ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2021 nr 283

Pro Medico • październik 2021 20 Bywa, że na co dzień w szpitalu należącym do misji są też felczer i pielęgniarka, ale za wszystko trzeba słono płacić już od prze- kroczenia progu przychodni. Oczywiście, nigdy nie uleczymy wszystkich, dlatego wyjazd Polskiej Misji Medycznej to nie tyl- ko doraźna pomoc, ale i pomoc w wypo- sażeniu ośrodka zdrowia, kursy, szkolenia, zakup leków, sfinansowanie edukacji pielę- gniarek. Personel, który zostaje na miejscu z pacjentami, musi sobie sam radzić. Dzięki internetowi jesteśmy ze sobą w kontakcie – zresztą nie tylko na polu zawodowym. Zawsze mogą nas o coś zapytać, czegoś się dowiedzieć. – Zanurzając się w tym innym świecie, odmiennej mentalności w sprawach higieny, chorób i śmierci nie bała się pani zarazić? – WPolsce też mogę się czymś zarazić. – Na conajczęściej chorują tubylcy?Pytam o to, bo w Polsce panuje opinia, że obcy mogą przywieźć zarazę, nieznane choroby ibudząstrach. – To ja też taką chorobę mogłam przy- wieźć, a jednak normalnie żyję i pracuję jako chirurg w szpitalu. To jakieś głupie uprze- dzenia. Ci ludzie chorują tak jak my, często na te same choroby. Opowieści o pasoży- tach, zarazie zawleczonej zza granicy, jakie kilka lat temu snuł jeden z polityków, służą tylko podsycaniu lęków w wiadomym celu. W Ugandzie, Tanzanii czy Iranie zdarzyło mi się wędrować śladami polskich uchodź- ców z lat 40. XX wieku. Nikt nie rozciągał im tam drutu przed nosem, nie bał się polskich chorób, pasożytów, wyznania... Dostali zie- mię, wybudowali swoje osiedla, kościoły, szkoły. Zostały liczne cmentarze i sporo ludzi – tubylców, którzy o to polskie dziedzictwo dbają, a pytani omiejsce – prowadzą do nie- go i do swojej starszyzny, która dzieli się wspomnieniami. Ostatni Polak – uchodźca wTanzanii zmarł zresztą zupełnie niedawno. – Co pozostaje w lekarzu, który wraca z zagranicznych misji z krajów Trzeciego Świata? – Zemną jeszczesilniej zostaje to, cozemną wyjeżdża – że nic na siłę, że trzeba wiedzieć i umieć czasemodpuścić. Zarównowdziała- niachmedycznych, gdywiem, jak i co zrobić, alew tamtychwarunkach toniemożliwe, jak i w aspekcie kulturowo-religijno-tradycyj- nym. Zmiany są dobre, ale trzeba je pozy- skiwać umiejętnie.Wiem już, że nic nie zwo- juję jedną krótką rewolucją, która w finale spowoduje np. szlaban na dalsze wyjazdy. Wszystko step by step. Nasze misje nie są po to, aby leczyć swoje wypalenie zawodowe, eksperymentować czy przeżyć przygodę. Dla mnie taki wyjazd to możliwość niesienia pomocy choćby jed- nemu człowiekowi i szansa, aby zaszczepić medycynę tam, gdzie to możliwe, nauczyć miejscowych lekarzy i felczerów opieki nad chorymi. Bo ona dziś każdemu się należy i toniezależnie, skądpochodzi i jakima kolor skóry. Rozmawiał Piotr Biernat Tomasz Lemm ratownikmedyczny, kierownikCentrumSymulacji MedycznejŚląskiego UniwersytetuMedycznego wKatowicach,uczestnik medycznychmisji zagranicznych Wojna potrzebuje dobrych ratowników „Tato, dlaczego musisz jechać na wojnę?” – zapytała moja sześcioletnia cór- ka ze łzami w oczach. Długa cisza poprzedzająca moją odpowiedź wyraźnie wskazywała, że niełatwo dobrać słowa i wyjaśnić podjętą decyzję. Bo czy w ogóle istnieje dobra odpowiedź na takie pytanie zadane przez małe dziec- ko? Czym są patetyczne frazesy o „walce o lepsze jutro”, „globalnej wojnie z terro- ryzmem”, „zapewnianiu bezpieczeństwa słabszym, którzy sami nie potrafią go sobie zapewnić”? Wtedy, w sierpniu 2018 roku, zaskoczony pytaniem córki, zdecydowa- łem się na proste: „Kochanie, bo tam jest wielu ludzi, którzy potrzebują pomocy... A twój tata jest dobrym ratownikiem i jest tam potrzebny.” Wylot na misję do Afganistanu to miało być coś innego niż dotychczas. Wcześniej działałem w szeregu organizacji ratow- niczych w Polsce. W ramach fundacji Pol- skie Centrum Pomocy Międzynarodowej wylatywałem do Gruzji, Ukrainy czy Nepa- lu w celach zarówno szkoleniowych, jak i ratunkowych. Byłem ratownikiem gór- skim i medycznym z wieloletnimdoświad- Fot. archiwum prywatne

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5