpisano leczenie przeciwbólowe i wróciła do domu. Niemniej poczucie spełnionej misji wysta- wienia skierowania – panaceumna„wszyst- kie badania, kroplówki wzmacniające i konieczność hospitalizacji”na pewno spra- wiła, że ktoś poczuł się potrzebny, z poczu- ciem dobrze spełnionego obowiązku i zrealizował się zawodowo, nie realizując żadnego z elementów badania. Nieodpartą pokusą dla lekarza podsta- wowej opieki zdro- wotnej jest próba przechytrzenia sys- temu i skierowania pacjenta do szpi- tala na„wszystkie badania”, na tzw. „kroplówki wzmacniające”, czy też obserwację w kierunku„nie- określonych chorób i stanów”. Fot. Archiwum ŚIL Pacjenci kierowani do szpitala – niby w stanie zagrożenia życia – docierają na własnych nogach!

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5