ProMedico Pismo Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach październik 2023 nr 303

Pro Medico październik 2023 13 Z niekłamaną radością i satysfakcją przyjąłem do wiadomości fakt lipcowej zmiany punktacji czasopism naukowych, ogłoszony niedawno przez Minister- stwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Nareszcie – odetchnąłem z ulgą. Wreszcie żadne jakieś tam zachodnie gazetki typu Science czy Lancet nie będą warto- ściowane wyżej od naszych rodzimych czasopism. A mistrz Mikołaj drzewiej wskazujący, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają, dzisiaj z pewnością powie- działby, że mają swoje czasopisma. Pochwała ignorancji Nareszcie więc żaden prawdziwy polski naukowiec nie będzie petentem komitetów naukowych (zwanych editorial boards – to dla niewiedzących) tych i innych gazet zachodnich, prosząc wręcz o przyjęcie jego pracy do druku. Przecież to od tego zależy jego ocena i ewentualny dalszy rozwój kariery (stypendia, granty, stopnie naukowe), jak również ewaluacja instytucji, którą repre- zentuje. Wreszcie też, ciągle powtarzane, pytanie – jak długo jesz- cze nasze rodzime czasopisma będą tak bardzo niedoceniane? – doczekało się stanowczej odpowiedzi w postaci tak doskonałej oceny wybranych polskich czasopism naukowych. Ciesząc się z tak nieoczekiwanej, ale jakże potrzebnej, wręcz nie- zbędnej zmiany, ujrzałem wreszcie schyłek dekadenckiego nali- czania tzw. IF (ku historycznej pamięci przyszłych naukowców – impact factor), żmudnie opracowywanego na podstawie liczby cytacji artykułów umieszczonych w danym czasopiśmie, na które powołują się inni autorzy w ciągu ostatnich dwóch lat poprzedza- jących rok wyliczenia. Kiedy jednak ujrzałem listę niektórych tych szczególnie wyróż- nionych czasopism (200 punktów ministerialnych), nasunęły mi się pewne wątpliwości. Czy aby ta ostatnia zmiana ewaluacji osiągnęła już, oczekiwany przez ustalających reguły, obraz dosko- nałości, a przede wszystkim, czy zostało przez nich zaspokojone poczucie sprawiedliwości? Bo przecież jak pięknie wyglądałaby taka punktacja, gdyby np. Przegląd Sejmowy posiadał 250 (może nawet 300 punktów). W ślad za interpretacją Leszka Kołakowskiego „sprawiedliwość jest arbitralnym dekretem, który każdy może wydać, jeśli ma dość siły”. Ileż więc trzeba będzie czekać w poczuciu jałowości i uko- rzenia na kolejną reformę, słusznie weryfikującą poprzednią... A cytowane przez legendę chirurgii polskiej – Profesora Tadeusza Tołłoczko – słowa: „Iluż to działaczy politycznych zdobyło tytuły naukowe nieprzynoszące nauce żadnej korzyści” niech zostaną po wsze czasy zapomniane. Ze wstydem przyznaję, że z powodu mojej niewiedzy, graniczą- cej wręcz z dyletanctwem, ocena gwałtownego wzrostu punk- tacji wybranych czasopism teologicznych, jak np. Studia z Prawa Wyznaniowego (z 70 do 200 punktów ministerialnych), czy Rocz- nik Teologii Katolickiej (z 40 również do 200) była przeze mnie absolutnie niezrozumiała. Olśnienia doznałem dopiero w momencie zapoznania się z refor- mą studiów medycznych na niektórych uczelniach. Przecież do prowadzenia takich typowo medycznych przedmiotów, jak Biblia – istota i rola w kulturze, socjologia medycyny i katolic- ka nauka społeczna czy wreszcie profesjonalizm i duchowość w medycynie niezbędne będą rzesze nowych tzw. pracowników naukowo-dydaktycznych, również tych samodzielnych. A doko- nać szybkiego awansu można tylko poprzez pisanie do różnych gazet (zwanych czasopismami naukowymi) – oczywiście tych najlepszych (czyli najwyżej punktowanych). Tym bardziej, że nie- małe 90 godzin przeznaczonych na te przedmioty to jest tyle, ile wynosi dokładnie liczba godzin np. histologii i embriologii (90) oraz fizjologii (90) w nauczaniu studentów stomatologii. Tutaj niech mi wolno będzie jednak przytoczyć cytat zaczerpnię- ty przez ks. prof. Michała Hellera, pierwszego Polaka uhonorowa- nego w roku 2008 prestiżową nagroda Templetona, z wypowie- dzi prof. Andrzeja Staruszkiewicza:„Istnienie głupoty to najlepszy dowód istnienia duchowości”. Czyżbyśmy więc w imię zamawiania moralności rozpoczęli wresz- cie powrót do wczesnochrześcijańskiej myśli filozoficznej odma- wiającej – w swoich założeniach – lekarzom możliwości leczenia, na rzecz modlitwy, postu i pokuty, z ich uzdrowicielską mocą w walce z chorobą? A jeżeli ktoś będzie przeciw? To pamiętajmy o klątwie, którą obłożono wszystkich zwolenników nauk Arysto- telesa. Cofnąć się tu wypada do teorii form lub idei Platona. W siódmej księdze Państwa Platon wskazuje nam różnicę pomiędzy mądro- ścią (wiedzą) a mniemaniem i jak umiejętnie odróżnić dobro od zła. A 22 wieki później Gottfried Wilhelm Leibnitz określił zło jako cenę, którą płaci się za wolność, jednocześnie wskazując, że jedną z form zła stanowi głupota. Czymże jest więc w końcu wolność? To prawo do głoszenia twier- dzeń, że kolor biały jest białym, zaś czarny – czarnym. A jeżeli ktoś każe nam myśleć inaczej, że białe nie jest białe, tylko np. szare? Albo brunatne? Albo czerwone? To wtedy pozostaje już tylko cze- kać na powołanie do życia orwellowskiego Ministerstwa Prawdy z jedynie słusznym przesłaniem – Ignorancja to siła. Fot. Chroma Stock prof. dr hab. n. med. Jacek Gawrychowski kierownikKatedry iOddziałuKlinicznego ChirurgiiOgólnej iEndokrynologicznej ŚląskiegoUniwersytetuMedycznego

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQzOTU5