ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2022 nr 293
21 Pro Medico • październik 2022 Wena już nie ta sama... Nie tyle cava, bo ta hydrostatycznie jeszcze trzyma, ale ta od Muz z orszaku Apollina wzięta. Porzuciła mnie ostatnio, choć spraw wkoło wiele... Brak weny zaś, to brak felie- tonu. „Trzeba się wycofać z arenki, gdy zaczyna służyć sofa do drzemki” pomyślałem. Piszę już dłu- go, może zbyt długo, a taki, co pisze, jak się przyklei do klawiatury, to koniec. Sam siebie potem namiętnie czytuje, samokrytycyzm mu niepostrzeżenie uchodzi jakąś szczeliną (mentalną lub, co gorsza, anatomiczną) i wtedy klops. Przestać, choć powinien, nie umie i pisze nałogowo, ku ucie- sze składówmakulatury. FELIETON Każdemu po równo, ale nie mnie Rafał Sołtysek wiceprezesOkręgowejRady Lekarskiej Aliści, ratunek dla mnie przed taką sytuacją nadszedł od młodszych Kolegów, którzy maila czasem mi przyślą... Z myślą. Nieba- nalną, w niebanalnym, etycznymi mean- drami życia żłobionym umyśle, zrodzoną. Wobec takiej Myśli obojętnym pozostać trudno. Nawet moja drzemiąca wena leni- wie wychynęła spod kołdry, uchyliła obrzę- kłe nieco powieki, opuściła stopy, które to, wylądowawszy w przydeptanych panto- flach, powiodły ją do mnie. No i znów jeste- śmy razem. Oto myśl ta, polityka o inicjałach kubek w kubek podobnych do logo brytyjskiego przedsiębiorstwa naftowego: „Nigdy nie uważałem i nie uważam, że celem szpitali publicznych – i osób w nich zatrudnionych – jest zarabianie.” I cóż tu z taką myślą złotą zrobić? Co do szpitali – nic, bo racja... Każdy, kto nie jest na bakier z etyką wie, że trzeba mieć ognisko re-entry w istocie szarej, żeby liczyć na opłacalność szpitali publicznych i gene- rować zyski z amputacji kończyny dolnej Kowalskiego, który ją„po spożyciu”w zaspie dobę trzymał (dlaczego jednak w prakty- ce odbieramy od „menedżerów” pisma, iż lecząc pacjentów narażamy szpitale na„straty”?). Co do reszty, czyli tego, że celem mojego chodzenia do pracy nie jest zarabianie, to już sprawa gorsza. Próbowałem to wytłu- maczyć na targu, chcąc na podobnych zasa- dach uzyskać pęczek zieleniny, próbowa- łem tak argumentowaćwpiekarni i... nieste- ty – nie wyszło. Przedstawiciele koncernów paliwowych od muszelki po orła, też byli nieczuli na pełen subtelnej filantropii blask myśli polityka mówiącej, iż praca nie służy zarobkowaniu. Wezwali ochronę do klienta, co płacić nie chce, a zatankował... Wszędzie, gdziem zajrzał i naiwnie na myśl tę się powoływał, żądano ode mnie oficjalnych środków płat- niczych w Polsce. Małostkowy naród nie zrozumiał doniosłej idei pracy pro bono... Oceniając tę wypowiedź polityka, jeśli nic mi nie umknęło, myślę że mamy do czy- nienia z intelektualną torsją... W internie „siedzę” lata, więc torsje nie są mi dziwne. Sprawę odłożyć bymożna ad acta lub lepiej do podłożonej„nerki”i tyle. Myślę, że chyba tak najlepiej, bo wypuszczenie podobnego pawia najbardziej cieszy wypuszczającego i uganiać się za nimniema sensu. Gęsta atmosfera wokół zarobków lekarzy towarzyszy mi, od kiedy zacząłem pra- cować. Jako że garaż mam dla chętnych otwarty, to zawsze jakoś w polemikę wcho- dziłem, od lat widząc niechęć i zazdrość o to, że chcemy należeć do klasy co naj- mniej średniej (comocnomnie zadziwia). „Jest takie miejsce u zbiegu dróg, gdzie się spotyka z zachodem wschód” i każdy zara- biać tumoże, byle nie był lekarzem.„Bardzo porządny doktor, niczego się w życiu nie dorobił”,tozżyciawziętaentuzjastycznaopi- nia o koledze, którą vox populi wyraził przy mnie na niezapomnianej wizycie domowej w dzielnicy nad Rawą.Tam to fantasmago- ryczne opary mojej rzeki – rzek, zmieszane zwyziewami winamarki„Trzy byki”tworzyły wonną oprawę do roboczego określania przez rodaków widełek płacowych „praw- dziwych, porządnych lekarzy”. W ogóle to wszystko powinno być po rów- no. Stroje po równo, wersalki po równo itd. Jak ktoś chce zarobić więcej, to istnieje podejrzenie, że równo by nie było. Nie daj Boże ten zdolniejszy i bardziej pracowity, miałby więcej od tego, co głupawy i leniwy. Wtedy ten drugi poczułby się dyskomforto- wo i wyraził to np. podczas wyborów, gło- sując przeciw rządom, co do dyskomfortu tego dopuściły. A to byłby polityczny błąd. Samobójstwo nawet. Intel, czyli„kumaty”, co zarabia nienajgorzej, to jest sprawa w ogóle niebezpieczna dla stabilności pewnych ugrupowań, bo rozu- mie „co jest grane” i wytknie, i to jeszcze publicznie, i dlatego od stuleci wiadomo że„zaczynamy”od degradowania inteligen- cji, a z resztą jakoś pójdzie. Taką Kubę weź- my. Każdemu porcje rumu, cygaro i zrówna- ne zarobki... To jest sprawiedliwość! Barter też jest fajny, bo dajmy na to owczarz dawałby namoscypka za leczenie np. poda- gry. Kwestia, czy jeden oscypek za jeden palec u nogi, czy też pół oscypka, zostałaby pewnie uregulowana odgórnie – rządowo (żeby owczarz nie czuł się oszukany, bo on doił i wędził parę godzin, a lekarz pisał receptę krócej). Podsumowując pewne napięcie i niezro- zumienie między ideami głoszonymi przez polityków, a moim pojmowaniem świata, wydaje mi się, że człowiek zaczyna być altruistą i filozofem, gdy na konto regularnie wpływa mu jakaś (godna) sumka. Weźmy takiego Platona – żeglował w krainie umiło- wania mądrości, ale podłożem tych intelek- tualnychwycieczek był nielichymająteczek. Nasz polityk w swoim oświadczeniu mająt- kowym pokazał, że zarządza niegodziwą mamoną zdolnie, bo i uposażenie posła i diety poselskie oraz dwie emerytury (z PE i ZUS) do sercamiesięcznie„przytula”. Mnie zaś, by pokryć chleb wędliną (a takie mamambicje), pozostaje chodzenie (zarob- kowo) do pracy.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5